Podczas nadzwyczajnej sesji Rady Miasta poświęconej kryzysowej sytuacji sanockiego hokeja pękła zmowa milczenia. Trener Bogusław Rąpała i kapitan Jakub Bukowski zdecydowanie opowiedzieli o tym, co dzieje się w klubie. Padły mocne słowa o braku zgłoszeń do ZUS, o zawodnikach grających „za obiady”, których i tak nie dostawali i o strachu przed kontuzjami na lodzie.
Klub ukrywa finanse przed radnymi
Ważnym i kontrowersyjnym punktem obrad była postawa władz spółki wobec prób ustalenia faktycznego stanu zadłużenia. Zarząd Sportowy Sanok S.A., pytany przez radnych o szczegółową sytuację finansową, kwoty zobowiązań oraz kondycję budżetu, konsekwentnie odmawiał podania konkretnych liczb. Przedstawiciele spółki i członkowie rady nadzorczej zasłaniali się klauzulą tajemnicy przedsiębiorstwa, twierdząc, że ujawnienie danych mogłoby zaszkodzić interesom podmiotu. Taka argumentacja spotkała się z ostrą reakcją radnych, którzy przypominali, że mowa o spółce dysponującej publicznymi pieniędzmi mieszkańców Sanoka i działającej w obliczu sportowej katastrofy.
Na SOR-ze świecimy się na czerwono
Najcięższym zarzutem, jaki padł podczas sesji, był brak ubezpieczeń zdrowotnych. W sporcie tak urazowym jak hokej brak polisy to igranie z życiem. Jakub Bukowski opisał sytuację, która wywołała poruszenie wśród zgromadzonych, zawodnicy po urazach trafiali do szpitala i „świecili się na czerwono” w systemie eWUŚ, co oznaczało brak prawa do bezpłatnego leczenia.
– To nie brak honoru kazał nam przerwać sezon. To troska o własne zdrowie. Jak chłopak przyjeżdża do szpitala i świeci się na czerwono, to co on ma zrobić? Kto weźmie odpowiedzialność, gdy komuś na treningu łyżwa przetnie szyję, a on nie jest ubezpieczony? – pytał retorycznie kapitan.
Wyjaśnił, że zawodnicy nie mogli dłużej zamiatać problemów pod dywan, zwłaszcza że rok wcześniej obiecywano im poprawę sytuacji, a rzeczywistość okazała się jeszcze gorsza.
Trener bez ZUS-u, zawodnicy bez kontraktów
Głos zabrał także trener Bogusław Rąpała, którego wyznanie wywołało konsternację wśród radnych. Szkoleniowiec przyznał, że ostatnią wypłatę otrzymał za październik, ale problem nie dotyczył tylko pieniędzy.
– Nikt nigdy nie odprowadził za mnie ZUS-u ani nie zarejestrował mojej umowy w urzędzie – wyznał Rąpała.
Trener sprawdził swoje konto w zakładzie ubezpieczeń dzień przed sesją i dowiedział się, że choć widnieje tam zgłoszenie z datą 2 lutego, nie wpłacono za niego ani jednej złotówki składek od sierpnia ubiegłego roku. Sytuacja finansowa sztabu i zawodników jest dramatyczna – niektórzy mają zaległości dwu-, inni trzymiesięczne.
Sprzęt na kredyt i gra za obiady
Kapitan drużyny przedstawił obraz klubu, który z profesjonalizmem miał niewiele wspólnego. Z jego relacji wynikało, że połowa drużyny grała bez realnych kontraktów finansowych. Ich wynagrodzeniem miały być nocleg, sprzęt i wyżywienie.
– Przyjechaliśmy w sierpniu gotowi do pracy. Nie było nas stać nawet na dziesięć kijów, więc treningi ruszyły z dwutygodniowym opóźnieniem – mówił Bukowski.
Najbardziej bolesny był wątek obiecanych posiłków. Wielu zawodników zgodziło się grać za samo wyżywienie.
– Chłopcy przyjechali w sierpniu, pierwszy obiad dostali w listopadzie – wyliczał kapitan.
Jak dodał, hokeiści, by przetrwać, musieli podejmować pracę zarobkową przed treningami i po nich.
Prezes odpowiada: błąd księgowej
Obecna na sesji prezes spółki Marta Przybysz próbowała prostować wypowiedzi sportowców. Twierdziła, że problemy z ZUS-em wynikły z błędu w systemie księgowym i zmiany formy zatrudnienia trenera. Zapewniała, że osobiście dopilnuje wyjaśnienia sprawy i posiada dowody przelewów składek.
Prezes zarzuciła również zawodnikom brak szacunku i podział wewnątrz drużyny. Sugerowała, że rezygnacja z gry była formą buntu, a część hokeistów rzekomo przepraszała ją za tę sytuację.
– Graliśmy do jednej bramki, a potem nastąpił rozłam – mówiła prezes, podkreślając trudną sytuację finansową klubu i brak wpływów z biletów.
Sesja bez rozwiązania przyszłość hokeja w Sanoku wciąż niepewna
Spotkanie pokazało ogromną przepaść między narracją zarządu a rzeczywistością zawodników. Hokeiści podkreślali że wycofanie się z gry nie było chęcią zysku wielu grało de facto za darmo lecz brakiem bezpieczeństwa i narzędzi do pracy. Mimo burzliwej dyskusji sesja nie przyniosła żadnych rozwiązań finansowych. Zawodnicy wciąż czekają na zaległe pieniądze a przyszłość sanockiego hokeja pozostaje pod znakiem zapytania.
Czytaj także: