Prawie dwie dekady na to czekali. Ostatnia nadzieja Kanady pokonana [WIDEO]
Prawie 20 lat czekali kibice Buffalo Sabres, by zobaczyć swoich ulubieńców w drugiej rundzie play-off NHL. Tej nocy "Szable" wróciły na ten poziom, a ich fani wychodzili z hali w bardzo dobrych nastrojach.
Drużyna z Buffalo poprzednio przebrnęła pierwszą rundę rozgrywek o puchar Stanleya w 2007 roku. Wtedy w drugiej rundzie wyeliminowała New York Rangers. Teraz o awans do finału konferencji wschodniej walczy z Montréal Canadiens. Początek miała bardzo udany. Już w 5. minucie spotkania w Keybank Center w Buffalo Zach Benson i Josh Doan wyprowadzili akcję 2 na 1, którą ten drugi wykończył skutecznie mimo desperackiej interwencji sunącego w pozycji leżącej po tafli obrońcy rywali. W 14. minucie Ryan McLeod z bardzo ostrego kąta w przewadze podwyższył na 2:0, a gospodarze już dogonić się nie pozwolili. Zespół Sabres, który w 6 meczach pierwszej rundy play-off przeciwko Boston Bruins zdobył zaledwie 1 gola w przewadze, tym razem zamienił na bramki 2 ze swoich 3 takich okazji. Tego drugiego gola w liczebniejszym składzie zdobył w 30. minucie Bowen Byram. Ale wcześniej padł gol zwycięski, którego autor był zupełnie niespodziewany. W 24. minucie Jordan Greenway strzałem po łapaczce czeskiego bramkarza Canadiens Jakuba Dobeša trafił po raz pierwszy w meczu NHL od 13 listopada ubiegłego roku, gdy zdobył swojego jedynego gola w 40 występach w sezonie zasadniczym.
Doan i McLeod oprócz swoich goli zanotowali po asyście. Sabres wygrali 4:2, a wystarczyło im do tego oddanie zaledwie 16 strzałów, bo Dobeš nie przypominał tego bramkarza, który tak świetnie spisywał się w końcówce pierwszej rundy play-off przeciwko Tampa Bay Lightning. Z kolei po drugiej stronie tafli Alex Lyon obronił 26 z 28 strzałów rywali. Pokonali go tylko: Nick Suzuki w przewadze i Kirby Dach, który po świetnej indywidualnej akcji zdobył najpiękniejszego gola meczu padając już na lód. Buffalo Sabres, którzy grają w play-off NHL po raz pierwszy od 2011 roku, swoje prowadzenie w całej serii spróbują powiększyć w nocy z piątku na sobotę polskiego czasu w meczu numer 2, także we własnej hali. Montréal Canadiens są ostatnim pozostałym w rywalizacji zespołem z Kanady. Drużyna z tego kraju nie zdobyła pucharu Stanleya od 1993 roku, gdy to właśnie "Habs" sięgali po niego po raz 24. i do tej pory ostatni.
Buffalo Sabres - Montréal Canadiens 4:2 (2:1, 2:1, 0:0)
Doan (5.), McLeod (14), Grrenway (24.), Byram (30.) - Suzuki (20.), Dach (37.)
Wyrównanie padło za to tej nocy w parze konferencji zachodniej. Anaheim Ducks pokonali na wyjeździe Vegas Golden Knights 3:1 i doprowadzili do remisu 1-1 w całej serii, przejmując przewagę własnej tafli przed przeniesieniem rywalizacji do ich hali. Leo Carlsson strzelił gola zwycięskiego i został wybrany pierwszą gwiazdą spotkania, wcześniej dla "Kaczorów" trafił Beckett Sennecke, a później strzelający w końcówce już do pustej bramki rywali Jansen Harkins, który prawie 5 lat czekał na gola w play-off NHL. Bramkarz gości Lukáš Dostál obronił 21 z 22 strzałów graczy "Złotych Rycerzy". Drużyna Golden Knights w sezonie zasadniczym wygrała dywizję Pacyfiku, a Ducks zajęli w niej 3. miejsce, ale obie ekipy dzieliły tylko 3 punkty, a ta z Anaheim pokonała rywali z Las Vegas we wszystkich 3 meczach bezpośrednich. Spotkanie numer 3 ich serii play-off odbędzie się w nocy z piątku na sobotę polskiego czasu w Honda Center w Anaheim.
Vegas Golden Knights - Anaheim Ducks 1:3 (0:0, 0:1, 1:2)
Stone (60.) - Sennecke (32.), Carlsson (47.), Harkins (57.)
Stan serii: 1-1. Trzeci mecz w nocy z piątku na sobotę w Anaheim.
Czytaj także:
- Niedoceniany przez lata. Teraz cały świat NHL mówi tylko o nim
- Po 20 latach znów są na szczycie! Decydujący mecz o Puchar Stanleya wygrany do zera [WIDEO]
- Wielka niespodzianka dla gwiazdy NHL. Wszystko zostało nagrane
- Został ostatni krok. Mają Puchar Stanleya na wyciągnięcie ręki [WIDEO]
- Niezwykła historia gwiazdy NHL. Po trzech latach wrócił do gry i został nagrodzony

Komentarze