Hokej.net Logo
KWI
11
KWI
16
KWI
17
KWI
24
KWI
25

Czy trener Jirzi Szejba zostanie?

Czy trener Jirzi Szejba zostanie?

Trudno będzie zapomnieć jak tyszanie przegrali mistrzostwo. GKS Tychy złoto stracił w... mistrzowskim stylu. W niedzielny wieczór hokeiści, trenerzy oraz kibice GKS-u Tychy przeżyli szok. Tytuł mistrzowski, trzeci w historii klubu, mieli na wyciągnięcie dłoni, a tymczasem wszystko uleciało jak bańka mydlana. Ta nieprawdopodobna historia na trwałe zapisze się kronikach.

Zbliżała się godzina 23.00 w niedzielny wieczór na Stadionie Zimowym w Tychach, a szatnia hokeistów GKS-u nadal była szczelnie zamknięta. Opuścili ją nieco wcześniej dwaj Czesi - wściekły Michal Kolarz oraz kontuzjowany Jaroslav Kristek. Dla nikogo nie ulega wątpliwości, że tyszanie przeżyli szok. Tytuł mistrzowski, trzeci w historii klubu, mieli na wyciągnięcie dłoni, a tymczasem wszystko uleciało jak bańka mydlana. Ta nieprawdopodobna historia na trwałe zapisze się kronikach. Trudno się dziwić, że zawodnicy długo rozpamiętywali ten finał.

Mentalność zwycięzcy

Takiego błędu, jak w poprzednim sezonie, nie możemy popełnić i musimy startować z pierwszego miejsca do play offu - powtarzali hokeiści z Tych przed rozpoczynającymi się rozgrywkami 2016/17. Teraz albo nigdy - dodawali przy każdej okazji, gdy mówiło się o grze w finałach. Tyszanie zrealizowali cel i startowali z miejsca nr 1. Wszystkim skupionym wokół drużyny wydawało się, że tym razem nic nie może się wydarzyć zaskakującego. Skoro w sezonie z 6 meczów wygranych było 5, a w finale dwie inauguracyjne wygrane i na dodatek 4. mecz w Krakowie. Czy może być piękniejszy układ? - powtarzano w Tychach.

Podobna historia została zapisana w poprzednim sezonie. Najpierw tyszanie przegrali dwie potyczki w Krakowie, potem zwyciężyli w 3. z rzędu (na wyjeździe) i... przegrali u siebie 2:3, a w siódmym - 1:2. Wówczas uskarżali się na brak szczęścia oraz ostatnie spotkanie na wyjeździe. A na co można się uskarżać, prowadząc 3-1 i... przegrywając potem trzy razy z rzędu? Trzeba mieć mentalność zwycięzcy - powtarza do znudzenia były znakomity siatkarz, zaś dziś trener GKS Katowice, Piotr Gruszka.

To trzeba wpajać zawodnikom na każdych zajęciach, do znudzenia, by w sobie to wykreowali. - To podstawa sukcesów - dodaje młody szkoleniowiec, ale niewątpliwie o mentalności zwycięzcy.

Silna głowa

Może właśnie genu zwycięzcy zabrakło tyszanom? Śmiemy twierdzić, że umiejętności techniczne mają na podobnym poziomie, a może nieco wyższym niż „Pasy". Może nieco odbiegali przygotowaniem fizycznym w dwóch ostatnich meczach, ale można było to nadrobić ambicją i wolą walki.

- To może jakaś klątwa albo też zatruciem srebrem - zastanawiałem się z kolegą. - Nie, to jednak głowa nie wytrzymała napięcia, jakie towarzyszyło drużynie w drugiej części sezonu.

Wielu trenerów również powtarza do znudzenia: głowa przede wszystkim.

- Dla mnie ta historia to wielka tragedia i nie potrafię znaleźć słów - wykrztusił mocno przygnębiony napastnik GKS-u, Jarosław Rzeszutko, który zdecydował się na wymianę kilku zdań. - Na głębsze refleksje przyjdzie czas gdy ochłoniemy, bo teraz możemy mieć pretensje do samych siebie.

- Zabrakło nam szczęścia w tym ostatnim meczu, bo strzelaliśmy po słupkach zamiast do siatki. Nie mam pojęcia, co z nami będzie. Już dwa razy z rzędu się nie udało, może do trzech razy sztuka - głośno się zastanawiał obrońca Mateusz Bryk.

Będą zmiany?

Wydawało się, że tym razem w tyskim klubie zostało wszystko tak dopieszczone, że nie można tego zawalić. Skład ilościowo i jakościowo był odpowiednio dobrany, wydawało się, że między sztabem szkoleniowym i zawodnikami istnieje nić porozumienia. Gdy się krążyło wokół szatni, czuło się drużynę, która ma jeden cel. Jednak nie został osiągnięty.

Co dalej? Trudno tuż po przegranym mistrzostwie cokolwiek wyrokować i dowiedzieć się o ewentualnych zmianach. Na pewno ten skład nie zostanie utrzymany, bo już krążą słuchy, że kilku zawodników zamierza się pożegnać. Na pewno staranniej trzeba dobierać graczy zagranicznych, zaś o transferach na ostatnią chwilę też chyba trzeba zapomnieć. No, chyba, że byłby wolny Jaromir Jagr...

Jak będzie przyszłość Jirziego Szejby, który pracuje od 2013 r. i ma na koncie: złoty oraz 3 srebrne medale i jednocześnie kontrakt do końca sezonu 2017/18. Działacze klubowi przeanalizują „za i przeciw”, ale patrząc z boku chyba ten układ się już wyczerpał. Za sukcesy oraz niepowodzenia odpowiada trener i z tego wszyscy powinni zdawać sobie sprawę. Niebawem powinniśmy znać wiążące decyzję. W tym tyskim nieszczęściu, odnotowaliśmy tylko jeden pozytywny akcent: ostała się okazała broda prezesa Grzegorza Bednarskiego, która miała być zgolona po mistrzostwie. Broda jest niezagrożona do wiosny przyszłego roku?...

Włodzimierz Sowiński - Dziennik Sport

Czytaj także:

Liczba komentarzy: 0

Komentarze

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zaloguj się do swojego konta!
© Copyright 2003 - 2026 Hokej.Net | Realizacja portalu Strony internetowe