Jeszcze latem celem JKH GKS-u Jastrzębie było przetrwanie. Przetrzymanie trudnego czasu, jaki był związany z remontem lodowiska Jastor oraz gorszą sytuacją ekonomiczną klubu po problemach, które dotknęły JSW. Jastrzębianie zdobyli już Puchar Polski, a do fazy play-off przystępują z piątego miejsca. – Zdecydowanie to sukces – podkreślił Leszek Laszkiewicz, dyrektor sportowy JKH i zapowiedział, że jego zespół nie zamierza być tylko tłem dla faworyta.
To wynik ponad stan, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę realia, w jakich budowano zespół.
– Wszyscy wiedzą, jakie mamy problemy. Drużynę budowaliśmy w oparciu o okrojony budżet, a domowe spotkania gramy w Karwinie. Co tu kryć, naszym celem latem było... przetrwać czas generalnego remontu Lodowiska Jastor. Tymczasem osiągnęliśmy fantastyczne wyniki. Myślę, że możemy z optymizmem myśleć o rywalizacji w ćwierćfinale z GKS Tychy – zaznaczył Leszek Laszkiewicz, dyrektor sportowy JKH, w rozmowie ze stroną jkh.pl
Ale w Jastrzębiu nikt nie pudruje rzeczywistości. Po zdobyciu Pucharu Polski panuje przekonanie, że ten sezon już teraz można uznać za udany. Ale można go jeszcze osłodzić. Oczywiście w fazie play-off.
W ćwierćfinale podopieczni Rafała Bernackiego skrzyżują kije z GKS-em Tychy, który broni mistrzowskiego tytułu. Dodajmy, że ekipa z piwnego miasta - wzorem Unii Oświęcim z sezonu 2023/2024 - zdecydowała się wybrać innego rywala niż ten z konserwatywnej drabinki.
– Przyznam, że stawiałem na taki scenariusz jeszcze przed informacją od pani Marty Zawadzkiej. Nie mam jednak żadnej wiedzy na temat powodów takiej decyzji władz GKS Tychy. O to należy zatem pytać na Stadionie Zimowym. Nie można wykluczyć, że decyzja tyszan była podyktowana również względami organizacyjnymi. Toruń jest daleko, a Jastrzębie tuż za miedzą. Natomiast nam było... wszystko jedno, kto będzie z nami grał. Każda z ekip z czołowej czwórki byłaby dla nas równie trudnym rywalem – uciął spekulacje Laszkiewicz.
Co ciekawe, w ostatnim meczu rundy zasadniczej to Jastrzębski Klub Hokejowy triumfował w piwnym mieście. Odrobił dwubramkową stratę i finalnie wygrał 3:2 po rzutach karnych, wykorzystując wszystkie trzy najazdy.
– Ogromnie cieszyliśmy się z dwóch punktów na bardzo trudnym terenie, dzięki którym ostatecznie zajęliśmy piąte miejsce. Takie wygrane dodatkowo cementują naszą drużynę – podkreślił Laszkiewicz, dodając, że atmosfera w szatni jest znakomita.
Swój rzut karny na gola zamienił Matias Lehtonen, który ten sezon rozpoczął w zespole trójkolorowych. Pod koniec stycznia trafił do JKH GKS-u Jastrzębie i wielu kibiców z pewnością zastanawia się, czy okaże się tajną bronią na mistrzów Polski.
– Na pewno Matias miał coś do udowodnienia sztabowi GKS Tychy, ale dla nas to tylko dodatkowy atut – wyjaśnił Laszkiewicz.
W jego ocenie to właśnie ta mieszanka ambicji, sportowej złości i młodzieńczej energii napędza dziś JKH.
– Od początku mówiłem, że naszym celem jest budowa zespołu właśnie z takich chłopaków - głodnych sukcesu i chcących coś pokazać. Niezwykle cieszy mnie fakt, że zarówno zawodnicy z zagranicy, jak i nasi młodzi wychowankowie ciągną naszą drużynę w jednym kierunku, a zarazem realizują swoje osobiste cele. Jeśli ktoś chce coś udowodnić - komuś innemu lub sobie samemu - to daje z siebie więcej niż sto procent. I tak jest u nas.
Sztab szkoleniowy nie traci czasu. Po krótkiej regeneracji trenerzy Rafał Bernacki i Marek Chrabański rozpoczęli szczegółową analizę rywala. Ważną informacją jest zapewne to, że w jastrzębskim zespole nikt nie narzeka na problemy zdrowotne.
– Wszyscy zawodnicy są zdrowi i gotowi do walki – zapewnił dyrektor sportowy. A to w tej fazie sezonu jest bezcenne.
Oczywiście trzeba podkreślić, że Jastrzębianie nie będą faworytem tej rywalizacji, ale właśnie w roli underdoga czują się najlepiej.
– Po Pucharze Polski nikt nie powinien nas lekceważyć. My nic nie musimy, a wszystko możemy – podsumował Leszek Laszkiewicz.
Czytaj także: