Hokej.net Logo
KWI
11
KWI
16
KWI
17
KWI
24
KWI
25

Marcin Kolusz zaliczył przymusową przerwę, ale czy wróci do składu?

Marcin Kolusz zaliczył przymusową przerwę, ale czy wróci do składu?

Marcin Kolusz zaliczył pięć meczów poza składem i ma nadzieję, że ta niefortunna passa już się zakończyła. To jednak wcale nie jest pewne, ale po ostatniej porażce w Nowy Targu jest wielce prawdopodobne, że trener Jirzi Szejba będzie chciał coś zmienić. Wicemistrzowie kraju z Tychów w dwumeczu z "Szarotkami stracili aż pięć punktów.

Jeszcze poczekajmy, jeszcze się nie śpieszmy, jeszcze tyle można znieść - to fragment refrenu znanej przed laty piosenki, pasujący do sytuacji GKS-u Tychy po 8 meczach ligowych. Wicemistrzowie z Tychów do tej pory stracili tylko i aż 6 punktów, ale 5 nich z Podhalem Nowy Targ i trochę ich to zabolało. - Czas na podsumowania przyjdzie dopiero po II rundzie Pucharu Kontynentalnego, za niecałe trzy tygodnie. Dopiero po tym występie będziemy mogli ocenić, co nam lżej lub mocniej dolega - wyjaśnia szef sekcji hokejowej, Wojciech Matczak.

Brak skuteczności

Pierwsze spotkanie z góralami tyszanie przegrali po dogrywce 2:3, choć wydawało się, że mecz zakończy się ich zwycięstwem. Krzysztof Zapała zapewnił „Szarotkom” na 2 sek. przed końcem regulaminowego czasu remis, a w potem trafił Dariusz Gruszka. Rewanż zakończył się porażką 2:4, a oba sukcesy na swoje konto zapisał trener Marek Rączka, który w „awaryjnym” trybie zastąpił zdyskwalifikowanego Marka Ziętarę. W piątek w Opolu „Szarotkami” będzie kierował już Ukrainiec Witalij Semenczenko.

Bilans w strzałach w obu potyczkach wynosi 83:41 dla tyszan i wniosek nasuwa się niemal samoistnie. Brak skuteczności zaważył na obu porażkach.

- Na pewno hokeiści w żadnym calu nie zlekceważyli rywala, bo mecze zawsze były zacięte - wyjaśnia Matczak. - Porażek nie można tłumaczyć tylko skutecznością, a raczej jej brakiem, bo to nie jest żadne tłumaczenie, ale uproszczenie sprawy. Musimy spokojnie popracować i zobaczymy, co nam czas przyniesie. Teraz nie ma co wyciągać daleko idących wniosków, bo raptem mamy 8 spotkań ligowych, a przed nami turniej Pucharu Kontynentalnego. A wcale nie ukrywamy swoich aspiracji.

Hokeiści Podhala we wtorek prowadzili już 3:0, choć goście oddali 16 strzałów w ciągu jednej tercji (sumie 38).

- Skuteczność, skutecznością, ale jeżeli Jarmo Jokila przy pierwszym golu przejeżdża przez całe lodowisko i dopiero w końcowych fragmentach próbuje go zatrzymać, bezskutecznie Remigiusz Gazda... - szybko wyjaśnia szef sekcji. - Przy drugim trafieniu Jokili spóźnił się z interwencją Mateusz Bryk. Oczywiście, można wszystko zrzucić na skuteczność, ale przecież nie można zapominać o obronie, która powinna się zaczynać daleko od własnej strefy. Podkreślam, że szczyt formy powinien przypaść na II rundę Pucharu Kontynentalnego.

Komfort czy dyskomfort?

Pilnie obserwowaliśmy ruchy transferowe w Tychach i bilans wyszedł na plus. Zespół znalazł się w komfortowej sytuacji, bo ma dwóch wartościowych bramkarzy, aż 9 defensorów oraz 14 napastników. Nie pamiętamy, by na przestrzeni kilkunastu sezonów w Tychach był taki wybór nie tylko ilościowy, ale również jakościowy. Obok doświadczonych zawodników jest wielu młodych, mających przed sobą spore reprezentacyjne perspektywy.

Jest również pewien dyskomfort, bo jeden z bramkarzy musi zająć miejsce tylko w boksie, zaś obrońca i dwóch napastników zostaje odesłanych na trybuny. Na pewno cierpią z tego powodu okrutnie. A najbardziej z nich Michał Woźnica, który od początku sezonu długo czekał na swój debiut. Patryk Kogut miał kłopot z udem i w meczu z Podhalem jego miejsce zajął wychowanek tyszan, który za GKS-em wskoczyłby w ogień.

Po pierwszym przegranym meczu 2:3 ze składu, ku zaskoczeniu kibiców, wypadł Marcin Kolusz, kapitan reprezentacji kraju, który był poza kadrą już ich pięć. Nie pamiętamy takiego przypadku w naszej lidze, by jeden z czołowych zawodników siedział przed TV, gdzie jego drużyna gra w jego rodzinnym mieście!

- Dlaczego jestem poza składem, odsyłam do trenera, bo mnie tylko wypada zaakceptować tę sytuację. Trenowałem, trochę się nudziłem i czekam na swój czas i, mam nadzieję, dostanę szansę już w najbliższym meczu z Toruniem - stwierdził niezwykle dyplomatycznie „grzesznik”.

- Taka jest kolej losu i wszyscy jesteśmy zdania, że od Marcina należy wymagać zdecydowanie więcej niż od pozostałych graczy ligowych - mocno akcentuje kierownik Matczak. - Trenerzy dali mu czas na treningi i pewnie wróci do zespołu. Najważniejsze, by w Pucharze Kontynentalnym był w najwyższej formie. I tego oczekuję nie tylko od Marcina, ale też od jego kolegów.

Teraz przed Tychami teoretycznie słabsi rywale, ale hokeiści nie mogą lekceważyć żadnego z nich.

Włodzimierz Sowiński - Dziennik Sport

Czytaj także:

Liczba komentarzy: 0

Komentarze

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zaloguj się do swojego konta!
© Copyright 2003 - 2026 Hokej.Net | Realizacja portalu Strony internetowe