Choć uchodził za dobrego kolegę i szybko stawał się liderem w niemal każdej szatni, Ray Emery był przede wszystkim osobowością nietuzinkową. Ten utalentowany bramkarz wymykał się ogólnie przyjętym kanonom, często uważano go za kontrowersyjnego – potrafił narazić się nawet kolegom z drużyny. Tragiczna informacja wstrząsnęła światem hokeja: w lipcu 2018 roku, w niedzielne przedpołudnie, gruchnęła wieść, że Ray Emery nie żyje. Poszedł popływać ze znajomymi w rodzinnym Hamilton, a jego ciało kilka godzin później odnaleźli funkcjonariusze policji.
We wrześniu 1982 roku rodzina Sherlene i Paula Emerych powiększyła się po raz pierwszy – na świat przyszedł Raymond. Kilka lat później bawił się i grywał m.in. w baseball i piłkę nożną z dwoma młodszymi braćmi. Był uważany za najbardziej utalentowanego spośród całej trójki – świetnie się uczył, doskonale też czuł na sportowych arenach. Zabawę z hokejem rozpoczynał od występów w defensywie, ale jak to często bywało, z braku chętnych zdecydował się ubrać bramkarski strój i stanąć między słupkami. Miał wówczas 9 lat. Jego hokejowy talent dopingowała szczególnie matka, wierząc, że dzięki niemu syn zapracuje na stypendium i będzie mógł kontynuować edukację oraz sportową karierę. Początki na szczeblu juniorskim nie był jednak dla Emery'ego szczególnie udane. Zaliczył testy w ośmiu klubach i dopiero od Dunnville Terriers otrzymał szansę. Odpłacił im się idealnie – był wyróżniającą się postacią ligi Ontario Junior Hockey League i zapracował na tytuł debiutanta roku.
Autor: Redakcja NHL w PL
Droga do poważniejszego juniorskiego grania otworzyła się. Wybrali go Sault St. Marie Greyhounds, dla których grał przez dwa i pół roku. W swoim ostatnim sezonie w OHL został wybrany najlepszym bramkarzem, jednocześnie swoimi lodowiskowymi wybrykami pracując solidnie na miano hokejowego boksera. Nie miał oporów przed zrzucaniem rękawic i rywalizacją na pięści z przeciwnikami. Był już wówczas po wyborze w drafcie NHL – w czwartej rundzie z numerem 99 sięgnęli po niego Ottawa Senators i jesienią 2002 roku postanowili ściągnąć 20-latka do debiutujących w AHL Binghamton Senators. Emery błyskawicznie wywalczył sobie miejsce w składzie i wespół m.in. z Antoine'em Vermette'em, Jasonem Spezzą i Chrisem Kellym doprowadził Senatorów do wygrania swojej dywizji. Sam zapracował przy tym na powołanie do meczu gwiazd AHL, od kibiców ekipy z Binghamton otrzymując jednocześnie tytuł najlepszego gracza zespołu. Rywale nie mogli się przy tym czuć bezpieczni – pięści Emery'ego były zawsze w gotowości.
Sprawił że zrezygnowano z Dominika Haszka
Świetną postawę w sezonie zasadniczym kontynuował w play-offach, docierając z drużyną do finałowej batalii o Puchar Caldera, jednak tam lepsi okazali się gracze Houston Areos. Już wtedy dał o sobie znać charakter Emery'ego. Najpierw musiał odpokutować za wpadnięcie na sędziego, spędzając poza grą trzy spotkania, by po kilku tygodniach znów na trzy mecze zasiąść na trybunach po tym, jak wdał się w pyskówkę i przepychankę z Denisem Hamelem z Rochester Americans. Powodem były rasistowskie odzywki lewoskrzydłowego, za które przeprosił osobiście kilka miesięcy później, gdy obaj panowie rozpoczęli wspólną grę dla Senatorów z Binghamton.
Po wznowieniu rozgrywek NHL jesienią 2005 roku Emery dołączył do Ottawa Senators i przywitał się z ligą rekordową liczbą 9 kolejnych wygranych w pierwszych swoich ligowych występach, bijąc dotychczasowe osiągnięcie Boba Froese z Flyers sprzed ponad 20 lat. W marcu 2006 roku wyrównał rekord NHL w postaci 12 wygranych w jednym miesiącu. To wszystko miało miejsce w sezonie, który rozpoczynał jako zmiennik Dominika Haszka. Gdy Czech doznał kontuzji w trakcie turnieju olimpijskiego, Emery na dobre przejął rolę pierwszego golkipera Senatorów, świetną postawą znacznie pomagając w awansie do drugiej rundy play-offów, jednocześnie sprawiając, by na kolejny sezon Senatorowie zrezygnowali z usług czeskiego weterana, dając szansę młodemu Kanadyjczykowi (wspieranemu przez Martina Gerbera). Znaczące wzmocnienie pozycji w zespole szybko przyniosło pierwsze efekty – Emery poczuł się pewnie i zaczął szaleć.
Uwielbiał boks, uhonorował pięściarzy, sam bił się chętnie
W starciu z Montreal Canadiens uderzył kijem w twarz Maxima Lapierre'a po tym, jak ten wpakował z całym impetem golkipera do jego bramki. Kilka dni później brał udział w potężnej awanturze, jaka wybuchła pomiędzy zawodnikami Senators i Sabres. Najpierw skrzyżował rękawice z Martinem Bironem, by chwilę po zakończeniu tego pojedynku stanąć do walki z enforcerem Szabel, Andrew Petersem. Emery potwierdził, że nie pęknie przed nikim, a kibice błyskawicznie nadali mu miano "Sugar Ray" (w nawiązaniu oczywiście do osoby byłego boksera Sugar Raya Robinsona). Brian McGrattan, prawoskrzydłowy Senatorów, w jednym z pomeczowych wywiadów dodał od siebie, że gdyby Emery nie był bramkarzem, a graczem z pola, byłby bez wątpienia w piątce najgroźniejszych ligowych zabijaków. Na kasku golkipera zagościły wizerunki m.in. Joe Fraziera, Bernarda Hopkinsa i Rocky'ego Balboi. Przez jakiś czas widniał na nim również Mike Tyson, ale zniknął, gdy media doniosły o agresywnym zachowaniu eks-boksera wobec swojej partnerki.
Kariera golkipera zdawała się rozwijać wzorcowo – poprowadził Senatorów do finałów Pucharu Stanleya wiosną 2007 roku, gdzie ulegli jednak Ducks, ale on sam zapracował sobie na nowy, 3-letni kontrakt o wartości niemal 10 milionów dolarów. W życiu Emery'ego nic nie mogło jednak działać normalnie. W trakcie jednego z treningów pobił się z McGrattanem, podczas innego wściekł się na szkoleniowca ekipy z Ottawy, Johna Paddocka, że ten dał więcej czasu na lodzie jego konkurentowi do gry, Martinowi Gerberowi. Jego zachowanie w stosunku do trenera stawało się coraz bardziej niezrozumiałe. Zdarzało mu się wpadać w furię, stawał się nieobliczalny, co sprawiło, że Paddock odesłał go do domu po jednych z zajęć i wykluczył z treningów na dłuższy czas, przez co Emery stracił większość obozu przygotowawczego. Zaczęto snuć podejrzenia, że bramkarz wpadł w złe towarzystwo, gdzie narkotyki były na porządku dziennym. Pytany w mediach gracz miał wówczas odpowiedzieć, że może i nie jest święty, ale przecież nie jest też w więzieniu.
Do tego zaczęły dochodzić problemy zdrowotne (uraz nadgarstka, który sprawił, że opuścił kilkanaście tygodni), a także dwa incydenty drogowe. Najpierw Emery nie dotarł na lotnisko, by wylecieć z drużyną na mecz wyjazdowy po tym, jak uczestniczył w drobnej kolizji, by kilka miesięcy później brać udział w znacznie poważniejszym zdarzeniu. Został wówczas oskarżony przez 65-letniego mieszkańca Ottawy o to, że po incydencie na autostradzie groził mu śmiercią, ale ostatecznie odstąpiono od wymierzenia kary. Kulminacyjnym punktem w drogowych wyczynach Emery'ego stała się sytuacja z lutego 2008 roku, gdy mknący swym Hummerem zawodnik nie zatrzymał się do kontroli drogowej, a gdy w końcu stołeczna drogówka zdołała go zatrzymać, zachowywał się bardzo agresywnie względem funkcjonariuszy.
Nie chciał czapki z logo sponsora
Sytuacja Emery'ego stawała się coraz gorsza. Choć dopiero co podpisał nową umowę i wydawało się, że Senatorowie mają bramkarza na lata, jego postawa skłoniła Bryana Murraya do rozwiązania kontraktu. Koledzy z drużyny żegnali go bez zbędnej wylewności. Podkreślał m.in. kapitan drużyny Daniel Alfredsson, że pomiędzy Emerym a resztą drużyny nie było poważniejszych tarć, ale niektóre z jego zachowań sprawiały, że ciężko było pogodzić to z profesjonalnym podejściem do uprawiania zawodu. W poszukiwaniu okazji do zarobku golkiperowi wybrać się więc przyszło do Rosji, gdzie podpisał roczną umowę z Atłantem Mytiszczi. Tam szybko dał o sobie znać jego temperament – po jednym z wysoko przegranych meczów zaatakował swojego trenera, gdy ten próbował włożyć na jego głowę czapkę z logo sponsora. Incydent skończył się dla Kanadyjczyka przymusową ośmiotygodniową terapią. Trzeba jednak przyznać, że jak już wchodził na lód, bronił doskonale. Wygrał 22 z 36 rozegranych spotkań w KHL, dokładając do tego kilka doskonałych występów w fazie play-off, gdzie niemal w pojedynkę powstrzymywał napastników Metalurga Magnitogorsk. Wrócił jednak za ocean, powtarzał bowiem, że bardzo doskwierała mu tęsknota za domem i rzeczywistością, jaką znał od dziecka. Otwarcie mówił o tym, że nie podobają mu się zwyczaje panujące w klubie, m.in. dotyczące wypakowywania sprzętu sportowego po podróży. Podkreślał, że od czasów juniorskich tego nie robił i nie zamierza nic w tym zakresie zmieniać.
Znalazł sobie nową przystań w Filadelfii, gdzie zaproponowano mu roczną umowę i rolę pierwszego bramkarza z Brianem Boucharem w charakterze zmiennika. Początek sezonu 2009/10 w wykonaniu Emery'ego był solidny, choć nadal w tle zauważalne były pozasportowe historie z jego udziałem. Znów naraził się policjantom, gdy zatrzymano go i ukarano za jazdę z prędkością przekraczającą dopuszczalną o ponad 50 km/h. Funkcjonariusze zatrzymali nawet samochód bramkarza. Do kłopotów z prawem doszły ponownie problemy zdrowotne. Niebawem okazało się, że golkiper cierpi na jałową martwicę kości. Szczęściem dla niego okazało się, że lekarze wykryli chorobę we wczesnym jej stadium i operacja powiodła się, choć nikt na dobrą sprawę nie był w stanie określić, kiedy Emery zdoła wrócić do pełnej sprawności. Rozpoczęła się dla niego walka z czasem o powrót do zdrowia. Pomagali mu w tym m.in. Eric Lindros i trener bramkarzy Eli Wilson. To dzięki ich pracy z początkiem 2011 roku Emery mógł ponownie wrócić na lód.
Najlepsze sportowo lata spędził w Chicago
Miał wówczas cztery oferty, postawił na Anaheim Ducks. W lutym 2011 roku zagrał pięć spotkań w AHL, prezentując wyborną formę i zapracowując sobie na powołanie do zespołu z Kalifornii. Po roku przerwy, w marcu 2011 roku, wrócił do NHL i znów imponował postawą – wygrał sześć pierwszych spotkań w barwach Kaczek, zbliżając się do klubowego rekordu Guy Heberta. Był w świetnej formie, co zaskakiwało nie tylko z uwagi na kilkunastomiesięczną przerwę w grze i trwającą tygodniami rehabilitację, ale przede wszystkim z tego powodu, że grał, choć ubytek w jego kości strzałkowej sięgał 13 centymetrów. Ponownie wygrał ze swoim zdrowiem, a podkreśleniem jego heroicznego powrotu na lód była nominacja do nagrody im. Billa Mastertona.
Ducks pomimo tak dobrej formy Emery'ego nie zdecydowali się na nową umowę i Kanadyjczyk przeniósł się do Chicago. Dwa sezony spędzone w Blackhawks były chyba najlepsze sportowo w całej jego karierze. Choć pełnił tylko rolę zmiennika Coreya Crawforda, to potrafił na dłużej gościć pomiędzy słupkami, a gdy bronił, nikt raczej nie tęsknił za klubową jedynką. Gdy wchodził do gry, pobijał kolejne klubowe i ligowe rekordy. Na koncie miał m.in. serię 10 kolejno wygranych spotkań od początku sezonu, którą potem przedłużył do 12 meczów (wygranym po serii rzutów karnych starciem przeciwko Flames). Z Crawfordem otrzymali wspólnie nagrodę im. Williama Jenningsa dla golkiperów, którzy stracili najmniej goli w sezonie zasadniczym. Sięgnął wreszcie z Jastrzębiami po Puchar Stanleya w 2013 roku, choć decydujące mecze spędził na ławce, ustępując miejsca Crawfordowi.
Piosenkarka odwołała ich ślub, groził jej śmiercią
Po tym sukcesie ponownie zawitał do Filadelfii, gdzie dwa kolejne lata spędził w roli zmiennika Steve'a Masona. Jesienią 2015 roku rozpoczął się początek końca kariery Emery'ego. Okazał się już niepotrzebny Flyers, nie udała mu się też próba wywalczenia miejsca w kadrze Lightning. Jesień spędził trenując w AHL-owych Ontario Reign, by zimą zagościć na kontrakcie próbnym w Toronto Marlies. Kyle Dubas, menedżer zespołu, liczył, że pojawienie się Emery'ego da młodej drużynie zastrzyk doświadczenia, obecności lidera na lodzie i poza nim, wsparcia dla klubowej młodzieży. Przygoda bramkarza z Marlies nie trwała jednak długo, postanowił spróbować swoich sił w lidze niemieckiej. W ekipie Adler Mannheim zagrał kilka solidnych spotkań i szybko wrócił, by wiosną 2016 roku związać się krótką umową z Flyers. To był jego ostatni zawodowy kontrakt w życiu.
Pomimo przejścia na sportową emeryturę Emery nie pozwalał o sobie zapomnieć. Media donosiły o kolejnych popisach eks-bramkarza, ale najbardziej znaczący incydent miał miejsce we wrześniu 2017 roku, gdy został aresztowany za napaść z bronią w ręku i grożenie śmiercią swojej byłej narzeczonej, piosenkarce Keshii Chante. Para była razem od 2010 roku, ale gdy Keshia na jednym z portali społecznościowych latem 2017 roku poinformowała o odwołaniu planowanej ceremonii ślubnej, rozpoczęło się dla niej piekło. Między lipcem a wrześniem 2017 roku doszło podobno do kilkunastu ataków ze strony zawiedzionego Emery'ego, aż jego była partnerka zdołała wywalczyć dla niego zakaz zbliżania się do niej.
Tylko fragment wyliczanki
Zabronione używki, problemy z prawem, niezbyt sportowy tryb życia, kłopoty z trenerami i kolegami z drużyny – to tylko fragment wyliczanki o tym, jak toczyło się życie popularnego "Razora". Choć z wieloma miał na pieńku, liczba tych, którzy wypowiadali się o nim bardzo ciepło, była zawsze nie mniejsza. Gdy Corey Crawford w styczniu 2016 roku pobijał klubowy rekord liczby czystych kont, oficjalnie dziękował Emery'emu, opowiadając o wpływie starszego o dwa lata rodaka. Pojawienie się informacji o jego śmierci wywołało szok i płynące z całego hokejowego świata kondolencje oraz słowa wsparcia dla rodziny. Emery'ego można było nie lubić, mieć mu za złe jego wybryki okołosportowe, jego niezrozumiałe czasami pomysły na życie, ale swoją postawą na lodzie zasługiwał na szacunek. I z takim też jest żegnany.
Czytaj także: