Polscy kibice gromkimi brawami i żywiołowymi okrzykami dziękowali swojemu zespołowi za ambitną postawę w starciu ze Stanami Zjednoczonymi. Choć biało-czerwoni przegrali z „Jankesami” 1:4, to zaprezentowali się z naprawdę dobrej strony. Honorową bramkę dla „Orłów” zdobył Grzegorz Pasiut, a w polskiej bramce świetnie zaprezentował się John Murray, który obronił 53 uderzenia rywali!
Polski kopciuszek, mający w swoim zestawieniu 17 zawodników z polskiej ekstraligi, w starciu z amerykańską potęgą walczył z pasją i ogromnym zaangażowaniem. A w szeregach rywali było przecież 18 zawodników rywalizujących na co dzień w NHL. Wśród nich Seth Jones, Zach Werenski, Brady Tkachuk i Johnny Gaudreau.
Biało-czerwoni imponowali zadziornością, ofiarnością i ambicją w destrukcji, a także pomysłowością w ataku. Kilka akcji rozegranych przez nasz zespół było naprawdę znakomitych. Szkoda jedynie, że w kilku ważnych momentach zabrakło nam odrobiny szczęścia i precyzji.
Znakomity początek
Świetna w wykonaniu „Orłów” była zwłaszcza pierwsza odsłona, która - w naszej opinii - była naszą najlepszą w całym turnieju. Tak grający nasz zespół chcielibyśmy oglądać zawsze. Dodajmy, że nasz zespół aż 11-krotnie uderzał na amerykańską bramkę, przy 12 strzałach rywali.
Już w 3. minucie, na moment, trafiliśmy do hokejowego nieba. Szybki kontratak wyprowadził Patryk Wronka, który dynamicznie wjechał do tercji. „Wronczes” położył na lodzie Setha Jonesa, a następnie uderzył z nadgarstka w samo okienko. Trey Augustine nie mógł w tej sytuacji wiele zrobić. Z kolei selekcjoner Amerykanów poprosił o challenge, a sędziowie po obejrzeniu powtórki nie uznali gola. Powód? Spalony na linii niebieskiej, którego dopuścił się Bartosz Fraszko.
Później nasz zespół skutecznie obronił liczebne osłabienie, a „Jasiek Murarz” instynktownie odbił krążek uderzony przez Cole’a Caufielda.
Warto też wspomnieć, że dwa razy graliśmy w przewagach i obie wyglądały naprawdę solidnie. W 11. minucie odrobiny szczęścia zabrakło Dominikowi Pasiowi. 24-letni napastnik uderzył bez przyjęcia, ale amerykańskiego golkipera uratował słupek. Zgromadzeni na trybunach polscy kibice aż złapali się za głowy.
W 15. minucie sprytnym uderzeniem „z półobrotu” popisał się Krzysztof Maciaś, ale golkiper „Jankesów” zdążył w porę dostawić parkan do słupka.
Podkręcenie tempa
Po zmianie stron Amerykanie zagrali z większą determinacją. Częściej niepokoili Johna Murraya, który zwijał się jak w ukropie. Testowany był 25 razy i dwukrotnie nie zdołał zapobiec stracie gola. Nim to się jednak stało wygrał pojedynek sam na sam z Johnnym Gaudreau. Była wówczas 29. minuta gry. Zapewne wielu kibiców nie spodziewało się, że będziemy w stanie tak długo przetrzymać napór „Jankesów”.
Chwilę później nasi rywale wyprowadzili szybką kontrę i otworzyli wynik spotkania. Brady Tkachuk zagrał do Michaela Kesselringa, a ten uderzeniem w długi róg zaskoczył golkipera „Orłów”.
W 35. minucie Murray zaliczył fenomenalną interwencję, łapiąc gumę do raka. Mówiąc dosadniej - okradł z gola Brocka Nelsona, któremu fantastycznie dograł Matt Boldy.
Grali u siebie
Przed końcem drugiej odsłony prowadzenie podwyższył Brady Tkachuk. Kapitan amerykańskiej kadry i Ottawy Senators wpadł wraz z krążkiem do polskiej bramki, ale sędziowie uznali, że gol został zdobyty prawidłowo. Polscy kibice nie zgodzili się z tą interpretacją i pożegnali arbitrów słynnym okrzykiem, znanym z naszych krajowych tafli. „Złodzieje, złodzieje” – roznosiło się po trybunach Ostravar Areny.
Trzecią tercję zespół Johna Hynesa rozpoczął od zdobycia gola, a na listę strzelców wpisał się Cole Caufield, który wykazał się sprytem w zamieszeniu podbramkowym.
Mogło się wydawać, że gra naszego zespołu się posypie, a Amerykanie będą chcieli powetować sobie nieskuteczność z poprzednich części gry.
Tymczasem w 47. minucie biało-czerwoni przeprowadzili kombinacyjną akcję. Marcin Kolusz dograł do Patryka Wronki, a ten zostawił gumę Grzegorzowi Pasiutowi, który uderzeniem z przestrzeni międzybulikowej zaskoczył Treya Augustine’a
Wynik spotkania na 4:1 ustalił Cole Caufield, poprawiając uderzenie Brady'ego Tkachuka. Warto zaznaczyć, że druga formacja Amerykanów zdobyła wszystkie cztery bramki.
Jutro Polacy o 16:20 zagrają z Niemcami. Z kolei w poniedziałek o 20:20 zagrają z Kazachstanem i wszystko wskazuje na to, że będzie to mecz o utrzymanie.
Polska - Stany Zjednoczone 1:4 (0:0, 0:2, 1:2)
0:1 Michael Kesselring - Brady Tkachuk, Alex Vlasic (30:11),
0:2 Brady Tkachuk - Shane Pinto, Jake Sanderson (39:18),
0:3 Cole Caufield - Brady Tkachuk (41:11),
1:3 Grzegorz Pasiut - Patryk Wronka, Marcin Kolusz (46:22),
1:4 Cole Caufield - Brady Tkachuk, Shane Pinto (49:15).
Sędziowali: Riku Brander, Christoffer Holm (główni) - Oto Durmis, Jiri Ondracek (liniowi).
Minuty karne: 2-8.
Strzały: 21-57.
Widzów: 8935.
Polska: J. Murray - J. Wanacki, M. Kolusz; P. Wronka, G. Pasiut, B. Fraszko - P. Wajda, M. Kruczek; M. Urbanowicz, K. Dziubiński, M. Michalski - K. Górny, P. Dronia; P. Zygmunt, D. Paś, K. Maciaś - A. Kostek, M. Bryk (2); A. Łyszczarczyk, K. Wałęga, P. Krężołek.
Trener: Róbert Kaláber
USA: T. Augustine - S. Jones, Z. Werenski (2); J. Gaudreau, B. Nelson, M. Boldy - L. Hughes, J. Sanderson; B. Tkachuk, S. Pinto (2), C. Caufield - J. Petry, A. Vlasic; T. Zegras, K. Hayes (2), J. Farabee - M. Kesselring; R. Leonard, M. Eyssimont, L. Kunin, G. Brindley.
Trener: John Hynes
Czytaj także: