GKS Katowice odniósł ważne zwycięstwo, pokonując na wyjeździe Unię Oświęcim 3:1. Dzięki temu triumfowi podopieczni Jacka Płachty awansowali na drugie miejsce w tabeli. Biało-niebiescy ponieśli trzecią porażkę z rzędu i w konsekwencji spadli na szóstą lokatę.
Spotkanie nie stało na najwyższym poziomie. W grze obu zespołów sporo było mankamentów, a momentami również chaosu. W tych warunkach hokejowej przyrody lepiej odnaleźli się katowiczanie, którzy ważny krok w kierunku zwycięstwa postawili już w pierwszej odsłonie. Prowadzili bowiem 2:0 i przetrzymali dwa okresy gry w przewadze.
Róbert Kaláber przed starciem z GieKSą miał spory ból głowy. Musiał zestawić skład bez leczących urazy Reece'a Scarletta, Lukasha Matthewsa i Jakuba Kubeša (urazy), a także bez zawieszonych na jedno spotkanie Martina Kasperlíka i Villego Heikkinena. W zestawieniu znaleźli się Joe Morrow, Nick Moutrey i Mika Partanen. Dodajmy, że w ekipie z alei Korfantego nie wystąpił tylko Mateusz Bepierszcz.
Proste środki
Wynik spotkania już w 4. minucie otworzył Ian McNulty, który zmienił tor lotu krążka po uderzeniu Jacoba Lundegårda spod linii. Igor Tyczyński nie zdążył w porę zareagować i guma wtoczyła się do bramki.
Podopieczni Róberta Kalábera mogli szybko wyrównać, ale nie zdołali zamienić na gola dwóch okresów gry w przewadze. I za swoją nieskuteczność zapłacili wysoką cenę. W 14. minucie na 2:0 dla gości podwyższył Mateusz Michalski, który popracował na bramkarzu i przekierował do bramki krążek uderzony przez Albina Runessona.
Katowiczanie w 18. minucie mogli zdobyć trzeciego gola, ale Jean Dupuy nie zdołał pokonać Tyczyńskiego w sytuacji sam na sam. 19-letni golkiper rozciągnął się jak długi i efektownie obronił uderzenie Kanadyjczyka.
Gospodarze bez amunicji
Oświęcimianie również po przerwie nie zdołali znaleźć sposobu na Jespera Eliassona, który pewnie strzegł swojego posterunku.
Wicemistrzowie Polski mieli kilka okazji, by przesądzić o losach spotkania. W 26. minucie od bramką "Tyczki" mocno się zakotłowało, a młody golkiper dał próbkę dobrego refleksu, broniąc najpierw uderzenie od zakrystii Michalskiego, a następnie dobitkę Joony Monto. Z kolei chwilę później kontry Bartosza Fraszki nie zdołał zwieńczyć Patryk Wronka, który posłał gumę nad poprzeczką. Niecelne okazało się też uderzenie Grzegorza Pasiuta z 32. minuty.
Odrobinę nadzieje w serca oświęcimskich kibiców wlał jeszcze Joe Morrow. Kanadyjski obrońca, w 52. minucie, po wygranym przez Romana Ráca wznowieniu i sprawnym dograniu Miiki Partanena, popisał się soczystym uderzeniem bez przyjęcia. Eliasson nie zdołał w porę zareagować.
Pod koniec trzeciej odsłonie byliśmy świadkami pojedynku pięściarskiego pomiędzy Hoffmanem a Partanenem, w którym aktywniejszy był kanadyjski defensor. Obaj zawodnicy zostali odesłani do szatni, a chwilę później kropkę nad "i" postawili goście. Stało się to po szybkiej kontrze trzech katowickich muszkieterów. W jej ostatniej fazie idealne dogranie Grzegorza Pasiuta wykorzystał Patryk Wronka.
KS Unia Oświęcim - GKS Katowice 1:3 (0:2, 0:0, 1:1)
0:1 Ian McNulty - Jacob Lundegård (03:04),
0:2 Mateusz Michalski - Albin Runesson, Juho Koivusaari (13:50),
1:2 Joe Morrow - Mika Partanen, Roman Rác (51:24),
1:3 Patryk Wronka - Grzegorz Pasiut, Bartosz Fraszko (57:44).
Sędziowali: Przemysław Gabryszak, Bartosz Suski (główni) - Maciej Byczkowski, Michał Gerne (liniowi).
Minuty karne: 27-29.
Strzały: 32-35.
Widzów: 1648.
Unia Oświęcim: I. Tyczyński - A. Söderberg, J. Morrow; S. Petráš, D. Olsson Trkulja, N. Moutrey - B. Florczak, A. Mäkelä; M. Partanen (25), R. Rác, O. Peresunko - R. Diukow, M. Mościcki; E. Ahopelto, R. Galant, M. Kusak - K. Prokopiak; A. Ziober (2), Ł. Krzemień, A. Prusak.
Trener: Róbert Kaláber
GKS Katowice: J. Eliasson - A. Runesson, J. Lundegård; P. Wronka, G. Pasiut, B. Fraszko - A. Varttinen, T. Verveda; J. Hofman, S. Anderson, J. Dupuy - B. Chodor (2), Z. Hoffman (27); M. Michalski, J. Monto, J. Koivusaari - K. Maciaś; M. Dawid, I. McNulty, J. Hofman.
Trener: Jacek Płachta
Czytaj także: