Kanada już nie rządzi hokejem. Najgorszy sezon od dekad i koniec wielkiej legendy
Kanada ma za sobą jeden z najtrudniejszych sezonów w historii swojego hokeja. Rozczarowania reprezentacji, niepowodzenia klubów NHL i koniec „Hockey Night in Canada” każą postawić pytanie o przyszłość narodowej dyscypliny.
Za każdym razem, gdy zakłada się bluzę Kanady, słyszymy, że oczekuje się od nas złota. Nie zawsze tak się to kończy i nie jest do końca sprawiedliwe. Niemądrze jest myśleć, że kadra zwycięży w każdym turnieju, w którym weźmie udział. Czasem nie wszystko idzie po naszej myśli. Bywa i tak, że trafi się na lepszą drużynę. Mnie zdarzyło się to wielokrotnie. (Wayne Gretzky i Kirtsie McLellan Day, „Opowieści z tafli”, wyd. SQN, tłumaczenie Michał Kolasiński, s. 299)
Dla kanadyjskich fanów hokeja – oraz kibiców kanadyjskiego hokeja w ogóle – sezon 2025/26 najlepiej jak najprędzej wyrzucić z pamięci. Tu potrzebny jest reset i – być może na stadionach piłkarskich – przewietrzenie głów, aby zastanowić się co dalej. Miniony sezon był najgorszym dla wszystkich reprezentacji Kanady razem wziętych od ponad czterdziestu lat, atmosfera w tamtejszych klubach NHL również była daleka od optymalnej. Oczywiście, trzeba pamiętać, że nadal mówimy o obecnych wicemistrzach i wicemistrzyniach olimpijskich a także brązowych juniorskich mistrzach świata, ale w Kraju Klonowego Liścia w hokeja zawsze gra się o najwyższe laury i wszelkie medale z innego kruszcu niż złoto są gorzką pigułką do przełknięcia i wywołują rozgoryczenie.
Po tym jak w 2024 i 2025 roku Kanadyjscy juniorzy odpadli w ćwierćfinale MŚ, w 2026 roku na ich szyjach zawisły brązowe medal. Lepiej? Niby lepiej, ale, wiadomo, celem jest złoto, a nie nagroda pocieszenia. Po turnieju męskim przyszedł czas na mistrzostwa świata juniorek. Niestety, Kanadyjki w finale uległy Amerykankom i nie obroniły wywalczonego rok wcześniej złota. Jednocześnie, jeszcze w kwietniu 2025, seniorska drużyna Kanady kobiet uległa w finale mistrzostw świata Amerykankom. Szansę na rewanż drużyna dowodzona przez Marie-Philip Poulin będzie miała w listopadzie.
Zimą oczy kibiców zwrócone były jednak przede wszystkim na Igrzyska Olimpijskie, pierwsze od dwunastu lat, w których mogli wystąpić zawodnicy z NHL. Szykował się przepyszny turniej, na który Kanada stawiła się naszpikowana supergwiazdami z Sidneyem Crosby’m, Connorem McDavidem, Nathanem MacKinnonem, czy Cale’m Makarem na czele. Tu apetyt na złoto rozbudził wygrany rok wcześniej przez Kraj Klonowego Liścia Turniej Czterech Narodów, zatem mało kto spodziewał się, że Kanadyjczycy nie staną na najwyższym stopniu podium. Aby zapewnić kadrowiczom najlepsze możliwe warunki do odpoczynku i skupienia, sztab Hockey Canada zdecydował się nawet wymeldować zawodników z wioski olimpijskiej i zakwaterować ich w luksusowym hotelu, co spotkało się z krytyką w mediach jako postawa przecząca duchowi Igrzysk.
Najpierw do finału Olimpiady dotarły Kanadyjki, które jednak - podobnie jak wcześniej juniorki - uległy Amerykankom i zdobyły srebro. W ostatnim meczu turnieju męskiego Kanada również skrzyżowała kije ze Stanami Zjednoczonymi i – osłabiona brakiem kontuzjowanego Sidneya Crosby’ego w składzie – również przegrała. W meczach hokeja między USA a ich północnym sąsiadem zawsze iskrzy, ale w tym roku na sportową rywalizację nałożyły się też napięte kwestie polityczne, co spowodowało tym większe rozgoryczenie wypisane na twarzach Kanadyjczyków i tym boleśniejszą frustrację odczuwaną przez kibiców. Warto przy okazji odnotować, że po raz pierwszy w XXI wieku Kanada straciła olimpijskie złoto zarówno w turnieju mężczyzn, jak i kobiet na tych samych igrzyskach. Na dokładkę, niecały miesiąc później, w finale hokeja paraolimpijskiego, Kanadę w finałowym meczu też pokonali Amerykanie.
W krajowych mediach przetoczyła się fala krytyki wobec Hockey Canada nie tylko z uwagi na upokarzające dla kibiców porażki z amerykańskimi reprezentacjami, ale również na to, że oficjalne medialne kanały klonowej federacji hokeja starały się przedstawiać srebrne medale jako - mimo wszystko - sukces. To z kolei wywołało w kraju dyskusję pod tytułem, czy myśmy aby nie powariowali, żeby czepiać się zawodniczek, zawodników i narodowego związku za… zostanie olimpijskimi wicemistrzami i wicemistrzyniami? No właśnie, wiele reprezentacji dałoby się pokroić za taki sukces, ale w Kanadzie, w dodatku przy okazji porażki akurat ze Stanami Zjednoczonymi, trudno było zaakceptować taką narrację.
W maju męska reprezentacja Kanady co prawda zrewanżowała się Amerykanom za finał Olimpiady i zatrzymała ich na Mistrzostwach Świata elity na poziomie ćwierćfinału, ale finalnie zajęła czwarte miejsce przegrywając mecz o brąz z rewelacyjnie grającą na turnieju Norwegią.
Eksperci i media w Kraju Klonowego Liścia (m.in. analizy na platformie The Hub) wprost wskazują, że sezon 2025/26 obnażył głębszy, systemowy problem. Sukcesy Kanady przez lata maskowały rosnącą przewagę amerykańskiego szkolenia juniorskiego i uniwersyteckiego. Co więcej, stwierdzono, że kryzys Hockey Canada to pokłosie obyczajowych i finansowych skandali, które z jednej strony nadszarpnęły zaufanie sponsorów do tej organizacji a z drugiej rodziców młodych hokeistów i hokeistek, co z kolei przełożyło się na kurczenie się kanadyjskiej bazy talentów.
Niewiele lepiej sytuacja wyglądała w kanadyjskich klubach NHL. Toronto Maple Leafs po raz pierwszy od dekady nie zakwalifikowało się do fazy play-off, a Vancouver Canucks zaliczyli jeden z najgorszych sezonów w całej swojej historii (notując m.in. dramatyczny bilans meczów u siebie), stając się nie tylko najgorszą kanadyjską franczyzą w lidze, ale najgorszym klubem w NHL w ogóle. Edmonton Oilers, którzy ostatnie dwa sezony docierali do ścisłego finału walki o Puchar Stanleya, w tym sezonie odpadli już w pierwszej rundzie, podobnie zresztą jak Ottawa Senators. Calgary i Winnipeg zakończyli rywalizację na rundzie zasadniczej a jedynym rodzynkiem okazali się Montreal Canadiens, którzy dotarli do finału Konferencji Wschodniej, gdzie ulegli późniejszym mistrzom NHL, Carolina Hurricanes. I chociaż ponad 42% hokeistów ligi stanowią Kanadyjczycy, a pięciu z nich wzniosło na koniec sezonu Puchar Stanleya, to jest to marne pocieszenie dla kibiców. Najlepiej świadczy o tym fakt, że po tym jak The Habs przegrali finał konferencji, oglądalność finałowych meczów sezonu w Kanadzie drastycznie spadła. Jedynie hokeistki Montreal Victoire sięgnęły po najwyższy klubowy laur PWHL, czyli Puchar Waltera.
Wszystkie te czynniki – od blamażu juniorów, przez olimpijski niedosyt, aż po głęboki kryzys struktur szkoleniowych – złożyły się na narrację o najgorszym roku dla kanadyjskiego hokeja od połowy lat osiemdziesiątych. Kanada straciła miano „hokejowego pępka świata”. W jednym sezonie kibice musieli przełknąć porażkę męskich gwiazd NHL w finale IO, utratę złota przez kadrę kobiet, porażki juniorów i juniorek a także reprezentacji paraolimpijskiej.
A to nawet jeszcze nie koniec.
Po blisko 75 latach obecności w państwowych kanadyjskich mediach, kultowy program „Hockey Night in Canada” znika z anteny narodowego nadawcy CBC.
„Hockey Night in Canada” była jedną z najbardziej kultowych medialnych kanadyjskich marek wszech czasów. Program łączył dwie rzeczy, którymi Kanadyjczycy zawsze się szczycili: hokej i publiczny, radiowo-telewizyjny nadawca medialny, CBC.
Zaczęło się od transmisji radiowych meczów Toronto Maple Leafs w 1931 roku. Dwa lata później doszły relacje ze spotkań Montreal Canadiens, a w 1952 roku „Hockey Night in Canada” pojawiło się w telewizji. Przytłaczająca większość żyjących Kanadyjczyków i Kanadyjek pamięta jak w dzieciństwie, w sobotni wieczór, siedząc na kanapie lub na dywanie w salonie, obstawieni przekąskami i napojami siedzieli przed telewizorem z rodziną i przyjaciółmi i oglądali mecz oraz następujące po nim komentarze i analizy. Dla zdecydowanej większości Kanadyjczyków HNC było najważniejszym programem telewizyjnym, a muzyka z jego czołówki traktowana jest żartobliwie jak nieformalny hymn państwowy. Co więcej, zużycie wody w całym kraju regularnie wzrastało w czasie przerw w sobotnim meczu, co oznaczało, że z korzystaniem z toalety, czy wstawieniem wody na herbatę, ludzie czekali do pauz między tercjami!
To właśnie „Hockey Night in Canada” świat telewizyjnych transmisji sportowych zawdzięcza efekt natychmiastowej powtórki gola, który tak dobrze wszyscy znamy, i bez którego trudno sobie wyobrazić oglądanie sportu przed odbiornikami. Producent CBC, George Retzlaff, w 1955 roku wpadł na to, by nagrać bramkę z pomocą kineskopu, co pozwoliło na niemalże natychmiastowe pokazanie jej po raz wtóry telewidzom śledzącym mecz.
I ten kultowy program dobiegł właśnie końca. Powodem jest brak porozumienia sublicencyjnego między CBC i Rogers Sportsnet, właściciela praw do transmisji NHL w Kanadzie. Tym samym mieszkańcy i mieszkanki Kanady tracą możliwość darmowego obejrzenia jednego meczu danej kolejki NHL w telewizji, wraz z towarzyszącymi mu analizami, komentarzami i wywiadami z zawodnikami, trenerami, czy dziennikarzami. Fakt, że obydwa podmioty nie doszły ze sobą do porozumienia oznacza ni mniej, ni więcej, że Rogers nie mógł znaleźć sposobu na zarobienie wystarczająco dużo pieniędzy, pozwalając CBC transmitować mecze za darmo w telewizji – od teraz, do NHL będą mieli dostęp tylko ci, którzy wykupią od kanadyjskiego prywatnego, medialnego potentata sportowy pakiet premium. Na swojej stronie internetowej przedsiębiorstwo pisze, że „jest dumną kanadyjską firmą, głęboko zaangażowaną w jednoczenie i budowanie społeczności naszego kraju i w ich umacnianie”. Chyba nie do końca, skoro w imię zysku można zniszczyć narodową ikonę i utrudnić Kanadyjkom i Kanadyjczykom dostęp do jednego z najcenniejszych kulturowych spoiw, jakie ma ich kraj – hokeja na lodzie.
Czy to wszystko znaczy, że mieszkańcy Kraju Klonowego Liścia zaczną szukać sobie innych sportowych miłości i zauroczeń? Moim zdaniem, niekoniecznie, ponieważ status hokeja w Kanadzie wykracza daleko poza samą dyscyplinę i śledzenie wyników poszczególnych kolejek. Poza tym, stawianie podobnych pytań miało już miejsce w kontekście koszykówki, gdy w 2019 roku Toronto Raptors sięgnęli po mistrzostwo NBA. Oczywiście, Kanadę ogarnął wówczas koszykarski szał, ale sport ten absolutnie nie zastąpił jej mieszkańcom hokeja. Teraz, gdy kraj jest jednym z trzech gospodarzy tegorocznego Mundialu, ogromny rozkwit przeżywa tam piłka nożna, która zyskuje coraz więcej kibiców i staje się w Kraju Klonowego Liścia jednym z najchętniej uprawianych sportów. W kraju jest blisko milion zarejestrowanych piłkarzy i piłkarek a dyscyplina ta często staje się pierwszym sportowym wyborem wielu rodzin dla ich dzieci z uwagi na niższe koszty sprzętu i mniejszą urazowość w porównaniu z hokejem.
MLS (Major League Soccer) to największa i najbardziej prestiżowa profesjonalna liga piłkarska w Ameryce Północnej. Występują w niej trzy kluby z Kanady: Vancouver Whitecaps, który jako pierwsza kanadyjska drużyna zakwalifikowała się do fazy play-off w 2012 roku, Toronto FC (mistrzostwo ligi w 2017 roku) oraz CF Montréal. W kraju działają dwie zawodowe ligi: powstała w 2019 roku męska Canadian Premier League oraz utworzona w 2025 kobieca Northern Super League. Kanadyjskie piłkarki od lat należą do ścisłej światowej czołówki. Ich największym sukcesem jest zdobycie złotego medalu na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio w 2021. Napastniczka Christine Sinclair, choć w 2023 roku zakończyła reprezentacyjna karierę, jest rekordzistką świata pod względem liczby goli strzelonych w barwach narodowych – ma ich na swoim koncie blisko 200! Z kolei męska reprezentacja awansowała na Mundial w Katarze w 2022 po 36 latach nieobecności na tym turnieju i obecnie zajmuje najwyższe miejsce w rankingu FIFA w historii - okolice dwudziestego szóstego. Jedną z największych gwiazd kanadyjskiej piłki jest występujący na co dzień w barwach Bayernu Monachium obrońca Alphonso Davies, który urodził się w Ghanie, na terenie obozu dla uchodźców.
Rozgrywanie meczów na stadionach w Toronto i Vancouver generuje ogromne zainteresowanie kibiców. Mecz otwarcia reprezentacji Kanady przeciwko Bośni i Hercegowinie obejrzało ponad trzy miliony telewidzów, a przynajmniej fragment spotkania przykuł uwagę ponad ośmiu milionów widzów. Jak na kraj z raczkującymi ligami, to bardzo imponujący wynik. Dla porównania, ścisły finał NHL oglądało w Kraju Klonowego Liścia średnio 1,8 miliona osób, zatem po raz pierwszy w historii oglądalność piłki nożnej przewyższyła tam oglądalność hokeja. Aczkolwiek, warto zaznaczyć, że kiedy jeszcze w play-off NHL grały kanadyjskie kluby, to średnia oglądalność spotkań Edmonton Oilers, czy Montreal Canadiens sięgała nawet pięciu milionów. Dane dotyczą telewizji i platform należących do koncernu Bell Media (TSN, CTV, RDS, Crave).
Podsumowując, status hokeja w Kanadzie nie jest jak na razie zagrożony, ale brak sukcesów, skandale finansowe i obyczajowe, czy odwrócenie się czołowych sponsorów, to wstrząsy, które kosztowały kanadyjską federację naprawdę dużo, nie tylko w kontekście pieniędzy, ale też szacunku i zaufania publicznego. Ponad 40% populacji Kanady śledziło mundialowe transmisje w ciągu pierwszego tygodnia turnieju. Coraz lepsza postawa reprezentacji kraju, w tym jej historycznie wysokie zwycięstwo nad Katarem (6-0) przykuwa zrozumiałą uwagę kolejnych kibiców. Hockey Canada ma o czym myśleć.
Czytaj także:
- Ostatni rywal GKS-u Katowice wyłoniony. O awansie zdecydowała dogrywka
- Szokujący scenariusz dla mistrza Austrii. Wyprowadzą się z miasta?
- Hokejowa Liga Mistrzów: Koniec sezonu zasadniczego. Tabela brutalna dla GKS-u Tychy
- Naznaczony życiowymi tragediami. Grał z reprezentantem Polski, a teraz zakończył karierę
- Polska straci miejsce w HLM? Potęgi chcą zmian. "Skończmy grać dobroczynny hokej!"

Komentarze
Lista komentarzy
iras
Świetny byłby taki wieczór hokejowy w Polsce. Pomarzyć można.
Co do Kanady, stałe są tylko zmiany. To jest sport i zawsze znajdzie się ktoś chętny, aby "bić mistrza".