Hokej.net Logo

Najmocniejsza postać w historii PZHL? Generał, który odkrył wielkie kłamstwo Zachodu

fot: przystanekhistoria.pl i ipn.gov.pl
fot: przystanekhistoria.pl i ipn.gov.pl

Generał Stanisław Burhardt-Bukacki, ostatni prezes PZHL-u przed II wojną, był znakomitym wojskowym. We wrześniu 1939 roku przedostał się do Paryża, gdzie został mianowany dowódcą Armii Polskiej we Francji. Ale na bardzo krótko...

Nie ma wątpliwości, że znaczącą, by nie powiedzieć kluczową rolę w sporcie międzywojennej Polski odgrywało wojsko. Na każdych przedwojennych letnich igrzyskach olimpijskich żołnierze WP zdobywali medale. Mowa o jeźdźcach, szermierzach czy strzelcu, ale żołnierze czynnej służby nie tylko rywalizowali na sportowych arenach. W ogromnej mierze sportem w naszym kraju zarządzali. Płk Kazimierz Glabisz to spośród wojskowych-działaczy postać chyba najbardziej rozpoznawalna. Od 1929 roku aż do wybuchu II wojny światowej był przewodniczącym Polsskiego Komitetu Olimpijskiego, a w latach 1937-39 zasiadał na fotelu prezesa PZPN-u. Na tym stanowisku zastąpił, zresztą, gen. Władysława Bończę-Uzdowskiego.

Polskiemu Związkowi Lekkiej Atletyki, w latach 1930-39, szefował Wacław Znajdowski, który wcześniej był pierwszym prezesem... Polskiego Związku Hokeja na Lodzie. Wojskowi tworzyli ponadto Polski Związek Bokserski, a naturalnie było to, że kierowali również związkami jeździeckimi, szermierczymi czy strzelectwa. W naszej dyscyplinie reprezentacja mundurowych była znaczna, a wojskowi spinają klamrą istnienie Polskiego Związku Hokeja na Lodzie. Kpt. Wacław Znadjdowski swą funkcję pełnił do 1928 roku. 12 lat później, jako więzień Kozielska, zostanie rozstrzelany przez NKWD w Katyniu.

II wojny światowej nie przeżył również ostatni prezes PZHL-u przed II wojną światową, Stanisław Burhardt-Bukacki, który w momencie objęcie funkcji sternika związku, w 1938 roku, był... generałem dywizji WP! Trzeba przyznać, że tak mocnej szarży nie dosłużył się nawet wspomniany Glabisz, który w 1945 roku, czyli już po II wojnie światowej, kiedy przestał pełnić funkcję w PKOl-u i PZPN-ie i osiadł na uchodźstwie, został awansowany do stopnia generała brygady. A Burhardt-Bukacki taki stopnień nosił od 1923 roku, mając zaledwie 33 lata i z całą pewnością nie wiedząc za bardzo, czym jest hokej na lodzie. No bo i skąd miał wiedzieć, skoro PZHL wówczas nie istniał.

Piorunująca szarża

Przebojową karierę w wojsku Burhardt-Bukacki – urodzony we Francji wnuk powstańca listopadowego i syn powstańca styczniowego – zaczął robić już w 1914 roku. Wcześniej skończył szkołę średnią w Częstochowie, a także studiował architekturę na Politechnice Lwowskiej. W czasie nauki zainteresował się sportem. Był członkiem Sokoła, Związku Strzeleckiego. Działał także w strukturach Polskich Drużyn Strzeleckich. Wszystkie te organizacje, w szczególności oczywiście pierwsza, miały wiele wspólnego z gimnastyką i sportem. Ale pasje naukowe i sportowe Burhardta-Bukackiego musiały ustąpić miejsca obowiązkom polskim, jakie bez kwestii wyniósł z domu.

Był dowódcą plutonu Pierwszej Kompanii Kadrowej. Już w 1915 roku dosłużył się stopnia majora, a od grudnia 1916 do czerwca 1917 roku dowodził 5 Pułkiem Piechoty i był jego ostatnim dowódcą. Był adiutantem dowódcy Polskiej Siły Zbrojnej Na skutek tzw. kryzysu przysięgowego został internowany i osadzony w obozie jenieckim w Beniaminowie. W tym samym obozie przebywał wspomniany Bończa-Uzdowski. Obaj po odzyskaniu przez Polskę niepodległości zostali w wojsku, ale tuż przed 11 listopada Burhardt-Bukacki został szefem sztabu generała majora Edwarda Rydza-Śmigłego. Zbiegło się to z awansem na stopień podpułkownika.

Zaczynają zatem wokół naszego bohatera pojawiać się poważne nazwiska. Burhardt-Bukacki walczył następnie w wojnie polsko-ukraińskiej i polsko-bolszewickiej, a generałem dostał w 1923 roku. W międzyczasie został odznaczony Orderem Wojskowym Virtuti Militari. Generalnie w trakcie swojej służby orderów i odznaczeń uzbiera sporo. Tym najważniejszym będzie Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, nadany w listopadzie 1926 roku. „za wybitne zasługi na polu organizacji armji i wyszkolenia żołnierza”. Istotnie przyszły prezes PZHL zajmował szereg stanowisk związanych, najogólniej rzecz ujmując, z wyszkoleniem żołnierzy.

Siedem "plusików"

W czasie Przewrotu Majowego znalazł się w obozie piłsudczykowskim, a dalszy przebieg jego wojskowej kariery był mocno z tym związany. Burhardt-Bukacki zajmował coraz to bardziej prestiżowe, choć niekoniecznie kluczowe stanowiska. Co jednak nie zmienia faktu, że był bardzo ceniony.

Ma bardzo ładną przeszłość bojowo-liniową (…) Ma operacyjną giętkość myślenia.” - pisał o nim płk dyp. Stefan Rowecki.

To jeden z bardzo zdolnych i wypróbowanych dowódców dywizji w czasie wojny (…) Taktowny, bez blagi, skromny, ludzki i rzeczowy. Niestety – zdrowie sterane na wojnie nie dopisywało mu. Bił to, jak mówił Marszałek Piłsudski, żołnierz sezonowy.” - to, z kolei, opinia gen. Juliusza Rómmla.

Na posiedzeniu Ścisłej Rady Wojennej 15 lipca 1926 roku, czyli niebawem po Przewrocie Majowym, zwrócił się do siedmiu inspektorów armii, wśród których znajdowali się m.in. Rydz-Śmigły i Tadeusz Rozwadowski, by przy nazwisku każdego z 79 generałów, postawili „plusik”, „minusik” lub „0”. Burhardt-Bukacki był jednym z zaledwie pięciu, którzy otrzymali siedem ocen pozytywnych. To świadczyło jedynie o tym, jak cenionym, mimo słabego zdrowia, był żołnierzem.

Hokej jako dodatek

O ile zawodowo wiodło się generałowi całkiem nieźle, o tyle słabiej było w życiu prywatnym. Małżeństwo z Jadwigą Salkowską się rozpadło. Słynna przedwojenna pisarka i dziennikarka została następnie żoną Józefa Becka, w latach 1932-39 ministra spraw zagranicznych, który dla niej porzucił rodzinę, a jej pierwszy mąż zmienił wyzwanie na ewangelicko-reformowane. W 1929 roku ożenił się po raz drugi. Od końcówki 1935 roku gen. Stanisław Burhardt-Bukacki był inspektorem armii, a 1 stycznia 1936 roku został awansowany na stopień generała dywizji.

Niestety prawda jest taka, że o jego działalności na stanowisku szefa polskiego hokeja, które objął w 1938 roku, wiadomo niewiele. Na stanowisku zastąpił dyplomatę Piotra Kurnickiego, o którym wprawdzie wiemy sporo, ale nie w kontekście dyscypliny. Podobnie było z Witoldem Hulanickim, którego losy opisaliśmy szczegółowo. Wspólnym mianownikiem dla wszystkich wymienionych postaci jest to, że stanowisko w Polskim Związku Hokeja na Lodzie miało dla każdego z nich znaczenie wyłącznie symboliczne. Cóż, mieli ważniejsze sprawy na głowie.

Prochu na froncie walki z niemieckim bądź sowieckim agresorem we wrześniu 1939 roku nie powąchał. 3 września 1939 roku został szefem Polskiej Misji Wojskowej w Paryżu. Otrzymał rozkaz wyjazdu, a jego podróż do stolicy Francji była długa i okrężna. Z Wilna poleciał – przez Rygę, Tallinn i Helsinki – do Sztokholmu. Stamtąd pociągiem do Oslo, a następnie do Bergen i Haugesund. Następnie, na pokładzie brytyjskiego niszczyciela, przedostał się do Szkocji. Wick, Inverness i Londyn – oto kolejne przystanki w jego podróży. Wreszcie przekroczył Cieśninę Kaletańską, przypłynął do Hawru, skąd udał się do Paryża.

Na karierę nie miał szans

10 września, po tygodniowej podróży, przybył do Paryża. Trzy dni później przekazał gen. Henri Dentzowi memoriał o konieczności bombardowania Niemiec. Gdy 15 września otrzymał odpowiedź, był jednym z pierwszych Polaków, który zrozumiał, że Francja nie zamierza zaatakować Niemiec, a co za tym idzie, nie zamierza pomóc Polsce. Riposta Francuzów była bowiem bardzo ogólna i wykrętna. Na dwa dni przed wkroczeniem armii sowieckiej do Polski, gen. Stanisław Burhardt-Bukacki, który o agresji radzieckiej nie mógł oczywiście wiedzieć, zrozumiał, że Polska, mimo sojuszniczych zobowiązań, została pozostawiona sama sobie.

Marszałek Edward Rydz-Śmigły, pod koniec września 1939 roku, mianował gen. Stanisława Burhardta-Bukackiego dowódcą Armii Polskiej we Francji. Piłsudczyk nie zdążył jednak nawet objąć tego stanowiska. Chwilę wcześniej do Francji przybył bowiem gen. Władysław Sikorski. Wiadomo było, że Sikorski obejmie dowodzenie, jako przedstawiciel obozu opozycyjnego do piłsudczykowskiego, który został jawnie oskarżony o klęskę wrześniową. Burhardt-Bukacki zameldował się u niego niezwłocznie. O czym rozmawiano? Nie wiemy, ale pewne jest, że jako ten, który w maju 1926 roku opowiedział się po stronie Marszałka, szans na wielką karierę w Armii Polskiej we Francji nie miał. Był już jednak, zresztą, schorowany.

Spoczywają razem

Gdy Francja skapitulowała, a nasze wojsko zostało ewakuowane do Wielkiej Brytanii, gen. Stanisław Burhardt-Bukacki, został dowódcą Obozów i Oddziałów WP w Szkocji. Szybko jednak z tego stanowiska go wyrzucono. Skonfliktował się bowiem z generałami Gustawem Paszkiewiczem i Izydorem Modelskim. Wszyscy ci dzielni żołnierze walczyli o niepodległą Polskę, w tych samych wojnach, ale Przewrót Majowy ich poróżnił na tyle, że nie dało się następnie działać we wspólnym interesie. Modelski i Paszkiewicz w 1926 roku opowiedzieli się po stronie rządowej.

Z powodu ciężkiej choroby gen. Stanisław Burhardt-Bukacki, ostatni prezes Polskiego Związku Hokeja na Lodzie przed II wojną światową, zmarł 6 czerwca 1942 roku w Edynburgu i został pochowany na tamtejszym Corstophine Hill Cemetery. Liczbę grobów polskich żołnierzy na tym cmentarzu szacuje się na 175. Spoczywają tam m.in. polscy lotnicy. A także kolejny wojskowy, który zasłynął z tego, że był przed II wojną działaczem sportowym. Gen. Stanisław Rouppert, w latach 1931-45, był członkiem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Do dziś pozostaje jednym z ośmiu Polaków, który zasiadał w tym gremium. Zresztą z Burhardt-Bukackim, Rouppert znał się doskonale. Razem bowiem przebywali w obozie jenieckim w Beniaminowie podczas I wojny światowej.

Czytaj także:

Liczba komentarzy: 12

Komentarze

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zaloguj się do swojego konta!
Lista komentarzy
  • staatys
    2025-12-16 19:55:34

    Gratuluję artykułu.

  • Andrzejek111
    2025-12-16 22:27:17

    👍👍👍

  • J_Ruutu
    2025-12-17 07:07:09

    "II wojny światowej nie przeżył również ostatni prezes PZHL-u przed II wojną światową"

    Informacja pochodzi z portalu Hokej.Net. Czytaj więcej na https://hokej.net/artykul/prezes-ktory-we-wrzesniu-1939-roku-zrozumial-jako-jeden-z-pierwszych

  • Uruk_Hai
    2025-12-17 08:50:14

    Miło dowiedzieć się czegoś nowego o mało znanych postaciach a jednak wielkich Polakach. Warto zauważyć, że sport i patriotyzm to nieodłączna para w naszej tak bogatej historii. To powinno dać trochę do myślenia co niektórym politykom. Sport to z jednej strony zdrowa rywalizacja a z drugiej strony wielka rodzina gotowa poświęcić się dla dobra wszystkich.

  • iras
    2025-12-17 10:02:55

    Bardzo ciekawy artykuł. Postarał się pan.
    Nie dziwi, że nie doszli do porozumienia 13 lat po przeworcie majowym, wszak maj 1926 datowany jest jako dzień oddania Polski żymianom". Od tamtej pory nie mamy swojego, polskiego rządu.
    Obóz ówczesnej władzy po tym zamachu raczej nie potrafił i nie mógł zaufać piłsudczykom.
    Mimo, że generał był zdolny i światły, nie mógł liczyć na awanse sprzyjając agenturze - i tutaj moim zdaniem mół nie być tej agentury świadom, więc go nie krytykuję.
    Świetnie o czasach przedwojennych pisze DMowski pod pseudonimem Kazimierz Wybranowski w książce "DZIEDZICTWO". Polecam każdemu, komu dobro Polski leży na sercu.
    Chwała Wielkiej Polsce.

    • narut
      2025-12-17 11:03:33

      niemniej mieliśmy taką a nie inną historię naszego hokeja i osób z nim związanych... tego nie zmienimy i to wszystko jest takie jakie jest... los bohatera powyższego artykułu jest tak tragiczny jak w gruncie rzeczy (wbrew pewnym wyobrażeniom ją jakoś idealizującym i zarazem przeciwstawiającym naszemu obecnemu Państwu) niesławnej II RP...

  • Andrzejek111
    2025-12-17 10:38:47

    Komentarze zawierające kryptoreklamę powinny być usuwane.

    • narut
      2025-12-17 11:00:18

      Andrzejku - brawo z czujność i gorliwość (polint-rewoluc) i uważam, że masz talenty znacznie wykraczające poza ten skromny portal!!! Alleluja i do przodu!!!

  • Falcon ZS
    2025-12-17 12:11:59

    Myślę, że ten portal powinien skupić się na hokeju a nie na powielaniu " komunistycznej propagandy" . W 1939 zgodnie z układem sojusznicy wypowiedzieli Niemcom wojnę 3 września - a w sumie mogli nie wypowiadać. Tym co Francja miała pod ręką - przed mobilizacją - od 7 września - nacierała w Saarze ( dwie armie - starty około 2 tys żołnierzy ) ale siły niemieckie były tam dużo silniejsze . Sojusznicy ogłosili mobilizację i szykowali się zgodnie z układem do ataku w 14 dniu po mobilizacji. Tylko tak naprawdę Polska poległa na całym froncie i Niemcy 6 września byli pod Warszawą. Po przegraniu bitwy granicznej i rozerwaniu frontów wojna była przegrana. A to, że Burhardt-Bukacki domagał się w 1939 bombardowań Niemiec w skali na którą amerykanów i anglików było stać dopiero w 1944 świadczy raczej o jego fantazji i odklejeniu od realiów.

    • narut
      2025-12-17 13:06:27

      ciekawe... prawda jest taka, że zostaliśmy z pełną premedytacją i na zimno przez owych w sensie istotowym "sojuszników" wykorzystani do zyskania przez nich (dla nich bezcennego) czasu w (ich w zasadzie wyłącznej!) rozgrywce z Niemcami.. ot wsio... dzięki temu atak na Francję został odwleczony do maja 40 roku, nie mówiąc już o uzyskach czasowych WB... inna sprawa, że dzięki dymplomacji na czele z Józiem Beckiem daliśmy się tak wmanewrować... i taką straszną cenę zapłacić nie za nas samych tylko za owych "sojuszników i "przyjaciół"... nu ale tego ani ze szkolnego ani z akademickiego podręcznika człowiek się tak łatwo nie dowie jeśli cokolwiek.. prawda jest rzeczą trudna, bardzo.. nie mówiąc już o roztropności w polityce..

    • Falcon ZS
      2025-12-17 13:26:24

      ok, niech każdy zostanie przy swoim - bo to portal o hokeju - ale fakt jest taki, że Beck i Rydz zapewniali sojuszników, że spokojnie wytrzymają co najmniej 3 miesiące sami a front został przerwany nieodwracalnie po 3 dniach, oni zaś nie wytrzymali w atakowanym kraju 3 tygodni i po prostu spier....i do Rumuni . Więc komu mieli pomagać sojusznicy ?

    • narut
      2025-12-17 14:30:58

      spoko, z tym co piszesz nie mam w sumie najmniejszego problemu, obaj panowie nieświętej pamięci dali się posadzić na boczne sanki źle oceniając sytuację wszelaką - i swój własny potencjał, Pan Marszałek nałykał się własnej propagandy, ten drugi pan jak nie wiedział na czym stoi winien nic nie twierdzić, i potencjał owych sojuszników (Anglia owszem potęga ale morska, Franc-tu różne kwestie) i to, że atak AH na nas miał charakter czyszczenia przedpola w szerszej rozgrywce i nastąpił jedynie w momencie kiedy ten się przekonał że wypełnimy swoje zobowiązania i zaatakujemy III w wypadku jej ataku na Fr, także bohater artykułu winien jeśli już na głupotę swojego środowiska narzekać a nie o jakiejś zdradzie mamroczyć.. od siebie zaczyna się rozliczenia, od swojej naiwności skrajnej i głupoty...a nie wini cały świat z rzekomych pozycji moralnych..

© Copyright 2003 - 2026 Hokej.Net | Realizacja portalu Strony internetowe