Okiem Kojota. Wirtualna rzeczywistość w hokeju - zagrożenie dla formy i zdrowia?
Nowe technologie wjeżdżają w hokej jak dzik w czereśnie. Krążki najeżone czujnikami mogącymi rejestrować masę różnych czynników, sztuczna inteligencja wertująca statystyki i tworząca kolokacje między nimi w ułamku sekund, wreszcie kamery podążające za zawodnikiem przy kążku w płynny i bezobsługowy sposób. Do gry próbuje teraz wejść wirtualna rzeczywistość z programami szkoleniowymi przeznaczonymi dla zawodników. Młodzi hokeiści przyklasnęli i w coraz większym stopniu “bawią się” tym urządzeniem. Jednak, wraz ze zwiększoną częstotliwością używania tego cudu natury może się okazać, że sami spłycą i ograniczą swój potencjał, a nawet skrócą karierę.
Star Trek: The Hockey Generation
Na pierwszy rzut okaz rzeczywiście wygląda to imponująco. Pierwszą darmową (chyba) reklamę zafundował tu prospekt Calgary Flames, Devan Cooley. Golkiper sporo mówił w mediach o wykorzystywaniu okularów VR do treningów bramkarskich. Ma mu to suplementować standardowe treningi i pozwalać na bardzo szczegółowe pracowanie nad jakimiś małymi elementami gry. W prostych słowach, chłopak nie musi prosić hokeistów by przez 30 minu strzelali mu pod lewy parkan czy odbijaczkę - po prostu ustawił program na ustawiczne powtórki jednego zagrania.
Do wykorzystywania technologii przyznaje się także chociażby Eric Comrie – wówczas bramkarz Buffalo Sabres. On z kolei jednak wspominał o zwracaniu się w stronę przyszłości, gdy nie mógł trenować z powodów urazów lub w trakcie przerwy letniej. 23 letni Drew Commesso, prospekt Chicago Blackhawks stosuje już jednak VR dużo, dużo częściej. Wiele wskazuje na to, że im młodsi zawodnicy, tym wykorzystywanie zabawek przyszłości będzie częstsze.
Dzięki goglom VR trenujesz nie wychodząc z domu. Nie musisz ubierać ton sprzętu, czekać aż maszyna do czyszczenia lodu skończy robotę czy mieć nadzieję, że pozostali zawodnicy będą chcieli grać tylko pod Ciebie. Na tym jednak plusy sytuacji zdają się kończyć. Można to troszkę przyrównać do sytuacji z rozwojem sztucznej inteligencji. Technologia miała już leczyć raka, wyeliminować 70% zawodów, obliczyć “masę skilli” i złamać szyfr AES 256. Tymczasem spowodowała powrót niepiśmiennictwa wśród coraz starszych dzieci, ludzi wierzących, że kiedy Chat wypluwa “masz absolutną rację” to naprawdę jest mu głupio i armadę zombie scrollujących bezdennie głupie rzeczy w nieskończoność.
Wirtualna rzeczywistość niesie rewolucję, która dla hokeistów może skończyć się katastrofą, a kariera może być dopiero pierwszą rzeczą złożoną na ołtarzu postępu.
Kojot foliarz?
Jestem millenialsem, więc to oczywiste, że Internet miałem na węgiel, po wodę chodziłem do studni, a na widok pierwszego laptopa poleciałem dać na ofiarę. Mimo wszystko jednak, wątpliwości co do zdobyczy techniki i cyfryzacji zawsze są na miejscu.
Obecnie zawodnicy cieszą się treningami na sucho, patrząc na wirtualne lodowisko wewnątrz swojego drogiego domu. No, tyle że kiedy raczą swe organa treningiem z goglami na oczach, to gałki oczne odczuwają ruch – ale ucho wewnętrzne odczuwa bezruch. Ciało rusza się w inny sposób niż zmysły zazwyczaj mu każą. Nazywa się to konfliktem sensomotorycznym. W skrócie - twoje ciało się nie rusza, ale twój mózg myśli, że jednak jest w ruchu. Nawet jeśli jest to trening, to ciało sportowca nie porusza się w sposób naturalny, bo rzeczywistość nie jest przyklejona do gałek ocznych jak okulary z grafiką.
W przypadku bramkarzy okaże się więc, że przy długotrwałym stosowaniu gogli, doskonale zapowiadający się golkiper będzie w dziwaczny sposób próbować złapać lewą ręką krążek, który przeleciał kilka centymetrów dalej. W dziwny, ale zauwazalny sposób, taki zawodnik będzie podążał za akcją w osłabieniu w sposób kuriozalnie spowolniony. Nie będą to gigantyczne różnice, ale zauważalne dla kogoś, kto śledzi NHL i wie na jakim poziomie grają tam zamaskowani strażnicy siatek. Z czego będzie to wynikać?
Jeśli Devan Cooley z Flames będzie używać gogli przez 30 minut dziennie, 3-5 dni w tygodniu, po pewnym czasie znacząco poprawią sie jego wyniki...w goglach. Poza wirtualną rzeczywistością zacznie grać gorzej, ponieważ “pomieszanie zmysłów” dostosuje się do rzeczywistości wirtualnej, która nie ma tych samych proporcji, co nasza “codzienna grafika”. Co więcej, coraz dłużej zajmować mu będzie przyzwyczajanie się do naszego ziemskiego łez padołu p[o zdjęciu magicznych okularów.
Redukcja stresu jak w korpo...
Wspomniany wcześnie Commesso zdradził, że wirtualne gogle z treningiem w tle pozwalają mu zredukować stres, jakiego zazwyczaj doświadcza w trakcie realnej rozgrywki. Rzeczywiście, przez jakiś czas (nawet dłuższy), jego mózg będzie odróżniać stres fizycznej, faktycznej potyczki hokejowej od gry w trening. Z czasem jednak różnice te zaczną się zacierać. Badania wykazały, że wirtualne gogle używane często powodują, że stres związany z ucieczką przed wężem w rzeczywistości równa się stresowi przed ucieczką przed wężem napisanym na komputerze pod VR. Tak więc golkiper będzie musiał radzić sobie z kortyzolem w każdej sytuacji. Co gorsza, jeśli będzie chciał zagrać w jakąś zupełnie inną grę dla obniżenia negatywnych emocji, jego mózg ponownie wejdzie w stan podniesionej gardy, więc z rozrywki nici. Każdy kto przepracował choćby rok w korporacji, wie czym może skończyć się stres utrzymywany na wysokim poziomie przez dłuższy czas.
VR hockey camp?
...póki co to zapewne sci-fi, ale taki model biznesowy to TYLKO kwestia czasu. Nie potrzeba lodu, dzieciaki uwielbiają grać no i ryzyko kontuzji spada do potknięcia się o kanapę (co podobno gogle sygnalizują wcześniej). Tyle, że po 20 minutach w goglach dziecko w wieku lat np. Siedmiu nie zawsze jest w stanie stwierdzić, że te gogle już ściągnęło. W prostych słowach, jeśli w grze sięgało po bidon na bramce, to po zdjęciu okularów jeszcze przez chwilę może szukać bidonu i bramki.
Jakiś czas temu miał miejsce eksperyment, podczas którego osoba spędziła w VR godzinę, a obraz w rzeczywistości wirtualnej był odwrócony do góry nogami. Po zdjęciu okularów, człowiek jeszcze kilkadziesiąt minut widział... do góry nogami, ponieważ jego mózg dał się oszukać i przyzwyczaił się do świata który serwowano mu w rzeczywistości VR.
Co więcej, zawodnicy któzy będą przesiadywać po elektronicznej stronie życia zbyt długo, poczują oderwanie od rzeczywistości, samotność a w efekcie depresję. VR może być dla hokekistów tym, czym dziś dla ludzi jest scrollowanie - szybką dawką dopaminy, która w dłuższym czasie będzie kosztować coraz więcej życia.
Czytaj także:
- Kibice, rezerwujcie czas! Najpierw koncert gwiazdy, potem wielka prezentacja Unii Oświęcim
- Tak Unia Oświęcim rozmontowała defensywę rywali. Polski napastnik zdradził kulisy
- Doświadczony obrońca mistrzów Polski uspokoił kibiców. "Nasz dobry czas przyjdzie"
- Niepokojące sceny w meczu Unii Oświęcim. Ważny zawodnik nie dokończył spotkania
- Zagłębie przegrywa na Słowacji. Lider zespołu zdradził, co trzeba poprawić

Komentarze
Lista komentarzy
PanFan01
I dano jej, by duchem obdarzyła obraz Bestii,
tak iż nawet przemówił obraz Bestii
i by sprawił, że wszyscy zostaną zabici,
którzy nie oddadzą pokłonu obrazowi Bestii. I sprawia, że wszyscy:
mali i wielcy,
bogaci i biedni,
wolni i niewolnicy
otrzymują znamię na prawą rękę lub na czoło
i że nikt nie może kupić ni sprzedać,
kto nie ma znamienia -
imienia Bestii
lub liczby jej imienia. Tu jest potrzebna mądrość.
Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy:
liczba to bowiem człowieka.
A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć.
narut
najlepszy możliwy komentarz do tego, tutaj nic dodać nic ująć - wszystko to teraz dzieje się na naszych oczach.. tylko nie można ich mieć szeroko zamkniętych... a po prostu otwarte.. nawet trochę ale otwarte...
narut
Elegancki artykuł, mądry i jak najbardziej słuszne obawy jego Autora... do niczego to dobrego nie doprowadzi, bo nie może... nic nie zastąpi nam rzeczywistości, która jest taka jaka jest...