To, co jeszcze kilka dni temu było tylko rozważaniem, stało się faktem. Kanadyjscy hokeiści NHL opuścili wioskę olimpijską w Mediolanie i przenieśli się do luksusowego pięciogwiazdkowego hotelu.
Decyzję potwierdzili bramkarz Logan Thompson i napastnik Samuel Bennett, którzy wskazują, że w hotelu mają m.in. bezpłatny dostęp do sal konferencyjnych, co ma pomóc w przygotowaniach do turnieju.
– Nie robimy tego z braku szacunku. Chcemy wygrać złoto i dać sobie najlepszą szansę – tłumaczy Thompson.
Dla wielu NHL-owców pobyt w wiosce olimpijskiej to pierwsza od lat styczność z łóżkiem pojedynczym i surowym klimatem olimpijskiego zakwaterowania. Toronto Star opisywała niedawno pokoje jako… „brutalistyczną Rosję”. Organizatorzy chwalą się udogodnieniami, ale dla Kanadyjczyków komfort pięciogwiazdkowego hotelu wciąż wydaje się nie do pobicia.
Decyzja Kanadyjczyków jest o tyle kontrowersyjna, że pozostałe hokejowe kadry, w tym Team USA, pozostają w wiosce. Auston Matthews jasno wskazuje, że wspólne mieszkanie i atmosfera wioski są częścią ducha igrzysk.
– To, o co chodzi w olimpijskim doświadczeniu, najlepsi sportowcy z całego świata, różne dyscypliny. To wyjątkowe i fajne być częścią tego – podkreśla kapitan Stanów Zjednoczonych.
Kanadyjczycy są jednymi z głównych faworytów do olimpijskiego złota. Już w czwartek, 12 lutego, rozegrają pierwszy mecz fazy grupowej z Czechami. Ich decyzja o zmianie bazy noclegowej wywołuje gorące komentarze. Część ekspertów widzi w tym strategiczne przygotowanie do walki o medal, inni mówią wprost o braku ducha olimpijskiego.
Wioska olimpijska to nie tylko miejsce noclegu, ale serce igrzysk: karciane turnieje, viralowe deserowe hity, nieoficjalny zapas prezerwatyw olimpijskich i niezapomniana atmosfera. Kanadyjczycy ryzykują, że złoto zdobędą, ale stracą część tej tradycji.
Czytaj także: