Samuel Petráš dał Unii Oświęcim sygnał do odrabiania strat w drugim meczu półfinału play-off, ale to nie wystarczyło. GKS Katowice zadał decydujący cios w dogrywce, wygrywając 3:2. W rywalizacji do czterech zwycięstw biało-niebiescy przegrywają z GieKSą 0:2.
30-letni skrzydłowy w siódmym meczu ćwierćfinału play-off z KH Energą Toruń doznał złamania nosa. Teraz, w drugim starciu półfinału play-off z GKS-em Katowice, zajął miejsce Kacpra Prokopiaka w trzecim ataku i zagrał u boku Damiana Tyczyńskiego oraz Romana Ráca. Na lodzie pojawił się po urazie i w pełnej osłonie twarzy, ale nie potrzebował wiele czasu, aby zaznaczyć swoją obecność.
Unia przegrywała już 0:2, ale w 29. minucie to właśnie Petráš tchnął w zespół nadzieję. Po strzale Aleksiego Mäkeli z niebieskiej linii był najlepiej ustawiony pod bramką i skutecznie dobił krążek, zdobywając kontaktowego gola.
Zaledwie 99 sekund później miał udział przy trafieniu Reece’a Scarletta, który uderzył spod bandy. Choć sam nie dotknął krążka, to wykonał kluczową pracę, skutecznie ograniczając pole widzenia Jesperowi Eliassonowi.
W regulaminowym czasie gry gole nie padły, a ostatecznie o losach spotkania zdecydowała dogrywka. Już w 51. sekundzie dodatkowego czasu gry zwycięskiego gola dla GKS-u Katowice zdobył Jean Dupuy.
– Sam oddałbym swojego gola za zwycięstwo. W play-offach najważniejsze jest to, żeby drużyna wygrywała – przyznał po meczu Samuel Petráš.
– Czego nam zabrakło do odniesienia zwycięstwa? Trudno powiedzieć na gorąco. Myślę, że zaprezentowaliśmy się naprawdę dobrze i mieliśmy dużo okazji. Musimy być jeszcze mocniejsi na krążku i strzelać więcej bramek – ocenił zawodnik pochodzący z Bratysławy.
Słowak zauważył też poprawę gry względem pierwszego spotkania tej serii. Przede wszystkim zespół z zachodniej Małopolski nie popełnił tylu indywidualnych błędów.
– To prawda, ale muszę od razu dodać, że początek serii zawsze jest nerwowy – dodał Petráš.
Warto podkreślić, że oświęcimsko-katowicka rywalizacja jest na razie bardzo czysta. Sędziowie w dwóch meczach nałożyli tylko 8 minut karnych, a zespół dowodzony przez Róberta Kalábera tylko raz miał okazję grać w przewadze. Często właśnie tym elementem wygrywa się zacięte boje.
– To nie jest pytanie do mnie – uśmiechnął się Słowak. – Musimy grać w warunkach, które zastajemy. Dobrze czujemy się podczas gry pięciu na pięciu, ale kluczowe jest, żebyśmy byli skuteczniejsi.
Rywalizacja przenosi się teraz do Oświęcimia. W czwartek i piątek Unia stanie przed ogromną szansą, by odwrócić losy półfinałowej serii przy Chemików 4. Oba mecze rozpoczną się o 18:00.
– Teraz wracamy do domu i trzeba wygrać dwa mecze. Wiemy, że możemy liczyć na naszych kibiców i ich gorący doping. Mamy nadzieję, że hala będzie pełna, a wszystkie bilety zostaną wyprzedane – zakończył Petráš.
Czytaj także: