Uciekł z Polski i został legendą hokeja w Niemczech! Bił rekordy
Mirosław Sikora miał niespełna 20 lat, gdy strzelił w sezonie polskiej ekstraklasy 42 gole. Kilka miesięcy później uciekł do Niemiec i choć zrobił tam wielką karierę, zostając legendą kolońskiego klubu, to został też kozłem ofiarnym.
Pod dachem Lanxess Areny, jeszcze niestarego, acz legendarnego już obiektu, który położony jest w Kolonii, na prawym brzegu Renu, zwisają zastrzeżone numery zawodników, pracujących na przestrzeni lat na chwałę tamtejszego klubu hokejowego. Kolońskich "Rekinów", które mogą poszczycić się tym, że mają największą publikę w Europie. W ubiegłym sezonie mecze zespołu, który przegrał w finale DEL, oglądało średnio niemal 19 tysięcy kibiców. Nieco starsi z nich z całą pewnością mieli okazję oklaskiwać zawodnika, który występował z numerem 11. Wprawdzie nie w tej hali, która powstała już po tym, jak zakończył karierę, ale nie ma wątpliwości, że Mirosław Sikora na największy zaszczyt, jakim jest zastrzeżenie numeru, zasłużył.
Kölner Haie to klub emblemat niemieckiego hokeja i oczko w głowie rozkochanych w sporcie Kolończyków. W niemal milionowym, czwartym najludniejszym mieście Niemiec, jest komu kibicować, ale to właśnie hokej z całą pewnością można nazwać wyborem numer dwa. Dwukrotnie, w 2010 i 2017 roku – Lanxess Arena była głównym obiektem mistrzostw świata elity a mecz o utrzymanie, Kazachstan – Francja, przyciągnął na trybuny 8 tysięcy kibiców. Dla porównania niedawny ćwierćfinał turnieju olimpijskiego w mniejszej hali, Fierra Italia, w którymi Finowie mierzyli się ze Szwajcarami, nie wypełnił obiektu nawet w połowie i cieszył się trzytysięczną publiką.
To jedynie dowód na to, w jakim otoczeniu człowiek, który nauczył się grać w hokeja w Polsce, zyskał status legendy. O Mirosławie Sikorze, funkcjonującym następnie jako Miroslav lub Miro, mówiono, że talent ma nieprzeciętny. Zresztą to nie tylko słowa. Wystarczy spojrzeć na klasyfikację ligowych strzelców z sezonu 1976/77, gdy nasz bohater występował jeszcze w barwach GKS-u Katowice. Tamte rozgrywki rozpoczęły się, gdy nie miał jeszcze skończonych 19 lat. I od pierwszych spotkań popisywał się niezwykłym instynktem strzeleckim. Już w drugiej kolejce trafił do siatki gdańskiego Stoczniowca dwukrotnie.
Niepodważalny arcytalent
Wcześniej, wiosną 1976 roku, Sikora wystąpił w barwach reprezentacji Polski w mistrzostwach Europy juniorów do lat 19 w Czechosłowacji, na których Polacy – zajmując szóste miejsce – zapewnili sobie start w pierwszych oficjalnych mistrzostwach świata 20-latków. Turniej ten, na przełomie 1976 i 1977 roku, również odbyły się za naszą południową granicą i dekadę później będzie przyczynkiem do poważnej afery, jaka wybuchnie już na najwyższym poziomie zmagań w gronie seniorów. Z udziałem Mirosława Sikory, ale po kolei.
42 gole w niezwykle żyznym dla strzelców sezonie, w którym do rozegrania były 44 mecze, to wynik imponujący. Wprawdzie dał Mirosławowi Sikorze „dopiero” czwarte miejsce w klasyfikacji ligowych snajperów – za Janem Mrugałą z Podhala, a także duetem z Baildonu, czyli Andrzejem Zabawą i Janem Piecką – ale wyżej wymienieni byli już graczami o większym doświadczeniu. A na dodatek bronili barw klubów czołówki tabeli. Dominujące w lidze "Szarotki" strzeliły w tamtym sezonie, uwaga, 312 goli! A Baildon – 284. Przy tych wyczynach 156 trafień katowickiego GKS-u, który finiszował na piątym miejscu, wygrywając nieco ponad połowę meczów, wygląda raczej skromnie. Gole Sikory stanowiły 27 procent dorobku zespołu. 64 trafienia Mrugały to 20,5 procenta zdobyczy nowotarżan.
Oczywiste jest, że hokej od tamtych czasów mocno się zmienił, niemniej jednak w czołówce ligowych strzelców od lat próżno szukać dwudziestolatków. Co jest kolejnym dowodem na to, że mieliśmy do czynienia z arcytalentem i materiałem na hokeistę reprezentacyjnego i międzynarodowego formatu. Zresztą jesienią 1976 roku, jeszcze przed wspomnianymi MŚ dwudziestolatków, Sikora zadebiutował w seniorskiej drużynie narodowej, grając dwukrotnie przeciwko reprezentacji NRD. Więcej meczów z orzełkiem na piersi nie było. Na MŚ grupy B, do Japonii, w marcu 1977 roku, napastnik GieKSy nie pojechał. Ostatnie mecze na polskich lodowiskach rozegrał miesiąc później.
Członek drużyny… uciekinierów
10 sierpnia 1977 roku, podczas obozu przygotowawczego reprezentacji Polski juniorów, który odbywał się w zachodnioniemieckiej Kolonii, Mirosław Sikora odłączył się od ekipy i postanowił pozostać w RFN. Nie była to ani pierwsza, ani też ostatnia "ucieczka" polskiego sportowca do lepszego świata. Sikora, rzecz jasna, musiał liczyć się z konsekwencjami, a najważniejszą z nich było to, że przez pewien czas nie będzie mógł grać w hokeja. Nałożono na zawodnika 18-miesięczną dyskwalifikację, jednak już po jej zakończeniu bardzo szybko okazało się, że wychowanek GKS-u Katowice nie zapomniał, o co w tym wszystkim chodzi. Działacze Kölner EC, taką nazwę nosiły wówczas kolońskie Rekiny, błyskawicznie zorientowały się, że wygrali los na loterii i trafił im się prawdziwy diament.
Bo jak inaczej nazwać zawodnika, który wchodzi do gry pod koniec sezonu - po 1,5-rocznym rozbracie z hokejem - wskakuje do składu drużyny broniącej tytuł i w 5 meczach grupy mistrzowskiej notuje 5 punktów za 2 gole i 3 asysty? Wprawdzie zespół nie obronił mistrzowskiego tytułu, ale wszyscy zrozumieli, że Polak będzie znaczącym wzmocnieniem. Potwierdziło się to już w kolejnym sezonie. Sikora, grający najczęściej w trzecim ataku m.in. z Henrykiem Jaworowskim, również Katowiczaninem, wychowankiem Baildonu, który wyjechał do Niemiec kilka lat wcześniej, uzbierał 68 punktów (32+36). Wynik ten odbiegał wprawdzie od czołowych graczy zespołu, ci przekraczali lub byli o włos od bariery 100 punktów, ale dowodził wysokich umiejętności Polaka. Kölner EC rozjechał Bundesligę, triumfując z 11-punktową przewagą nad broniącym tytułu SC Riessersee. Sikora zdobył swój pierwszy z pięciu złotych medali mistrzostw Niemiec i drugi z dwunastu krążków tych rozgrywek.
W sezonie 1981/82 Sikora został najlepszym strzelcem i najlepiej punktującym graczem fazy play-off Bundesligi. Cztery lata później nie miał sobie równych wśród najlepszych snajperów zarówno fazy zasadniczej, jak i play off. To był jego najlepszy sezon, w którym uzbierał 88 punktów za 57 goli i 31 asyst. Wtedy grał już w pierwszym ataku i był największą gwiazdą zespołu obok legendy niemieckiego hokeja, Udo Kiesslinga, i Uwe Kruppa, który po sezonie wyjechał do NHL. Co więcej razem z Sikorą grali w kolońskim klubie Bogusław Maj i Justyn Deniusiuk. Historię ich ucieczki opisaliśmy TUTAJ . Zresztą ekipę Kölner EC śmiało można nazwać drużyną uciekinierów. Sam Kiessling urodził się przecież w NRD, a jego rodzina uciekła do Berlina Zachodniego, gdy miał dwa lata. Ze słowackiej Nowej Wsi Spiskiej emigrowała do RFN również rodzina obrońcy, Richarda Trojana.
Strzelał Finom i Kanadyjczykom
Świetne występy na taflach Bundesligi nie mogły przejść niezauważone i Niemcom zależało, by Miroslav Sikora występował w drużynie narodowej. Podobno blisko było, by wystąpił w 1986 roku na MŚ w Moskwie, ale na przeszkodzie stanęły formalności – Sikora nie zdążył na czas otrzymać niemieckiego paszportu. Gdyby pojechał z drużyną i zagrał na Łużnikach, to wystąpiłby przeciwko reprezentacji Polski. Tak się jednak nie stało, ale w 1987 roku wychowanek GKS-u Katowice znalazł się w kadrze na mistrzostwa świata, które odbywały się w Austrii. Rok wcześniej reprezentacja RFN utrzymała się w grupie A kosztem Biało-czerwonych, pokonując nas w decydującym meczu o utrzymanie 4:1.
W Wiedniu zachodnioniemiecki zespół miał bić się o utrzymanie ze Szwajcarami. Okazało się jednak, że ekipa prowadzona przez legendarnego trenera Xavera Unsinna, którego charakterystycznym atrybutem był kraciasty kapelusz, spisuje się znacznie lepiej. Wprawdzie rozpoczęło się od porażek: 0:3 ze Szwedami i 0:7 z ZSRR, ale w trzecim meczu RFN sprawiła pierwszą niespodziankę, pokonując niespodziewanie 3:1 Finlandię. Gola na 1:1 strzelił nie kto inny, tylko Miro Sikora. Dzień później, już w piątej minucie spotkania, Polak trafił na 1:0 w starciu z Kanadą, a wygrana Niemców 5:3 była już sensacją. Niemcy, mając w perspektywie mecze z nienadzwyczajnie prezentującymi się Amerykanami, a także Czechosłowakami i Szwajcarami, mogli nawet całkiem śmiało myśleć o finałowej czwórce, która miała zagrać ze sobą o medale raz jeszcze. Wtedy jednak wybuchła afera, którą rozpętali Finowie.
Otóż przedstawicielstwo tej ekipy przedstawiło kopię oficjalnych protokołów meczowych z mistrzostw świata juniorów 1977, w których – w składzie reprezentacji Polski – widniało oczywiście nazwisko Mirosława Sikory. Zgodnie z ówczesnym statutem IIHF taki zawodnik nie mógł występować na światowym czempionacie w innych barwach; obecnie taka możliwość, pod pewnymi warunkami, istnieje. Nie ma zatem wątpliwości, że Niemcy złamali regulamin i musieli zostać za to ukarani. Trener Unsinn był jednak wściekły, mówił o "polowaniu na czarownice" i o tym, że wielu nie mogło się pogodzić z tym, że jego drużyna grała tak dobrze. Słynnemu szkoleniowcowi, warto nadmienić, bardzo zależało na tym, by mieć Polaka w kadrze. Dwa lata wcześniej powiedział, że by mieć Miro w składzie oddałby… prawą rękę.
Legenda i rekordzista
Ważne w całej tej aferze było to, że wcześniej Sikora uzyskał oficjalną zgodę na grę w barwach Niemiec od Jana-Ake Edvinssona, sekretarza generalnego IIHF. Podobno szwedzki działacz nie znalazł w archiwach żadnych dowodów na występy Sikory na MŚ w barwach Polski. Ciekawe, bo przecież była mowa o turnieju, który rozegrano ledwie 10 lat wcześniej. Smaczku całej sytuacji dodawał ponadto fakt, że sam Sikora miał być… zaskoczony zgodą wydaną przez IIHF. Katowiczanin twierdził, że poinformował o udziale w MŚ juniorów szefa światowej federacji, Niemca, Günthera Sabetzkiego. Legendarny działacz jednak temu… zaprzeczył i powiedział, że Sikora zataił grę w reprezentacji Polski!
Taka rozmowa miała odbyć się sześć tygodni wcześniej, tuż po wywalczeniu przez drużynę z Kolonii kolejnego mistrzostwa Niemiec, przy słynnym tamtejszym piwie, kölsch . Dzień później do Polaka zadzwonił sekretarz niemieckiej federacji i pogratulował statusu reprezentanta Niemiec. Sikora zaprzeczył, miał bowiem wątpliwości, ale został zapewniony, że może grać. Już na mistrzostwach w Wiedniu, po rozkręceniu całej afery, to Polak został kozłem ofiarnym. Otóż najpierw Niemcy zostali ukarani walkowerami za rozegrane mecze, ale decyzję tę cofnięto. W zamian postanowiono ukarać… Mirosława Sikorę, który został zdyskwalifikowany i do końca turnieju już nie zagrał. Więcej w barwach niemieckiej reprezentacji również nie wystąpił.
Dziś wychowankowi GKS-u Katowice musi wystarczać status legendy kolońskiego hokeja. Według statystyk na koniec sezonu 24/25, Miroslav Sikora strzelił dla Rekinów 442 gole i zapisał na swoim koncie 396 asyst, notując 838 punktów w 644 występach. Jest najskuteczniejszym strzelcem w historii klubu, a także drugim najlepszym asystentem i punktującym. Barw Kölner EC bronił przez 16 sezonów bez przerwy, aż do zakończenia kariery w 1994 roku. Łyżwy powiesił na kołku tuż przed powstaniem DEL, czyli w momencie, kiedy hokej na lodzie w Niemczech wkroczył w nową erę. Polak miał zresztą znaczny wpływ na budowę nowej marki, czyli Kölner Haie. W latach 94-98 był generalnym menedżerem w klubie.
Czytaj także:
- Już jest! Hokejowy Niezbędnik Kibica 2026/2027 trafił do sprzedaży. Wysyłka ruszyła!
- Są w życiu ważniejsze sprawy. Doświadczony obrońca odchodzi z Sanoka. Co dalej z jego karierą?
- Ostro potraktował rywala i dostał karę meczu. Jest decyzja w sprawie gracza Zagłębia
- Kolejna porażka GieKSy i mocne słowa kluczowego zawodnika. "To nie może tak wyglądać"
- Komisarz THL podjęła decyzję. Chodzi o zawodników Cracovii

Komentarze
Lista komentarzy
kompas
Pamiętam Jak Podhale przyjechało do Katowic-satelity i byli pewni wygranej. My jako kibice mówiliśmy zawodnikom Podhale wysiadającym z Autobusu ze dostaną dużo bramek. Oni się pytali kto to zrobi a my że Mirek Sikora. (Oni go nie znali?) I tak było
szop
super artykul
fruwaj
Z Tychów też jeden zawodnik uciekł na zachód - Andrzej Małysiak.
hubal
i skończył w tej Austrii marnie
przyszedł do nas razem z Gruthem i Pułką z Kato
KAZINSKI
Nie lubię zdrajców, którzy zmieniają barwy narodowe.
piter
Ile ty masz lat dzieciaku?
Nie masz pojęcia co to były za czasy.
Zaba
Idealnie zobrazowałeś dzisiejszych milenialsów i późniejsze pokolenia, ich wiedzę historyczną i ogólnie stosunek do historii.
Tatuujecie sobie powstańczą kotwicę i słynne "Pamiętamy", ale nic nie wiecie nt tamtych czasów i historii.
andrzej2848
Oby wiecej takich tematow . Pochwalic obszerny i szczegolowy artykul A nie n pisac ze Polak w drugiej lidze zaliczyl podanie ! Jak strzeli hat trick to piszcie jak najbardziej .