Hokej.net Logo
KWI
17
KWI
24
KWI
25
KWI
29

Nowe wyzwanie Šimíčka

Nowe wyzwanie Šimíčka

Należał do najlepszych napastników złotej ery czeskiego hokeja kilkanaście lat temu. Roman Šimíček ma na koncie złoto z mistrzostw świata w 1999 roku i brąz z mistrzostw w 1997 roku. Grał w Vitkovicach, praskiej Sparcie, spróbował też sił w NHL. Grał jeszcze, gdy miał czterdzieści jeden lat, ostatnio w polskiej drużynie GKS Tychy. Teraz to wszystko to przeszłość. „Zakończyłem karierę. Głównie przez to, że hokej już mnie nie bawił tak, jak dawniej. A gdy cię to spotka, kontynuowanie tego nie sensu” – wyjaśnia.


O przejściu na hokejową emeryturę myślał przez dłuższy czas. „Chyba od połowy sezonu byłem na to zdecydowany. W Polsce mnie namawiali, żebym ciągle grał, ale ja czułem, że potrzebuję zmiany. Przez lata dawałem z siebie wszystko, w ostatnim czasie jednak brakowało mi chęci. Kiedyś to musiało przyjść, więc powiedziałem sobie, że to zostawiam” – mówi.


Jednak jeżeli ktoś by oczekiwał, że przeniesie się do innego kraju, gdzieś z dala od głośnych aren, to bardzo by się pomylił. Šimíček już wprawdzie nie będzie strzelał bramek w najważniejszych rozgrywkach, ale pozostanie związany z hokejem. Zostanie trenerem! I zupełnie przypadkowo tam, gdzie zaczynał i spędził najwspanialsze lata kariery. „Dostałem ofertę od kierownictwa Vitkovic, spytali, czy bym nie był zainteresowany posadą asystenta trenera głównego. Decyzja zapadła od razu, w tym tygodniu ostatecznie podpisaliśmy umowę” – podsumowuje.


Šimíček podkreśla, że przejście na ławkę trenerską było błyskawiczne. „Naprawdę się tego nie spodziewałem. Gdy odezwały się Vitkovice, bardzo się oczywiście ucieszyłem. Zakończenie kariery rozważałem wcześniej, a po tej ofercie nie było się nad czym zastanawiać. Skonsultowałem to z przyjacielem i byłym kolegą z lodowiska Vladą Vůjtkiem, który do mnie zadzwonił i powiedział, że umowa z Vitkovicami jest ważna. Prawdę mówiąc, już nie mogę się doczekać trenowania!” – wyznaje szczerze.


Na tę chwilę posiada trenerską licencję B, ale liczy na to, że podniesie swoje kwalifikacje. „To była pierwsza rzecz, o którą się mnie w klubie pytali. Jestem gotowy wybrać się na szkolenie, ale wcześniej muszę stwierdzić, co będzie mi potrzebne. Czy muszę mieć dwa lata doświadczenia czy cokolwiek innego” – mówi. Zaraz potem, gdy klub potwierdził zatrudnienie Šimíčka na stanowisku asystenta trenera głównego Petera Oremusa, były świetny środkowy napastnik pojechał na Słowację.


Peter Oremus sekunduje Vladimírowi Vůjtkowi starszemu w tamtejszej reprezentacji, nowi koledzy na spotkaniu wymienili się poglądami. „Peter mi mówił, jak mogłyby wyglądać letnie przygotowania, wszystko, co nas czeka. Rozmawiałem także z panem Vůjtkiem, którego z całej kariery najlepiej wspominam. To wspaniały trener i człowiek. Zawsze mówiłem, że jeśli będę też kiedyś trenować, to byłoby wspaniale, gdybym mógł stać na ławce obok niego. Ale tak chyba już się nie stanie” – mówi.


Przed laty Šimíček należał do podopiecznych trenerskiego barda, teraz poszedł w jego ślady. Można powiedzieć na drugi brzeg. „Wciąż marudziłeś i na coś narzekałeś, teraz sam zobaczysz, jak to jest – powiedział mi pan Vůjtek. Ma rację. Jestem tego bardzo ciekawy. W Vitkovicach ciągle jest wielu chłopaków, z którymi grałem. Teraz wejdę między nich w nowej roli” – mówi. Hokeiści Vitkovic tymczasem odpoczywają, do startu letnich przygotowań jest jeszcze trochę czasu. Šimíček jednak nie próżnuje. „To była bardzo szybka zmiana, dni są dość nerwowe. Ale jest w porządku. Bez przerwy myślę o tym, co mnie czeka. W nocy nie sypiam, zamiast tego w głowie rozważam, co muszę zrobić i przygotować. Całkowicie mnie to pochłonęło” – przyznaje.


Gdy sam grał, miał do czynienia z wieloma cenionymi trenerami. „Pana Vůjtka już wspomniałem, chętnie wspominam też Ivana Hlinkę. Prowadził mnie na mistrzostwach świata i w Pittsburghu. Świetny trener i człowiek! Nigdy nie komplikował niepotrzebnie spraw, budził naturalny respekt”. Teraz Šimíček sam zaczyna przygodę trenerską, chociaż nie do końca tak jest. „W tym roku w Polsce byłem już grającym trenerem. Ale poziom hokeja jest tam troszkę inny niż u nas. Może przesadzam, ale tam spokojnie poradziłaby sobie moja żona. Teraz czeka mnie coś zupełnie nowego” – wyjaśnia.


Dokonał wielkiego zwrotu w swoim hokejowym życiu, czas aktywnej kariery definitywnie dobiegł końca. „W czasie, gdy grałem, przeżyłem wiele pięknych momentów, które bardzo cenię. Były to lata w Vitkovicach, finał Ekstraligi. Potem dwa sezony w fińskim Hämeenlinnie. Tam graliśmy z Tomášem Vlasákem i faktycznie szło nam dobrze. Szczytem były złote mistrzostwa w 1999 roku w Norwegii, a także ciekawe doświadczenie w NHL”. Šimíček w lecie 2000 roku trafił do Pittsburgha, potem grał także w Minnesocie. „Szedłem tam jako dziadek” – uśmiecha się. Już wtedy miał niemal trzydzieści lat, mógł spokojnie zażywać europejskiego hokeja. Oczywiście Šimíček chciał podjąć i to wyzwanie!


„Dostałem wtedy ofertę ze Vsetina, który wygrał mistrzostwo i miał świetną drużynę. Rozważałem to, ale potem powiedziałem sobie, że oferta z NHL już nigdy się nie powtórzy. Byłoby szkoda tego nie wykorzystać, omówiliśmy to z rodziną. I ją podpisałem” – opowiada. W Pingwinach z Pittsburgha dołączył do słynnej „czeskiej mafii”, ponieważ w drużynie tej grali wtedy także Jágr, Straka, Lang, Beránek, Hrdina, Šlégr, Kraft, Rozsíval czy Kučera. Po wymianie spędził dalszą część sezonu w Minnesocie. „Grałem wystarczająco wiele meczów w ich farmie w Houston i to było super” – dodaje.


Latem 2002 roku Šimíček przeszedł do fińskiego IFK Helsinki, potem grał w Sparcie, kolejne udane lata spędził w domu, czyli w Vitkovicach. Końcówkę kariery urozmaicił sobie angażem w słowackim Trenczynie i polskim GKS-ie Tychy. „W Finlandii to już nie było to, na pewno nie tak jak przedtem w Hämeenlinnie. Ale mimo wszystko muszę powiedzieć, że mojej rodzinie się bardzo podobało na północy Europy” – mówi. Mistrz świata z 1999 roku, który w drużynie narodowej rozegrał 53 mecze i strzelił 7 bramek, był przyzwyczajony do częstych zmian pracy, teraz jednak nastał koniec koczowniczego życia. „Dom to dom, to dla mnie się liczyło. Chcę zacząć trenować, a gdy nadarzyła się okazja, by zostać asystentem w Vitkovicach, nie wahałem się” – mówi.


Nawet jeżeli przez bandy będzie przeskakiwać tylko w meczach oldboyów, nie będzie miał wiele wolnego czasu. Praca trenera to akurat nie jest spokojny zawód. Dla Šimíčka to jednak idealne rozwiązanie, by ciągle być związanym z hokejem. Zresztą do sportu prowadził też dwoje dzieci. „Syn także grał w hokej, ale nasze częste przeprowadzki w tym nie pomagały. Dziś ma dwadzieścia jeden lat i poświęca się unihokejowi. Gra w drużynie Remedicum Ostrava pod wodzą Martina Smetáka. Bardzo się tym cieszy. A córka? Ona ma piętnaście lat, chodzi na kurs tańca. Z żoną wspieramy oboje dzieci, cieszymy się, że nie siedzą ciągle w domu, stukając na komputerze” – podsumowuje Šimíček.

Tłumaczył: Tomasz Powyszyński

Źródło: http://hokej.cz


Czytaj także:

Liczba komentarzy: 0

Komentarze

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zaloguj się do swojego konta!
© Copyright 2003 - 2026 Hokej.Net | Realizacja portalu Strony internetowe