
W Polskiej Hokej Lidze często słychać narzekania, że sędziowie za swoje decyzje nie ponoszą żadnej odpowiedzialności. Nieco inaczej jest za naszą południową granicą. Jeden z czeskich arbitrów został właśnie zawieszony, a czterech innych otrzymało upomnienia.

Uczciwe zachowanie może być "zaraźliwe". Pokazują to dwa niezależne od siebie przykłady z sobotnich meczów hokejowych.

Oto wzór uczciwej postawy na lodzie. Doświadczony zawodnik powiedział sędziemu, że ten pomylił się nakładając karę na gracza przeciwnego zespołu. Na nagrodę fair play jeszcze trochę poczeka, ale na lodzie nagrodę dał sobie szybko sam.

Rok temu był najlepszym bramkarzem KHL, w lutym został mistrzem olimpijskim. Nawet najlepszym zdarzają się jednak kuriozalne błędy w dość prostych sytuacjach...

Kolejny w tych play-offach fatalny błąd Dustina Byfugliena był kluczowym momentem meczu numer 4 finału konferencji zachodniej. Gdyby wierzyć historycznym statystykom, to Vegas Golden Knights mogą być po nim w 100 % pewni awansu do finału. Winnipeg Jets, by odwrócić losy rywalizacji muszą zrobić coś, co na tym etapie jeszcze nikomu się nie udało.

Taka sytuacja to prawdziwy koszmar dla bramkarza. Utalentowany były mistrz świata wpuścił gola po strzale rywala z własnej tercji.

W rankingu wpadek przy transmisjach hokejowych ta zasługuje na poczesne miejsce. Telewizja zaliczyła pomyłkę tak wielką, że aż trudno w nią uwierzyć.

Kiedyś strzelił samobója w identyczny sposób, jak później w półfinale Pucharu Polski David Zabolotny. Teraz w jednym meczu sprezentował rywalom dwa gole po swoich koszmarnych błędach. Ten bramkarz ma wyjątkowe "szczęście" do kuriozalnych goli.

Jest jedną z największych legend w historii hokeja. Maurice "Rocket" Richard właśnie zdobył jeszcze jeden punkt w NHL. 17 lat po swojej śmierci.

Czasem oglądając błędy sędziów na polskich taflach mówimy, że w czołowych ligach świata byłoby to niemożliwe. Oto dowód, że i w nich sędziowie popełniają błędy, w które aż trudno uwierzyć. W tym przypadku arbiter przyczynił się do odpadnięcia drużyny z play-offów nie dlatego, że źle widział, a dlatego, że... nie znał przepisów.

Do kuriozalnej sytuacji doszło w meczu Unii Oświęcim z JKH GKS Jastrzębie. Protokół podpisany przez sędziego głównego Pawła Meszyńskiego oraz sekretarza Jana Szczurka zwierał błędny wynik meczu (!). Na jednym „wielbłądzie” się jednak nie skończyło, bo pierwszą bramkę dla gości zapisano na konto bramkarza Tomasza Fuczika, chociaż jej autorem był Tomasz, ale Kominek.