Hokeiści Unii Oświęcim przegrali na wyjeździe z KH Energa Toruń 1:4 w szóstym meczu ćwierćfinału play-off. Oświęcimianie mieli ogromne problemy ze skutecznością, bo pomimo oddania aż 44 strzałów tylko raz pokonali znakomicie dysponowanego Antona Svenssona. Po spotkaniu głos zabrał Roman Rác, jeden z najbardziej doświadczonych zawodników biało-niebieskich.
Zespół z grodu nad Sołą dobrze wszedł w spotkanie i od początku potrafił stworzyć sobie kilka groźnych sytuacji. Brakowało jednak najważniejszego, czyli skutecznego wykończenia akcji.
– Przyjechaliśmy tutaj zakończyć serię. Mieliśmy mnóstwo okazji, ale bramkarz Torunian notował niesamowite interwencje – przyznał Rác na antenie TVP Sport.
Kluczowe dla przebiegu meczu okazały się momenty w pierwszej części spotkania. Po indywidualnych błędach goście stracili dwie bramki, co było dla gospodarzy zastrzykiem pewności siebie.
– Dostaliśmy dwie szybkie bramki i to dodało rywalom siły i pewności siebie. Te trafienia były decydujące – ocenił słowacki napastnik.
Mimo kilku dogodnych okazji, jak te Daniela Olssona Trkulji czy Damiana Tyczyńskiego, oświęcimianie nie potrafili zdobyć kontaktowego gola. Po czterdziestu minutach przegrywali już 0:4 i ich sytuacja była bardzo trudna.
– Gdy bramki nie wpadają, każdy zawodnik się frustruje. Szkoda, że nie zdobyliśmy gola na 2:1, bo wtedy ten mecz mógł skończyć się nawet po dogrywce. Faktem jest, że rywale wygrali dzięki swojemu bramkarzowi – podkreślił Rác.
Seria ćwierćfinałowa pozostaje jednak nierozstrzygnięta. Po sześciu spotkaniach jest remis 3:3, a o awansie do półfinału zdecyduje siódmy mecz. Zdaniem zawodnika Unii duże znaczenie może mieć przewaga własnego lodu.
– Mówi się, że to, że siódmy mecz rozgrywasz na własnym lodzie nie ma znaczenia. Ja uważam, że ma, bo zawsze lepiej gra się u siebie. Ale ten mecz będzie specyficzny – zaznaczył.
Mimo bolesnej porażki w Toruniu w drużynie z Oświęcimia nie brakuje wiary przed decydującym starciem.
– Każdy będzie chciał go wygrać, ale taka jest faza play-off. Podchodzimy do tego z podniesioną głową i nie jesteśmy podłamani. Wiedzieliśmy, że ta seria będzie trudna – zakończył Roman Rác.
Czytaj także: