- Najgorsze jest patrzenie z boku, zwłaszcza gdy zespołowi nie idzie. Ciągnęło mnie strasznie na lód, ale nie mogłem tego przyspieszyć - przyznaje Grzegorz Pasiut, który ostatnie pięć spotkań, z powodu dyskwalifikacji, musiał oglądać z perspektywy kibica.