Hokej.net Logo

Polak liderem czeskiego klubu? Tak było! Porównywali go do kanadyjskiego gwiazdora

Grafika wygenerowana przez AI
Grafika wygenerowana przez AI

Urodził się w Polskiej Ostrawie, w hokeja na lodzie uczył się grać w Czechosłowacji, a w Polsce zamieszkał dopiero w wieku 26 lat. Grał na igrzyskach olimpijskich i mistrzostwach świata, a także pięć razy z rzędu zdobył mistrzostwo Polski.

W ostatnich latach wielu polskich kibiców z przejęciem obserwowało poczynania Arona Chmielewskiego na taflach czeskiej ekstraligi. Najpierw gdańszczanin długo walczył o to, by stać się podstawowym graczem Stalowników z Trzyńca i dopiął swego. Od rozgrywek 2018/19, w pięciu kolejnych sezonach, licząc również ten pandemiczny, był bez kwestii ważną postacią drużyny, z którą cztery razy z rzędu wywalczył mistrzostwo Czech.

W najlepszym dla siebie sezony, licząc play off, uzbierał 23 punkty - za 14 goli i 9 asyst w 69 meczach - a zatem trudno mówić o tym, że wśród kibiców z Werk Areny miał status gwiazdy. Łącznie na najwyższym poziomie w Czechach, doliczając sezon w Ołomuńcu, wystąpił w 368 meczach i zdobył 123 punkty (59+64). Osiągnięcia te, przekładając na współczesne realia, są to imponujące i w najbliższym czasie jedynie Paweł Zygmunt może im dorównać.

A było tak w przeszłości, że Polak w czeskim klubie miał status prawdziwej gwiazdy. Zaglądamy do artykułu opublikowanym na naszym portalu w 2008 roku.

– Polski hokej przed wojną to był hokej! LTC Praga miał kanadyjską gwiazdę, Bucknę, a u nas gwiazdą był "Medek" – wspominał w przerwie starcia derbowego starcia Vítkovice Steel - Ocelaři Třinec, Ladislav Staněk, 87-letni wówczas były kapitan ostrawskiego zespołu, który już po II wojnie światowej, wywalczył z tym klubem historyczny, bo pierwszy tytuł mistrza Czechosłowacji.

Staněk, legenda HC Vítkovice, który odszedł w 2011 roku, a w 1949 roku zagrał nawet przeciwko reprezentacji Polski w barwach drużyny czechosłowackiej, za młodu, jeszcze przed II wojną światową, podziwiał robiącego na lodzie furorę Mieczysława Kasprzyckiego. Oto właśnie tajemniczy "Medek", bo w ten sposób koledzy z drużyny, a także kibice, nazywali późniejszego reprezentanta Polski i dwukrotnego uczestnika igrzysk olimpijskich,

Mama zrobiła swetry

Kasprzycki na świat przyszedł w 1910 roku w Polskiej Ostrawie, która była oddzielnym miastem, choć Polska wówczas nie istniała. Nie istniała też Czechosłowacja, a Ostrawę polską i czeską, a dokładniej morawską, przecinała rzeka Ostrawica. Oba miasta leżały w granicach Austro-Węgier. Po I wojnie światowej Polska Ostrawa pierwotnie miała przypaść Polsce, podobnie, jak cały Śląsk Cieszyński, nazywany później Zaolziem. Mawiano nawet "Ostrawica jest granica". Wybuchła, zimą 1919 roku, krótka wojna. Chciano następnie zorganizować plebiscyt, do którego jednak nie doszło i finalnie bogaty w złoża węgla kamiennego kawałek ziemi przypadł Czechosłowacji. Polską Ostrawę przemianowano na Śląską Ostrawę.

Vítkovice, gdzie "Medek" Kasprzycki nauczył się grać w hokeja na lodzie, leżą na lewym brzegu Ostrawicy, czyli po stronie morawskiej. To tam zawiązano w 1928 roku klub SK Moravská Ostrawa, który został przemianowany na SSK Vítkovice, i to właśnie w tym klubie Kasprzycki grał do 1935 roku. A jego matka, Stefania, z domu Cieślik, zrobiła dla zespołu na drutach trzy komplety swetrów.

Był wyśmienitym technikiem, szalał w ataku, bo najczęściej występował jako środkowy napastnik, choć był tak wszechstronny, że mógł grać na każdej pozycji, poza bramką. Znawcy z tamtych lat, o czym świadczą też słowa Ladislav Stanka, nie mieli wątpliwości, że Polak nie ustępował największej wówczas gwieździe czechosłowackich lodowisk - wspomnianemu Bucknie z LTC Praga.

A kim był ów jegomość? Chodzi o Mike'a Bucknę, Kanadyjczyka słowackiego pochodzenia, który przyjechał do Pragi. Ktoś z kierownictwa LTC zobaczył go jeżdżącego na łyżwach i z miejsca zaproponował mu kontrakt w najsilniejszym wówczas czechosłowackim zespole. Tak głosi jedna z legend, bo podobno Buckna przyjechał do Pragi, by objąć zespół LTC, który szukał szukał trenera. Został grającym szkoleniowcem, występował w pierwszym ataku, m.in. z legendarnym Josefem Malečkiem, a zespół seryjnie wygrywał krajowe mistrzostwa. Przed I po II wojnie światowej.

Buckna poprowadził też reprezentację Czechosłowacji, do dwóch tytułów wicemistrza Europy i brązowego medalu mistrzostw świata, a w 1947 roku, został pierwszym trenerem, który zdobył z czechosłowacką drużyną narodową tytuł mistrza świata. Co ciekawe na tamtym turnieju, rozgrywanym na słynnym lodowisku na wyspie Štvanice, położonej na Wełtawie, grał 37-letni... Mieczysław Kasprzycki, w barwach reprezentacji Polski. Jako obrońca, a Czechosłowacja rozbiła Polskę 12:0.

W kampanii wrześniowej i francuskiej

Wcześniej, w 1936, Kasprzycki krótko grał dla Slavii Praga, by w tym samym roku przenieść się z rodziną do Polski. Osiedlił się w Katowicach, gdzie występował w barwach Śląskiego Klubu Hokejowego, Pogoni Katowice i wreszcie – od listopada 1938 aż do wybuchu II wojny światowej – Dębu Katowice. Był motorem napędowym drużyny, która w cuglach wygrała turniej finałowy mistrzostw Polski, w marcu 1939, zdobywając pierwsze w historii złoto dla Katowic.

Z miejsca również Mieczysław Kasprzycki trafił do reprezentacji Polski i już w 1936 roku znalazł się w kadrze, która udała się do Garmisch-Partenkirchen na igrzyska olimpijskie. Był jedynym przedstawicielem klubu z Górnego Śląska. Przed IO zadebiutował w drużynie narodowej w sparingowym starciu z Japończykami (5:1). Występ naszej drużyny na hitlerowskich zawodach to temat na inną opowieść. Bo skala przekrętu, jaką "uraczyli" nas arbitrzy w meczu z Austrią, który finalnie zadecydował o tym, że nie dostaliśmy się do fazy finałowej, była porażająca.

W 1937 roku Kasprzycki zagrał na MŚ w Londynie, m.in. w pamiętnym, wygranym 3:0 meczu ze Szwedami. Z czasem, zarówno w klubie, jak i w reprezentacji, jeszcze przed II wojną światową, zaczął występować w obronie. M.in. w 1939 roku na mistrzostwach świata w Bazylei. Impreza w Szwajcarii była dla niego ostatnią przed tym, jak łyżwy i hokejowy kostium zamienił na kamasze i mundur. Uczestniczył w kampanii wrześniowej, po której przedostał się do Francji. Tam również walczył przeciwko niemieckiej agresji w szeregach Armii Polskiej. W 1940 roku został internowany w Szwajcarii. W tym miejscu jego życiorysu pojawia się informacja, że rozgrywał mecze w barwach Grasshopper Zurych.

Sześć tytułów z rzędu

Po powrocie do Polski, od 1946 roku, Mieczysław Kasprzycki reprezentował barwy Cracovii, która w pierwszych latach powojennych dominowała w rozgrywkach o mistrzostwo Polski, wygrywając je w 1946, 47 i 49 roku. Tak naprawdę na konto Pasów i Kasprzyckiego trafiły jednak nie trzy, a cztery tytuły mistrza Polski. Bo oto w 1948 roku, po powrocie reprezentacji Polski z ZIO z Sankt Moritz, w których "Medek" uczestniczył, z uwagi na warunki atmosferyczne nie było możliwości rozegrania finałów mistrzostw Polski. Związek przyznał w związku z tym tytuł mistrzowie z roku 1947, czyli Cracovii.

Piąty tytuł mistrza Polski z rzędu Mieczysław Kasprzycki zdobył w 1950 roku, w barwach KTH Krynica, choć klub, na szczęście chwilowo, nosił paskudną nazwę "Związkowiec". Co ciekawe w turnieju finałowym MP, rozgrywanym na Torkacie, Związkowiec mierzył się z Ogniwem Kraków (Cracovią) i Kolejarzem Toruń (Pomorzaninem). Cóż,m takie były czasy. Wracając jednak do bohatera tej opowieści, to licząc tytuły zdobyte z Dębem przed wojną, a także z Cracovią i KTH już po wojnie, "Medek" Kasprzycki sześć razy z rzędu w barwach trzech różnych klubów wywalczył tytuł mistrza naszego kraju. Trzeba dobrze przejrzeć archiwa i policzyć, czy coś podobnego kiedykolwiek później w historii naszego hokeja się wydarzyło.

W barwach KTH Kasprzycki jeszcze dwa razy stanął na podium MP. W 1951 zdobył srebrny, a rok później brązowy medal. W 1952 roku podjął się zadania przygotowania, jako selekcjoner, reprezentacji Polski na ZIO w Oslo. Nie było łatwo, bo po poprzednich igrzyskach, w Sankt Moritz, funkcjonowanie naszej drużyny narodowej zostało w praktyce zawieszone. Nie pojechaliśmy na trzy kolejne edycje mistrzostw świata 1949-51, a pomiędzy dwoma turniejami olimpijskimi, czyli na przestrzeni 4 lat, rozegraliśmy – uwaga – 9 meczów.

Polubił też... sanki

Kasprzycki, jako opiekun drużyny narodowej, wygrał pierwsze cztery mecze z NRD, ale później było 0:9 z Czechosłowacją w Pradze i 2:8 z tym samym rywalem już w stolicy Norwegii. Na igrzyskach pamiętne było starcie z USA i wygrana 4:2 z Finami. Finalnie szóste miejsce, jedno z najlepszych w historii naszych olimpijskich startów, uznano za dobry wynik, bo wieszczono, że możemy zająć co najwyżej dziewiątą lokatę. Wydawało się zatem, że to początek całkiem niezłej, trenerskiej przygody. Sęk jednak w tym, że działacze nie wysłali rok i dwa lata później reprezentacji na mistrzostwa świata.

"Medek" Kasprzycki skupił się następnie na roli działacza w Krynicy. Nie tylko hokejowego, ale również saneczkowego. W znacznej mierze to dzięki niemu zorganizowano w 1958 i 1962 roku w Krynicy mistrzostwa świata, a Polska przez wiele lat należała do czołówki światowej w tej dyscyplinie sportu. Wielu wybitnych zawodników, jak m.in. mistrzowie świata Maria Semczyszak czy Ryszard Pędrak, broniło barw krynickiego klubu, w którym Kasprzycki się udzielał.

Ponadto Mieczysław Kasprzycki działał w handlu. Od 1964 roku, czyli od jego powstania, był długoletnim dyrektorem Domu Handlowego "Perła" w Krynicy-Zdroju, z którą od 1950 roku, gdzie trafił ze względu na hokej na lodzie, związał się do końca życia. Oklaskiwany na czechosłowackich lodowiskach hokeista zmarł 21 października 2001 roku, pozostawiając po sobie niemałą sportową spuściznę.

Czytaj także:

Liczba komentarzy: 0

Komentarze

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zaloguj się do swojego konta!
© Copyright 2003 - 2026 Hokej.Net | Realizacja portalu Strony internetowe