MŚ Elity: Gospodarze bez litości dla rewelacji turnieju! Zagrają w trzecim finale z rzędu [WIDEO]
Brutalnie przerwany został sen norweskiego kopciuszka o finale Mistrzostw Świata. Reprezentacja Szwajcarii przed własną żywiołową publicznością w Zurychu rozgromiła rewelację turnieju i po raz trzeci z rzędu zagra o "złoto".
Szwajcarzy w dzisiejszym półfinale z Norwegią musieli wystąpić bez Timo Meiera zawieszonego na jeden mecz za brutalny atak kolanem na Oskara Sundqvista w półfinale ze Szwecją, który na lodzie nie został ukarany przez sędziów. Ale ich niezwykle mocna na tych mistrzostwach ofensywa specjalnie na tym nie ucierpiała. Już w pierwszej tercji podopieczni Jana Cadieux w swoim stylu nękali rywali całymi falami ataków w niezwykłym tempie. Pierwszy gol wydawał się kwestią czasu, a ten czas nadszedł w 18. minucie. Christoph Bertschy uciekł Christianowi Kåsastulowi za bramką, wyjechał przed nią i niezwykle precyzyjnym strzałem w "okienko" pokonał zasłoniętego Henrika Haukelanda. A w drugiej tercji worek z golami się rozwiązał. Denis Malgin w 25. minucie wykończył akcję 2 na 1 po podaniu Calvina Thürkaufa i podwyższył na 2:0. W 33. Ken Jäger dołożył kij do krążka wystrzelonego przez Svena Junga i prowadzenie zrobiło się trzybramkowe, a na przerwę po drugiej tercji obie drużyny zjeżdżały przy wyniku 4:0, bo Damien Riat zdobył gola w przewadze. Norwegia pierwszy raz na tegorocznych Mistrzostwach Świata nie zdobyła bramki w dwóch tercjach z rzędu i było już właściwie jasne, że to nie ona będzie dziś świętować.
A Szwajcarom, wspieranym przez zdecydowaną większość z 10 tysięcy skaczących, śpiewających i krzyczących fanów na trybunach Swiss Life Areny, było mało. Jeszcze jedna przewaga po karze młodego Stiana Solberga i Nico Hischier w 45. minucie podwyższył na 5:0. Ten nierówny dziś pojedynek podsumował w 58. minucie golem ustalającym wynik na 6:0 Théo Rochette. Gospodarze raz jeszcze pokazali ogromną głębię składu. Każdego z 6 goli zdobył kto inny, a łącznie punktowało aż 15 graczy. Więcej niż jedno oczko zdobyli tylko Riat, który do gola dołożył asystę i dwukrotnie asystujący Sven Andrighetto. Ten ostatni przewodzi klasyfikacji punktowej imprezy z 15 punktami za 4 gole i 11 asyst. "Helweci" na tegorocznych mistrzostwach zdobyli już 48 goli, a na listę strzelców wpisało się 13 z ich 14 napastników. Trudno jednak przy tym wszystkim zapomnieć o bramkarzu. Leonardo Genoni obronił dziś każdy z 20 strzałów Norwegów i zachował 3. "czyste konto" na turnieju, zrównując się na czele tej bramkarskiej klasyfikacji z Haukelandem. Jednocześnie bramkarz EV Zug wyśrubował do 15 swój rekord wszech czasów Mistrzostw Świata pod względem liczby meczów bez wpuszczenia gola.
Szwajcaria zagra jutro w finale Mistrzostw Świata po raz trzeci z rzędu. 2 lata temu przegrała w Pradze z Czechami 0:2, przed rokiem w Sztokholmie z USA 0:1. Jej reprezentacja od początku tegorocznego turnieju wygląda na owładniętą pragnieniem zdobycia na własnym terenie pierwszego w historii tytułu mistrza świata i przerwania klątwy srebra, na którą składają się także przegrane finały w 2013 i 2018 roku. Będzie miała szansę to zrobić pod wodzą trenera Cadieux, który miał objąć drużynę jako pierwszy szkoleniowiec dopiero po tych mistrzostwach, ale wcześniej zastąpił Patricka Fischera w wyniku skandalu, gdy wyszło na jaw, że poprzedni selekcjoner w 2022 roku poleciał na zimowe igrzyska olimpijskie w Pekinie na podstawie sfałszowanego certyfikatu covidowego. Z zaskoczenia prowadzą swoje drużyny zresztą obaj trenerzy dzisiejszych rywali, bo Petter Thoresen został zatrudniony przez swojego syna Patricka, dyrektora sportowego norweskiego związku, jako szkoleniowiec tymczasowy, gdy nominowany wcześniej na tę posadę Sjur Robert Nilsen musiał zrezygnować w związku z chorobą nowotworową.
Thoresen i Cadieux po dzisiejszym meczu starli się werbalnie. Norweski szkoleniowiec ruszył nawet do boksu Szwajcarii.
- Krzyczał i krzyczał i pokazywał mi na tablicę, więc powiedziałem mu, żeby się zamknął - powiedział o szwajcarskim trenerze po zakończeniu spotkania Thoresen. - Jest nowicjuszem na tym poziomie, pierwszy rok prowadzi reprezentację Szwajcarii. Powinien się raczej cieszyć, że ma świetną drużynę i przestać krzyczeć w stronę drugiego boksu.
Dla Norwegii sen o "złocie" skończył, ale jutro zagra o "brąz", więc ciągle ma szansę na swój pierwszy w historii medal Mistrzostw Świata. Do tej pory najwyżej była na MŚ na 4. miejscu w 1951 roku.
Szwajcaria - Norwegia 6:0 (1:0, 3:0, 2:0)
1:0 Bertschy - Baechler - Egli 17:36
2:0 Malgin - Thürkauf 24:23
3:0 Jäger - Jung - Knak 32:51
4:0 Riat - Josi - Andighetto 36:24 (w przewadze)
5:0 Hischier - Riat - Andrighetto 44:27 (w przewadze)
6:0 Rochette - Suter - Biasca 57:34
Strzały: 30-20.
Minuty kar: 12-14.
Widzów: 10 000.
Czytaj także:
- Legenda boi się kobiety we władzach światowego hokeja. Zaskakujące porównanie
- Niespodziewany koniec kariery. Były gracz polskiego klubu powiedział "dość" w wieku 28 lat
- Hokeista idzie do więzienia. Tragiczny finał sprzeczki z kolegą klubowym [WIDEO]
- Były trener Unii Oświęcim ma nowy klub. Przejął uczestnika Hokejowej Ligi Mistrzów
- Był graczem z ciekawym CV, ale w Polsce się nie odnalazł. Teraz zakończył karierę

Komentarze
Lista komentarzy
hubal
stawiam na Fińczyków w finale