Hokej.net Logo

Zostawił PRL za sobą. Uciekł taksówką, został mistrzem i wrócił do reprezentacji Polski

Zostawił PRL za sobą. Uciekł taksówką, został mistrzem i wrócił do reprezentacji Polski

Andrzej Świstak, który poprowadzi w nowym sezonie TAURON Hokej Ligi zespół nowotarski, w stanie wojennym zdecydował się uciec z PRL. Nie było łatwo, a karierę kontynuował nawet w... Kraju Basków.

Ucieczki z PRL-u od wielu lat stanowią ciekawy temat rozmaitych publikacji. O tym zjawisku, które było bardzo powszechne w latach 1945–1989, napisano kilkadziesiąt książek, a przynajmniej kilka z nich jest wręcz fascynujących. Reportaży i innego rodzaju artykułów powstało pewnie kilkaset, jeśli nie więcej. Powód ucieczki zawsze był ten sam: poszukiwanie lepszego życia na Zachodzie w porównaniu z ogarniętym szarzyzną i mizerią miejscem, gdzie nadzieja nie umierała, bo tak naprawdę nigdy nie zdążyła się narodzić.

Jeśli wierzyć statystykom, z Polski w latach 1945–1981 uciekło około miliona osób. Najliczniejszy eksodus nastąpił jednak po wprowadzeniu stanu wojennego. Szacuje się, że po grudniu 1981 roku nielegalnie z Polski wyjechało od 800 tysięcy do 1,3 miliona ludzi. Zdarzały się spektakularne ucieczki, jak ta nieletnich braci Zielińskich, ale najczęstszym sposobem przedostania się na drugą stronę żelaznej kurtyny był legalny wyjazd, a następnie podjęcie decyzji o pozostaniu na Zachodzie.

W związku z powyższym nieco łatwiej w taki właśnie sposób przedostać się do lepszego życia mieli sportowcy. Chodziło rzecz jasna o to, że mieli oni większe możliwości wyjazdów za granicę, po to by reprezentować barwy czy to klubowe, czy reprezentacyjne. Trudno jest określić dokładną liczbę sportowców, którzy zdecydowali się na taki krok. Orientacyjnie można powiedzieć, że było ich kilkuset, a w gronie tym nie brakowało hokeistów. Opisaliśmy już w naszym serwisie historię Mirosława Sikory, który w 1977 roku został w Republice Federalnej Niemiec. Na pozostanie w Austrii w 1982 roku zdecydowali się Bogusław Maj, Justyn Denisiuk i Andrzej Małysiak. Rok później dwóch kolejnych hokeistów postanowiło nie wracać do Polski.

Taksówką ku wolności

Anglet, niewielkie, 40-tysięczne miasto po francuskiej stronie Kraju Basków, jest jednym z nielicznych miejsc we Francji, gdzie hokej na lodzie cieszy się popularnością. To właśnie tam w 1983 roku rozegrano mistrzostwa świata do lat 20 grupy B, na które po rocznej przerwie wybrała się reprezentacja Polski. Biało-czerwoni, zgodnie z przypuszczeniami, liczyli się w walce o awans do grupy A, a o tym, że promocji uzyskać się nie udało, zadecydował pierwszy, przegrany 2:6 mecz ze Szwajcarami. Wszystkie następne spotkania nasi wygrali, w grupie finałowej pokonali Japończyków, a zespół z Azji wygrał z Helwetami. Trzy zespoły miały zatem po tyle samo punktów, ale to Szwajcaria miała najlepszy bilans bramek i awansowała wyżej.

Szat nie rozdzierano, tym bardziej w obliczu tego, co wydarzyło się tuż po zakończeniu turnieju. Wynik sportowy zszedł na dalszy plan. Przypomnijmy, że w Polsce obowiązywał jeszcze stan wojenny, choć formalnie - od końca 1982 roku - był zawieszony. Andrzej Świstak, wychowanek nowotarskiego Podhala, a także Zdzisław Kozłowski, zawodnik Zagłębia Sosnowiec, podjęli decyzję o pozostaniu we Francji

– Nic nie było przygotowane, chociaż myślałem o tym wcześniej. Już podczas pobytu w Biarritz, nad oceanem, podjęliśmy decyzję. Gdy drużyna szykowała się do wyjazdu my wzięliśmy taksówkę, bo pewna polska rodzina zaproponowała nam wcześniej pozostanie w Anglet – mówił w 2021 roku, w rozmowie z portalem rhonefm.ch, Andrzej Świstak.

Taki krok był zupełnym zaskoczeniem dla mieszkających w Polsce rodzin hokeistów. 

– To było totalny szok. Nikt się tego nie spodziewał, nikomu o tym nie mówiłem. Miałem niecałe 20 lat i, podróżując po świecie dzięki hokejowi, widziałem, jak ludzie żyją. A w Polsce życie było bardzo trudne. Co miesiąc dostawaliśmy kartki na mięso, słodycze czy pomarańcze. Zrozumiałem, że tak dalej być nie może. I, że trzeba działać. Teraz, albo nigdy – opisywał przed pięcioma laty Świstak, a warto podkreślić, że był on jednym z najzdolniejszych hokeistów młodego pokolenia. W lidze debiutował jako 16-latek u legendarnego trenera Czesława Borowicza, a w reprezentacji do lat 20 grał już dwa lata wcześniej, również na turnieju MŚ grupy B i również, co ciekawe, we Francji.

Uciec, ale dokąd?

Efekt sportowych ucieczek z PRL-u był zawsze ten sam. Napiętnowanie przez władze i dyskwalifikacja. Świstak, pomimo okoliczności wymienionych wyżej, był w lepszym położeniu życiowym niż wielu Polaków.

– Byłem jednym z najbardziej perspektywicznych zawodników w Polsce, miałem podpisany kontrakt z dużym klubem. Tym bardziej wszyscy byli rozczarowani i zaskoczeni. Najbardziej moi rodzice, z którymi nie mogłem widywać się przez długi czas – mówił szwajcarskiej rozgłośni radiowej, a najczęstszym pytaniem, jakie uciekinierzy z Polski zadawali sobie już po podjęciu decyzji, było "co dalej?".

Świstak i Kozłowski chcieli oczywiście grać w hokeja, ale 18-miesięczne zawieszenie było respektowane we Francji. Ponadto w tamtejszej lidze obowiązywał przepis o możliwości angażu zaledwie dwóch obcokrajowców. Na francuskie obywatelstwo trzeba było dłużej poczekać.

Młodzi polscy hokeiści początkowo nie za bardzo wiedzieli, co ze sobą zrobić, ale szybko znaleźli rozwiązanie. Udali się niecałą godzinę drogi na południowy-zachód do stolicy Kraju Basków, San Sebastian, i tam załapali się do drużyny CHH Txuri Urdin. Pod względem sportowym występy w hiszpańskiej ekstraklasie nie nastręczały Świstakowi i Kozłowskiemu kłopotów. Obaj punktowali aż miło, byli w czołówce najskuteczniejszych zawodników. W sezonie 1984/85 uzbierali odpowiednio 65 i 61 oczek w klasyfikacji kanadyjskiej, a ich zespół sięgnął po mistrzostwo. Nie znamy wprawdzie dokładnej liczby rozegranych przez Polaków spotkań, ale sezon składał się z zaledwie 16 serii gier, więc łatwo policzyć, że poziom naszych graczy był zdecydowanie wyższych od miejscowych hokeistów.

Po odbyciu kary Andrzej Świstak i Zdzisław Kozłowski zyskali możliwość występów we Francji, a ich drogi się rozeszły. Pierwszy z wymienionych pozostał w Anglet, zespół ten występował wówczas na zapleczu ekstraklasy. Poziom był już zdecydowanie wyższy niż w Hiszpanii, a umiejętności wychowanka Podhala spowodowały, że szybko wzbudził zainteresowanie klubów z najwyższej ligi. I tak, w 1987 roku, trafił do Gap. Warto sprawdzić, jak w tamtych czasach wyglądało porównanie klubów polskich i francuskich, bo takie zestawienie da odpowiedź, z czym Świstak miał nad Sekwaną do czynienia. Otóż w sezonie 85/86 mistrz Polski, Zagłębie Sosnowiec, odpadło z Pucharu Europy po dwumeczu z francuskim Saint-Gervais (3:5, 3:3). W rozgrywkach 87/88 Podhale uległo HC Mont-Blanc, klubowi, do którego trafił Kozłowski, 3:5. Rok później Polonia Bytom wygrała z pogromcą Szarotek 7:5, a rok później, z mistrzem Francji z Paryża, zremisowała 7:7.

Orzełek tym razem w koronie

Wyniki mówią zatem jednoznacznie, że poziom francuskiej ekstraklasy był porównywalny z polską ligą. Świstak po dwóch sezonach w Gap przeniósł się do Bordeaux i to w barwach tego klubu spędził łącznie najwięcej czasu i najwięcej przeszedł. Zaliczył spadek do drugiej ligi, a później, po rocznej przerwie, powrót do elity od trzeciego szczebla. W dwóch ostatnich sezonach, gdy miał już obywatelstwo francuskie i posługiwał się personaliami Andre Svitac, na jego bluzie pojawiła się literka C, a do dziś w Bordeaux mówi się o nim, jak o klubowej legendzie. Karierę kończył jednak w trzecioligowym Hawrze, a wcześniej spędził jeszcze po trzy sezony w niższych ligach. W Tuluzie i Lyonie.

Szczególny w karierze Andrzeja Świstaka okazał się początek 1992 roku. Po uciecze do Francji droga do seniorskiej reprezentacji Polski, w której debiut wydawał się kwestią czasu, została zamknięta. Wszystko zmieniło się jednak po 1989 roku. Zmiana systemu politycznego w Polsce oznaczała dla takich sportowców, jak właśnie Świstak, możliwość ponownego reprezentowania barw narodowych. A, że selekcjoner reprezentacji Polski, Leszek Lejczyk, poszukiwał ogranych na dobrym poziomie kandydatów do kadry olimpijskiej przed igrzyskami w Albertrville, wychowanek Podhala spełnił marzenie o grze na najważniejszej sportowej imprezie. Miał niespełna 29 lat i po niemal 9 latach ponownie założył bluzę z orzełkiem na piersi. Z tą różnicą, że orzełek miał już koronę.

Był to, jak wiadomo, ostatni występ polskich hokeistów na igrzyskach olimpijskich, a w kadrze znalazł się nie jeden, a... trzech hokeistów Bordeaux! W dodatku wszyscy ci gracze byli wychowankami Podhala. Oprócz Andrzeja Świstaka trener Lejczyk powołał Kazimierza Jurka, który w 1984 roku, również po MŚ U-20 we Francji, został w tym kraju, a także Roberta Szopińskiego. Ostatni z wymienionych wyjechał grać nad Sekwanę w 1991 roku, już legalnie. Świstak, Jurek i Szopiński byli trójką z piątki stranieri w naszej kadrze. Stawkę uzupełniali dwaj zawodnicy występujący w Szwecji. Wojciech Tkacz i Mariusz Czerkawski.

Syn uciekać nie musiał

Olimpijski bilans Andrzeja Świstaka to sześć meczów i asysta do Mariusza Puzio w przegranym 1:9 meczu z Finami. W tym samym roku gracz Bordeaux znalazł się w kadrze reprezentacji Polski na Mistrzostwa Świata Grupy A, które rozegrano w Czechosłowacji. Spotkał w niej kolejnego z uciekinierów, czyli Bogusława Maja, który wzmocnił drużynę jako zawodnik niemieckiej ekstraklasie. Zaciąg zawodników z lig zagranicznych nie uchronił jednak naszej drużyny narodowej od spadku z grupy A. A paradoks polegał na tym, że biało-czerwoni w meczu o utrzymanie przegrali 1:3 z... Francuzami, którzy pierwszy raz w historii grali na tak wysokim poziomie.

Występ na ZIO w Albertrville i MŚ w Pradze i Bratysławie to jedyne akcenty w reprezentacyjnej karierze Andrzeja Świstaka. Klubową przygodę z hokejem wychowanek Podhala kontynuował jeszcze przez ponad dekadę i łączył ją z pracą trenerską. Później poświęcił się już pracy z młodzieżą. M.in. w jednym z mocniejszych francuskich ośrodków szkoleniowych, czyli w Rouen. Od 2010 roku, z powodzeniem, pracował w Szwajcarii. Warto również pamiętać, że hokejem od wielu lat zajmuje się jego syn, Alexis Svitac. Występował w naszej ekstralidze, w Podhalu Nowy Targ i Orliku Opole, a ostatnie dwa sezony spędził w I lidze. W barwach Naprzodu Janów.

Czytaj także:

Liczba komentarzy: 0

Komentarze

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zaloguj się do swojego konta!
© Copyright 2003 - 2026 Hokej.Net | Realizacja portalu Strony internetowe