Miał być wieczór pełen nadziei i tradycyjna akcja charytatywna, a skończyło się kolejną bolesną lekcją hokeja. STS Sanok, zamykający tabelę Tauron Hokej Ligi, uległ na własnym lodzie ECB Zagłębiu Sosnowiec 0:4. Gospodarze nie tylko nie zdobyli choćby punktu w tym sezonie, ale po raz kolejny potwierdzili rażącą niemoc w ofensywie, która zmusiła kibiców do wyrzucenia pluszaków na lód po bramce... dla gości.
Niedzielne popołudnie w Arenie Sanok zgromadziło 1400 widzów, którzy liczyli na przełamanie fatalnej passy swojej drużyny. Historia dotychczasowych starć z Zagłębiem w tym sezonie (bilans bramkowy 1:21) nie napawała optymizmem, ale magia akcji Teddy Bear Toss zawsze dodaje skrzydeł gospodarzom. Niestety, nie tym razem.
Szybki cios i zmarnowane szanse
Spotkanie rozpoczęło się od dynamicznych ataków gości. Już w szóstej minucie defensywa Sanoka pogubiła się przy szybkim przeniesieniu ciężaru gry. Michał Naróg przytomnie obsłużył Piotra Ciepielewskiego, a ten wyłożył krążek Adrianowi Gromadzkiemu, który precyzyjnym uderzeniem otworzył wynik spotkania.
Sanoczanie mieli swoje szanse, by błyskawicznie odpowiedzieć. Sędziowie hojnie sypali karami dla hokeistów z Sosnowca, oferując gospodarzom m.in. grę w podwójnej przewadze 5 na 3 w końcówce pierwszej tercji. Jakub Bukowski i koledzy bili jednak głową w mur, a świetnie dysponowany w bramce gości Maciej Miarka nie dawał się zaskoczyć.
Festiwal nieskuteczności
Druga odsłona to obraz nędzy i rozpaczy w wykonaniu formacji specjalnych STS-u. Mimo kolejnych wykluczeń dla zawodników Zagłębia (w tym kary za nadmierną liczbę graczy na lodzie), sanoczanie nie potrafili stworzyć realnego zagrożenia. Najbliżej szczęścia był Wiktor Bieda po podaniu Huhdanpy, ale jego strzał z bliska obudził jedynie jęk zawodu na trybunach.
Niewykorzystane sytuacje zemściły się w 37. minucie. Gdy to Sanok w końcu musiał bronić się w osłabieniu, Zagłębie pokazało, na czym polega skuteczny 'power play'. Szybka wymiana podań i atomowy strzał z pierwszego krążka Arona Chmielewskiego uciszył Arenę Sanok po raz drugi.
Kuriozum i smutny finał
Trzecia tercja to symbol tegorocznej niemocy STS-u. Sanoczanie otrzymali kolejną szansę gry 5 na 3, którą rozegrali w sposób katastrofalny - ich jedynym "osiągnięciem" było... wybicie krążka na uwolnienie podczas gry w przewadze dwóch zawodników.
Gdy w 56. minucie Matthew Sozanski podwyższył na 3:0, losy meczu były przesądzone. Kropkę nad "i" postawił w ostatniej minucie najlepszy na lodzie Victor Björkung, który po indywidualnej kontrze pokonał dwojącego się i trojącego w bramce Świderskiego.
Wtedy też doszło do sceny rzadko spotykanej na hokejowych halach. Kibice, widząc, że ich ulubieńcy nie są w stanie zdobyć bramki, zdecydowali się zasypać taflę pluszakami po trafieniu na 0:4 dla gości. Akcja charytatywna zakończyła się sukcesem, ale sportowy obraz STS Sanok pozostał tragiczny.
STS Sanok - ECB Zagłębie Sosnowiec 0:4 (0:1, 0:1, 0:2)
0:1 Adrian Gromadzki - Piotr Ciepielewski, Michał Naróg (05:06),
0:2 Aron Chmielewski - Victor Björkung, Jere-Matias Alanen (36:11, 5/4),
0:3 Matthew Sozanski - Michał Bernacki, Jere Jokinen (55:01, 5/4),
0:4 Victor Björkung - Eric Kaczyński (59:14).
Sędziowali: Marcin Majta, Mateusz Krzywda (główni) - Oliwier Kasperek, Michał Kret (liniowi).
Minuty karne: 8-16.
Strzały: 17-59.
Widzów: 1400.
STS Sanok: F. Świderski - W. Bieda, I. Sitnik, K. Sterbenz, J. Prokurat - M. Starościak, K. Niemczyk, K. Bukowski, F. Sienkiewicz, M. Kowalczuk (2) - A. Lizatovic, M. Koczera, J. Bukowski (4), L. Huhdanpää, M. Czopor - W. Wilczok, I. Nikołajewicz, D. Wawrzkiewicz, K. Filipek (2).
Trener: Bogusław Rąpała
Zagłębie: M. Miarka - M. Sozanski, B. Ciura (2), J. Jokinen, J. Alanen, J. Piipponen (2) - M. Naróg (2), V. Björkung, A. Chmielewski, M. Roine (2), M. Bernacki (2) - M. Kotlorz (2), J. Wanacki (2), V. Sirkiä, E. Kaczyński, S. Brynkus - O. Krawczyk, O. Włodara, P. Ciepielewski (2), D. Nahunko, A. Gromadzki.
Trener: Matias Lehtonen
Czytaj także: