To były bardzo gorące hokejowe derby. Walczyli nie tylko zawodnicy na lodzie. W tunelu prowadzącym do szatni hokeistę fizycznie zaatakował... trener. Teraz musi za to zapłacić.
Na dalekiej szwedzkiej północy nic nie rozgrzewa kibiców bardziej niż hokejowe derby drużyn z dwóch najdalej na północ właśnie wysuniętych miast ligi SHL. W najnowszej odsłonie rywalizacji Luleå HF z Skellefteå AIK znów było gorąco. Na gola fani musieli czekać aż do serii rzutów karnych, bo z gry żaden z zespołów do bramki nie trafił. Ostatecznie przewodząca tabeli ekipa Skellefteå pokonała swojego derbowego rywala 1:0. Ale po meczu więcej mówi się o "atrakcjach" mu towarzyszących. Sędziowie w jego trakcie nałożyli na obie drużyny 25 kar. Druga tercja skończyła się awanturą na tafli, po której z karą meczu za niesportowe zachowanie odesłany do szatni został jej prowodyr Emil Djuse z drużyny SAIK. Ale największe emocje wzbudziła sytuacja z przerwy po pierwszej tercji, gdy w tunelu prowadzącym do szatni zawodnika Luleå HF Brendana Shinnimina zaatakował... asystent trenera rywali Andreas Falk. Szwedzki szkoleniowiec ruszył na Kanadyjczyka i pchnął go, a ten się zrewanżował. Dalszej eskalacji zapobiegła interwencja porządkowego. Shinnimin i Falk jeszcze przez chwilę krzyczeli do siebie.
Obaj uczestnicy zajścia zostali zgłoszeni do Komisji Dyscyplinarnej, ale ta zdecydowała, że na karę zasługuje tylko szkoleniowiec drużyny Skellefteå. Będzie musiał teraz zapłacić 15 tysięcy koron szwedzkich (nieco ponad 5,9 tys. złotych).
- Zachowanie ze strony trenera Andreasa Falka nie jest w żaden sposób do obrony i stanowi niewłaściwe postępowanie, które podlega karaniu zgodnie z przepisami Królewskiego Związku Sportowego - uzasadniła Komisja swoją decyzję.
Jednocześnie Shinnimin uniknął kary, ponieważ to on został w tej sytuacji sprowokowany - wyjaśnił organ dyscyplinarny.
- Choć zachowanie Brendana Shinnimina stanowi naruszenie przepisów podlegające karze, miało miejsce po oczywistej prowokacji. Analizowane razem okoliczności sprawiają, że Komisja Dyscyplinarna oceniła prowokację jako mającą taką naturę, że nie należy nakładać na zawodnika żadnej odpowiedzialności dyscyplinarnej - czytamy w uzasadnieniu.
Andreas Falk, który jako zawodnik brał udział w derbach północy po obu stronach barykady, w oświadczeniu opublikowanym przez jego klub przekonywał, że całą awanturę zaczął Shinnimin i dodał, iż żałuje, że na dostępnym nagraniu nie widać początku zajścia, bo to zmieniłoby optykę opinii publicznej.
- To, co się wydarzyło, było niefortunne i była to sytuacja, za którą obaj ponosimy odpowiedzialność. Ja zareagowałem, gdy zostałem zablokowany i popchnięty. Biorę odpowiedzialność za swoją część i rozumiem, że jako trener szczególnie odpowiadam za swoje zachowanie. Szkoda, że nie ma nagrania z całego przebiegu zdarzenia, bo pełna sekwencja dałaby jasność, jak ta sytuacja się rozwinęła - stwierdził.
Brendan Shinnimin należy do najbardziej kontrowersyjnych hokeistów ligi SHL. Nie stroni od prowokacji i ostrych starć na tafli, a jednocześnie w przeszłości już zdarzało się, że był karany finansowo za symulowanie. Z kolei w 2024 roku po meczu derbowym z Skellefteå AIK powiedział, że czuje się "szykanowany" przez szwedzkich sędziów. Tym razem po awanturze z Falkiem sam przyznawał, że jest zadowolony z tego, jakie emocje wzbudza w rywalach.
- Myślę, że to dość tchórzliwe, gdy trener rzuca się na ciebie między tercjami. Żyję sobie za darmo w ich głowach, oni coś do mnie mają i ja to kocham. Dostali dwie czy trzy głupie kary i zaangażowałem ich trenera. Taką mam pracę. Robię to, za co mi płacą. Do tego stworzyłem trochę przestrzeni pod bramką, żeby miejmy nadzieję strzelić gola i niech się w d*** pocałują - powiedział w przerwie spotkania w rozmowie na antenie telewizji TV4.
Czytaj także: