Cóż to były za emocje! W najciekawiej zapowiadającym się meczu 22. kolejki TAURON Hokej Ligi GKS Tychy pokonał na własnym lodzie Unię Oświęcim 4:3. Tym samym mistrzowie Polski odnieśli piąte zwycięstwo z rzędu.
Konfrontacje tyszan z oświęcimianami naznaczone są ogromnym ciężarem gatunkowym. Nie brakuje w nich twardych starć, a także wzajemnych prowokacji i uszczypliwości. W niedzielny wieczór nie było inaczej, a sędziowie nałożyli aż cztery kary meczu i w sumie 130 minut karnych! Spotkania nie dokończyli Martin Kasperlík, Samuel Petráš i Ville Heikkinen, a także drugi trener tyszan Adam Bagiński, który wyraźnie zdenerwowany faulem Petráša ruszył w kierunku boksu Unii.
Biało-niebiescy mają czego żałować. Prowadzili 3:1, ale grając ostro i nieodpowiedzialnie podali rękę tyszanom, którzy w trzeciej tercji zdobyli trzy gole w przewadze i odwrócili losy spotkania. To zwycięstwo może być dla nich sporym zastrzykiem pewności siebie przed wtorkowym meczem o Superpuchar Polski.
Ekipa z grodu nad Sołą przystąpiła do spotkania z GKS-em Tychy w takim samym składzie osobowym, jak do piątkowej konfrontacji z Polonią Bytom. Zabrakło więc dwóch obrońców Lukasha Matthewsa i Reece’a Scarletta oraz dwóch napastników Nicka Moutreya i Miki Partanena, którzy zmagają się z urazami lub przechodzą rehabilitację. Nie zagrał też odstawiony od składu Joe Morrow. Trener Róbert Kaláber mocno przebudował formacje, chcąc poszukać impulsu.
Remis po pierwszej odsłonie
Początek był obiecujący dla gości, którzy już po 183 sekundach gry prowadzili 1:0. Na listę strzelców jako pierwszy wpisał się Daniel Olsson Trlkulja, który znalazł się w odpowiednim miejscu i skutecznie poprawił uderzenie Adriana Ziobera.
Tyszanie ruszyli do odrabiania strat, ale mieli ogromne problemy ze znalezieniem sposobu na Linusa Lundina, który bronił pewnie, a momentami również szczęśliwie. Dobrych okazji nie wykorzystali zwłaszcza Hannu Kuru i Henri Knuttinen.
Sytuacja zmieniła się, gdy za podcięcie Marka Viitanena karę większą i w konsekwencji karę meczu zarobił Martin Kasperlík. Wówczas Alan Łyszczarczyk dograł na prawy bulik do Rasmusa Heljanki, a ten posłał gumę do siatki. W końcówce pierwszej części gry przed posterunkiem strzeżonym przez 33-letniego Szweda mocno się zakotłowało, ale wynik nie zmienił się.
Na własne życzenie
W drugiej odsłonie na lodzie trwała prawdziwa wymiana ciosów, a sędziowie co rusz odsyłali zawodników na ławkę kar. Obejrzeliśmy też dwa gole, które dla ekipy biało-niebieskich strzelił Roman Rác. Doświadczony słowacki napastnik w 30. minucie pociągnął z nadgarstka z przestrzeni międzybulikowej, a Tomáš Fučík nie zdążył w porę zareagować. Pięć minut później niemal skopiował swój wyczyn, a pole widzenia tyskiemu golkiperowi mocno ograniczył Adrian Prusak. Podopieczni Róberta Kalábera po czterdziestu minutach prowadzili 3:1, co było świetną zaliczką przed ostatnią odsłoną.
Sęk w tym, że zaczęli łapać seryjnie kary i zapłacili za to najwyższą cenę. W 48. minucie kontaktowego gola dla mistrzów Polski zdobył ich najnowszy nabytek - Joel Kerkkänen, który przymierzył w samo okienko! Sześć minut później z najbliższej odległości wyrównał Henri Knuutinen i spotkanie zaczęło się od nowa.
Nie był to koniec problemów oświęcimian, bo chwilę później swój występ zakończył Samuel Petráš. Czupurny Słowak rzucił na bandę Dominika Pasia, a sędziowie od razu odesłali go do szatni. Chwilę później biało-niebiescy popełnili błąd przy zmianie i efekt był taki, że musieli bronić się w trójce przeciwko piątce gospodarzy. To musiało skończyć się golem dla mistrzów Polski. Z nadgarstka pociągnął Alan Łyszczarczyk, a krążek otarł się jeszcze o kij Filipa Komorskiego.
Później arbitrzy Paweł Breske i Paweł Kosidło nałożyli jeszcze karę meczu na Villego Heikkinena, który nie zgadzał się z ich decyzją i w zasadzie sam udał się do boksu. Pełna pula została na Stadionie Zimowym w Tychach.
GKS Tychy - KS Unia Oświęcim 4:3 (1:1, 0:2, 3:0)
0:1 Daniel Olsson Trkulja - Adrian Ziober, Bartosz Florczak (03:03),
1:1 Rasmus Heljanko - Alan Łyszczarczyk, Valtteri Kakkonen (14:32, 5/4),
1:2 Roman Rác - Daniel Olsson Trkulja, Andreas Söderberg (29:16),
1:3 Roman Rác - Jakub Kubeš, Ołeksandr Peresunko (34:21, 5/4),
2:3 Joel Kerkkänen - Dominik Paś, Henri Knuutinen (47:44, 5/4),
3:3 Henri Knuutinen - Joel Kerkkänen, Dominik Paś (55:09, 5/4),
4:3 Filip Komorski - Alan Łyszczarczyk (58:57, 5/3).
Sędziowali: Paweł Breske, Paweł Kosidło (główni) - Maciej Byczkowski, Grzegorz Cytawa (liniowi).
Minuty karne: 32-98.
Strzały: 39-34.
Widzów: 2315.
GKS Tychy (20): T. Fučík - O. Viinikainen, M. Bryk; A. Łyszczarczyk, F. Komorski (2), H. Knuutinen (2) - O. Kaskinen, V. Kakkonen; B. Jeziorski, H. Kuru, R. Heljanko - J. Walli, B. Pociecha; J. Kerkkänen, D. Paś (2), M. Viitanen (4) - O. Bizacki; M. Ubowski, R. Drabik, S. Kucharski (2), M. Gościński.
Trener: Pekka Tirkkonen
Unia Oświęcim (2): L. Lundin - A. Söderberg, J. Kubeš; S. Petráš (31), D. Olsson Trkulja (2), M. Kasperlík (25) - B. Florczak, A. Mäkelä; E. Ahopelto, V. Heikkinen (36), O. Peresunko - R. Diukow, M. Mościcki; Ł. Krzemień, R. Galant, M. Kusak (2) - K. Prokopiak; A. Ziober, R. Rác, A. Prusak.
Trener: Róbert Kaláber
Czytaj także: