W swoim ostatnim meczu w tegorocznej edycji Hokejowej Ligi Mistrzów GKS Tychy przegrał na własnym lodzie z Lukko Rauma 4:5. Spotkanie było pełne zwrotów akcji, a trójkolorowi do 47. minuty prowadzili 4:3 i byli o krok od sprawienia dużej niespodzianki.
Podopieczni Pekki Tirkkonena na tle silnego i klasowego rywala zaprezentowali się solidnie, pokazując momentami odważny i szybki hokej. O końcowym wyniku, jak to bywa w takich spotkaniach, przesądziły detale.
Czwarta drużyna minionego sezonu fińskiej Liigi w końcówce meczu zaprezentowała więcej hokejowej dojrzałości, spokoju i skuteczności. Efekt był taki, że na 48 sekund przed końcem regulaminowego czasu gry gola na wagę zwycięstwa strzelił Leo Tuuva, który wykorzystał dogranie Aarnego Intonena. Z kolei w 56. minucie sytuacji sam na sam z Danielem Salonenem nie wykorzystał Rasmus Heljanko. Gdyby trafił, to kto wie czy to nie trójkolorowi cieszyliby się z końcowego triumfu.
Miłe złego początki
Spotkanie rozpoczęło się idealnie dla tyszan. Już w 3. minucie ustawiony za bramką Alan Łyszczarczyk sprytnie dograł do Bartłomieja Jeziorskiego, a ten popisał się precyzyjnym uderzeniem z korytarza międzybulikowego i pokonał golkipera gości.
Pięć minut później był już remis. Ekipa z południa Finlandii wykorzystała fakt, że tyszanie przedłużyli zmianę. Po sprawnym rozegraniu krążka sposób na Tomáša Fučíka znalazł Antti Saarela, który przymierzył z bulika. Bramkarz tyszan w 17. minucie musiał przełknąć kolejną gorzką pigułkę, bo podczas power playu pokonał go Steven Jandric.
Mistrzowie Polski nie zamierzali się poddawać i w 28. minucie wyrównał Henri Knuutinen, który przekierował do fińskiej bramki uderzenie Marka Viitanena.
Jednak już po dwóch minutach Onni Korkka pociągnął z nadgarstka z końca lewego bulika i dał Lukko prowadzenie 3:2.
Emocji co niemiara
Po przerwie tyscy kibice przeżyli prawdziwy rollercoaster. W 41. minucie Mateusz Bryk potężnym uderzeniem spod niebieskiej doprowadził do remisu, a trzy minuty później Filip Komorski wykorzystał błąd bramkarza rywali. Daniel Salonen źle wybił krążek i nastrzelił nim kapitana GKS-u. "Komora" opanował gumę i dosłownie wjechał z nią do bramki.
Ale w końcówce chłodniejszymi głowami i lepszą skutecznością wykazali się goście. W 48. minucie Korkka zaskoczył zasłoniętego Fučíka, a o losach spotkania przesądził Leo Tuuva.
GKS Tychy - Lukko Rauma 4:5 (1:2, 1:1, 2:2)
1:0 Bartłomiej Jeziorski - Alan Łyszczarczyk (02:24),
1:1 Antti Saarela - Pathrik Westerholm, Ponthus Westerholm (07:40),
1:2 Steven Jandric - Antoine Morand (16:16, 5/4),
2:2 Henri Knuutinen - Mark Viitanen, Mateusz Bryk (27:26),
2:3 Onni Korkka - Antoine Morand (29:27),
3:3 Mateusz Bryk - Filip Komorski, Dominik Paś (40:22),
4:3 Filip Komorski (43:22),
4:4 Onni Korkka (47:09),
4:5 Leo Tuuva - Aarne Intonen (59:12).
Sędziowali: Bartosz Kaczmarek, Wojciech Czech (główni) - Michał Gerne, Michał Żak (liniowi).
Minuty karne: 4-8.
Strzały: 17-30.
Widzów: 1768.
GKS Tychy: T. Fučík - O. Viinikainen, M. Bryk; D. Paś, F. Komorski (2), B. Jeziorski - O. Kaskinen, V. Kakkonen; H. Knuutinen, J. Monto, M. Viitanen - J. Walli, B. Pociecha; M. Lehtonen (2), H. Kuru, R. Heljanko - O. Bizacki, K. Sobecki; A. Łyszczarczyk, R. Drabik, M. Gościński.
Trener: Pekka Tirkkonen.
Lukko: D. Salonen - N. Almari (2), J. Stenqvist; A. Saarela, P. Westerholm, P. Westerholm - A. Välilä, É. Gélinas; S. Jandric, A. Morand, A. Beaucage - A. Olsson, N. Viitasalo; L. Tuuva (2), A. Intonen, J. Krannila - O. Korkka; T. Haapanen, A. Joki, H. Ikonen (2) oraz L. Hämäläinen.
Trener: Tomi Lämsä
Czytaj także: