Nie jest tak źle z naszym hokejem jak malują to antagoniści tej dyscypliny sportu - takie stwierdzenie można było usłyszeć od wielu osób, siedzących w hokeju od lat, po meczu dwóch czołowych drużyn ekstraligi, Wojasa Podhala Nowy Targ z GKS-em Tychy.
Drużyny rozegrały znakomita partię, w której było wszystko, czego wymaga się od zespołów pretenduj±cych do mistrzostwa kraju. "Szarotki" nie mogły przeboleć przegranej, ale same s± sobie winne, je¶li nie wykorzystuj± mnóstwa "setek". Inna rzecz, że Arkadiusz Sobecki w tyskiej bramce miał "dzień konia".
- On był ojcem naszego zwycięstwa - powiedział trener tyszan Wojciech Matczak. - Szczególnie w trzeciej tercji wybawiał nas z opresji, gdy naszym zawodnikom, pod naciskiem miejscowych, zagotowały się głowy i nie zawsze udawało nam się grać to, co chcieli¶my. Bezmy¶lne wybicia kr±żka powodowały masę bulików w naszej tercji. "Guma" wracała pod nasz± bramkę jak bumerang i było bardzo gor±co. Sobecki bronił wszystko. No cóż, wygrywa ten, kto strzela gole, a nie ten kto posiada przewagę.
Rzeczywi¶cie z przebiegu spotkania górale nie zasłużyli na porażkę. Wypracowali sobie więcej sytuacji bramkowych. Mieli aż dziewięć sytuacji sam na sam i... karnego. Wszystkie nie zostały wykorzystane. Rzut karny wykonywał Michał Radwański. On chyba miał koszmarna noc. Oprócz karnego zmarnował jeszcze cztery "setki". Przeszkod± nie do przebycia dla niego i jego kolegów był bramkarz go¶ci. To co wyczyniał Sobecki przyprawiało napastników "Szarotek" o ból głowy. Szczególnie w trzeciej tercji, kiedy trwał nieustanny obstrzał jego ¶wi±tyni. Kibice już widzieli kr±żek w siatce, a tymczasem niczym spod ziemi wyrastał jego "rak", b±dĄ parkan. Momentami pod jego bramk± dochodziło do dantejskich scen. Inna rzecz, że u "Szarotek" brakowało spokoju w tych najważniejszych momentach. Grały zbyt nerwowo. Po dwóch wyrównanych odsłonach w trzeciej go¶cie stworzyli zaledwie jedn± sytuacje pod bramk± Podhala.
Druga tercja zadecydowała o końcowym wyniku. W tej czę¶ci gry padły wszystkie gole. Trzeba przyznać, że w ofensywie prym w tym meczu wiodła pierwsza formacja tyska: ¦lusarczyk - Parzyszek - Bacul. Gdy ona przebywała na lodzie, dzwoniono na alarm pod nowotarsk± ¶wi±tyni±. Defensywa "Szarotek" wtedy popełniała najwięcej błędów. I gdyby nie Krzysztof Zborowski, to atak ten miałby więcej goli na swoim koncie. Najładniejsza akcja meczu była ich autorstwa. Kr±żek między wymienion± trójk± wędrował jak po sznureczku, od kija do kija. Przy tym zagraniu nowotarska defensywa była bezradna i tylko przygl±dała się jak Parzyszek pakuje "gumę" pod poprzeczkę.
35 sekund przed końcow± syren± gospodarze zakwestionowali wygięcie łopatki kija u Robina Bacula. Pomiar nie mógł się odbyć regulaminow± metod± (sędzia Krzysztof Rzerzycha sprawdzał tylko, czy kr±żek przejdzie przez wygięcie) gdyż... nie było odpowiedniego do tego sprzętu. - Ten powinni dostarczyć gospodarze - poinformował mnie kwalifikator, Adam Krzyżak. Zamiast więc gry w przewadze, jeden z górali musiał udać się na ławkę kar i prysły marzenia o wyrównaniu.
- Kontuzje Kotaska i Hajnosa rozbiły mi koncepcję gry. Zmuszony byłem mieszać atakami, przemeblować je. Szczególnie dało się to odczuć przy rozgrywaniu kr±żka w tercji rywala. Nie grali¶my wyćwiczonych schematów. My¶lę, że chłopcy jednak pokazali charakter. Szkoda, że nie wykorzystali mnóstwa stuprocentowych sytuacji. To się na nas zem¶ciło. Najważniejsze, że kibice mogli obejrzeć bardzo dobre i emocjonuj±ce spotkanie - powiedział trener "Szarotek", Andrzej Słowakiewicz.
Stefan Le¶niowski

Ponieważ kr±żek nie zmie¶cił się pod łopatk±, Podhale zamiast w przewadze kończyło w osłabieniu.
Fot. Paweł Mordan
Źródło: Sport
Czytaj także: