Reece Scarlett znalazł się na ustach wszystkich kibiców Unii Oświęcim. Kanadyjski obrońca w decydującym meczu ćwierćfinału play-off strzelił złotego gola, który przesądził o awansie biało-niebieskich do półfinału. – To moment, który trudno opisać – uśmiechał się 33-letni Kanadyjczyk.
To spotkanie było dobrą reklamą naszego ligowego hokeja. Było w nim wszystko, za co kibice kochają tę dyscyplinę sportu. Ładne bramki, widowiskowe dogrania, walka na każdym centymetrze lodu i zwroty akcji. Ten mecz trzymał w napięciu jak dobry thriller.
Choć podopieczni Róberta Kalábera po pierwszej odsłonie prowadzili 2:0 po golach Ołeksandra Peresunki i Villego Heikkinena, to "Stalowe Pierniki" pokazały charakter i doprowadziły do wyrównania. Losy spotkania rozstrzygnęły się dopiero w dogrywce. W ósmej minucie dodatkowego czasu gry Mika Partanen przejął krążek błyskawicznie dograł da Radosława Galanta. Kapitan pognał prawym skrzydłem i oddał strzał, który jeszcze obronił Svensson. Krążek spadł jednak wprost na kij Reece’a Scarletta, a kanadyjski obrońca dobił go do siatki, wywołując eksplozję radości na trybunach.
"Trudno to ubrać w słowa"
Gol oznaczał koniec serii i awans Unii do półfinału, gdzie biało-niebiescy zmierzą się z GKS Katowice. Po spotkaniu Scarlett nie ukrywał emocji.
– Trudno to ubrać w słowa. Dogrywka w siódmym meczu serii play-off to coś szalonego. Weszliśmy w mecz bardzo dobrze, ale rywale też pokazali charakter i zdobyli dwa ważne gole w przewadze. Później to był już typowy play-offowy hokej: twardy i wyrównany – powiedział obrońca Unii.
Kanadyjczyk podkreślił, że choć to on zdobył decydującą bramkę, zwycięstwo było zasługą całej drużyny.
– Miałem szczęście zostać bohaterem wieczoru, ale jako zespół zagraliśmy naprawdę dobrze. W całej serii mieliśmy lepsze i gorsze momenty, jednak trzymaliśmy się swojego planu i to przyniosło efekt – zaznaczył 32-letni defensor.
Strzelanie goli nie jest jego zadaniem
Scarlett przyznał, że zdobywanie bramek, a tym bardziej zwycięskich w dogrywce nie jest jego specjalnością.
– To nie jest coś, z czego jestem znany. Ale każdy hokeista marzy o takim momencie. Dziś miałem szczęście i trafiłem do siatki. Czuję się naprawdę świetnie i nie będę kłamał – uśmiechnął się zawodnik pochodzący z Edmonton.
Obrońca Unii zwrócił też uwagę na wysokie umiejętności i znakomitą postawę Antona Svenssona, który w całej serii bronił znakomicie. Interweniował z imponującą skutecznością, wynoszącą 94,8 procent.
– Ich golkiper grał niesamowicie. W kilku meczach naprawdę nas zatrzymał. Tym bardziej cieszy, że wytrwaliśmy i ostatecznie wygraliśmy serię – zaznaczył doświadczony defensor, który docenił też atmosferę panującą w hali przy Chemików 4. – Atmosfera była niesamowita. Nasi kibice są bardzo głośni i czujemy ich wsparcie. Będzie nam ono potrzebne w kolejnej rundzie. Gra u siebie to wielka przyjemność.
Nowy cel i elementy do poprawy
Już w niedzielę Unia rozpocznie półfinałową rywalizację z GKS Katowice. Pierwsze dwa spotkania zostaną rozegrane w "Satelicie". Gdzie tkwi siła zwycięzców sezonu zasadniczego?
– To bardzo dobry zespół, szczególnie ich pierwsza formacja ma ogromny potencjał. Musimy ją dobrze powstrzymać, ale przede wszystkim skupiamy się na własnej grze. Mamy trochę czasu na to, aby jeszcze pocieszyć się tym zwycięstwem, ale od jutra zaczynamy przygotowania – mówił po wczorajszym meczu zawodnik występujący z numerem 74.
A co będzie kluczowe w półfinale? Zdaniem Scarletta kluczowe w kolejnej serii unikanie prostych błędów.
– W play-offach wszystko może się wydarzyć. Najważniejsze jest ograniczanie własnych błędów i umiejętność przetrwania momentów, gdy rywal przejmuje inicjatywę. W każdym meczu będą wahania "momentum" (dynamiki gry – przyp. red.) i trzeba umieć je kontrolować – analizował.
Obrońca Unii przyznał również, że drużyna musi poprawić grę w osłabieniu. W starciach z KH Energą Toruń ten element był piętą achillesową Oświęcimian. Najlepiej świadczy o tym skuteczność oscylująca wokół 68,2 procent.
– Zdecydowanie musimy być lepsi w "pikej". Nie wiem jeszcze dokładnie, co zmienimy, ale musimy grać w sposób bardziej agresywny, twardszy i lepiej się komunikować – zakończył Reece Scarlett.
Czytaj także: