Trener zdradził kulisy przegranego finału. "Próbowaliśmy wszystkiego"
GKS Katowice nie znalazł sposobu na rozpędzony GKS Tychy. Podopieczni Jacka Płachty przegrali finałową rywalizację do zera i po raz trzeci z rzędu musieli zadowolić się srebrnym medalem.
Czwarte spotkanie finału tylko potwierdziło różnicę między zespołami. GieKSa przegrała aż 2:7, a losy meczu praktycznie rozstrzygnęły się już w pierwszej tercji. Po 20 minutach było 3:0 dla rywali, co zmusiło sztab szkoleniowy do reakcji. Między słupkami doszło do zmiany, a Jespera Eliassona zastąpił Michał Kieler.
Problemy kadrowe również dały się we znaki. Do czwartego meczu katowiczanie przystąpili bez dwóch obrońców: Aleksiego Varttinena i Błażeja Chodora. Szkoleniowiec miał do dyspozycji zaledwie pięciu nominalnych defensorów. Na dodatek spotkania nie dokończył Zack Hoffman, który otrzymał karę meczu za obraźliwe gesty w kierunku arbitrów Przemysława Gabryszaka i Patryka Kasprzyka.
Po końcowej syrenie nie brakowało emocji. Trener Jacek Płachta podkreślił, że mimo porażki jego zespół zostawił na lodzie serce. Rywale byli w finale zespołem kompletnym.
– Graliśmy przeciwko naprawdę dobrej drużynie, ale charakter był. Nawet w ostatnim spotkaniu, w którym praktycznie nikt w nas nie wierzył, staraliśmy się zrobić wszystko, żeby losy tej serii odwrócić – przyznał szkoleniowiec.
– Myślę, że możemy być dumni z chłopaków. Starali się jak najlepiej zagrać ten finał, ale trzeba przyznać, że drużyna Tychów była bardzo mocna, o czym świadczy choćby to, że nie przegrali 11 kolejnych meczów w play-offach. Próbowaliśmy wszystkiego, ale się nie udało – dodał.
Szkoleniowiec zwrócił także uwagę na trudną drogę, jaką jego drużyna przeszła, by znaleźć się w finale. W tym sezonie prowadziła ona przez sześć spotkań ćwierćfinałowych z Cracovią oraz siedem w półfinale z Unią Oświęcim.
– Nie jest łatwo piąty raz z rzędu być w finale. Mieliśmy dużo młodych zawodników, nasza forma nie zawsze była równa, były wzloty i upadki – ocenił.
– Niektórzy może oczekują, że będziemy wszystkich "przejeżdżać", ale ta liga jest wyrównana. Sama droga do finału kosztowała nas bardzo dużo sił, do tego doszły kontuzje.
Na koniec trener nie zapomniał o kibicach, którzy przez cały sezon wspierali drużynę.
– Kibice byli naszym szóstym zawodnikiem na lodzie. Bardzo im za to dziękuję – podkreślił.
Choć porażka w finale boli, to w Katowicach nie zamierzają załamywać rąk.
– Ciężko jest przegrywać finał, ale musimy znaleźć też pozytywne rzeczy z całego sezonu. Przyjdzie czas na analizę – zakończył trener GieKSy.
Czytaj także:
- Nie żyje człowiek, którego znał każdy kibic Unii Oświęcim. Miał 73 lata
- Reprezentacja Polski będzie w darmowej TV! "Domagali się tego". Porażka Polsatu
- Inauguracyjny sparing za nami. Gospodarze pokazali klasę!
- Oto ceny biletów i karnetów na mecze Unii. Są rabaty dla wiernych kibiców
- Bryk: Nic nie odda treningu hokejowego. Wszyscy cieszymy się jak małe dzieci

Komentarze
Lista komentarzy
Hajnel
To pierwszy sezon gieksy gdzie nie zakontraktowano 7 obrońców a kombinacje zrobienia z napastnika obrońcy się nie udały. Co w klubie robi dyrektor sportowy który nie potrafi ściągnąć obrońcy gdzie kluby o mniejszej kasie bez problemu ściągają całkiem niezłych obrońców. Jedyny plus tego sezonu to młodzi zawodnicy którzy dostali możliwość bycia podstawowymi zawodnikami gieksy.
robert1427
z Cracovią mieliście ciepło gdyby nie bramkarz