Czasy, gdy każdy zawodnik, nawet obrońca, musiał regularnie zdobywać bramki, powoli odchodzą w zapomnienie. Współczesny hokej NHL to gra ról, w której ofensywni obrońcy błyszczą kreatywnością, a ich partnerzy dbają o porządek w defensywie. Cale Makar, jeden z najbardziej widowiskowych i ofensywnie usposobionych obrońców w lidze, potrzebuje kogoś, kto zabezpieczy tyły i pozwoli mu grać swoje. Tym kimś jest Josh Manson – zawodnik, który w tym sezonie przeżywa prawdziwy renesans kariery i pokazuje, że twarda gra wciąż ma swoje miejsce w NHL.
Ducks to była rozgrzewka
Josh Manson przez większość swojej kariery był związany z Anaheim Ducks. Trafił do NHL w 2014 roku i szybko zyskał reputację solidnego, fizycznego obrońcy, który nie boi się kontaktu i potrafi stanąć w obronie kolegów. W Ducks pełnił rolę klasycznego "stay-at-home defenseman" – zawodnika skupionego na defensywie, blokowaniu strzałów i grze ciałem. Nie był gwiazdą, ale był fundamentem, na którym budowano formacje obronne. Jednak w pewnym momencie Anaheim zaczęli przebudowę składu, a Manson, zbliżający się do peaku, nadawał się na wymianę jak niemieckie hełmy na front.
W marcu 2022 roku trafił do Colorado Avalanche, drużyny aspirującej do zdobycia Pucharu Stanleya. Ten ruch okazał się strzałem w dziesiątkę zarówno dla klubu, jak i dla samego zawodnika. W Colorado znalazł środowisko, które idealnie pasuje do jego stylu gry – szybkie, ofensywne, ale potrzebujące kogoś, kto zadba o porządek w obronie.
Renesans po trzydziestce
Obecny sezon to bez wątpienia najlepszy okres w karierze Mansona. Choć nigdy nie był obrońcą punktującym na miarę Makara, jego wpływ na grę Avalanche jest ogromny. Statystyki mówią same za siebie – więcej minut na lodzie, lepsze wskaźniki strzałów, a przede wszystkim stabilność w grze defensywnej. Liczba i celność jego strzałów jest tu szczególnie interesująca, bo od tego sezonu zawodnik dużo częściej i dużo chętnie wrzuca krążek na bramkę w nadziei, że ten odbije bramkarz, a któryś z kolegów dokończy dzieła. Bywały kampanie, gdy defensor zdawał się kij potrzebować tylko dlatego, że wymagały tego przepisy.
Obecnie, Manson nie tylko świetnie czyta grę, ale też coraz częściej włącza się do akcji ofensywnych, co wcześniej zdarzało się sporadycznie. Jego obecność daje Makara komfort, by ten mógł grać także z atakiem bez obaw o kontrę rywali. To idealne uzupełnienie – duet, który łączy finezję z siłą. Widać to w każdym meczu Avalanche, gdy Makar rusza do przodu, Manson zostaje z tyłu, kontroluje sytuację i neutralizuje zagrożenia. To nie jest rola, która trafia na pierwsze strony gazet, ale bez niej po prostu nie wygrywa się spotkań na poziomie, na jakim robią to "Lawiny".
"Lifetime learning”
Josh Manson ma 34 lata, a mimo to przeżywa sezon życia. W hokeju to wiek, w którym wielu zawodników zaczyna myśleć o końcu kariery, a tymczasem Manson gra jak nigdy dotąd. Co więcej, robi to w stylu, który wymaga ogromnej fizyczności – bije się, blokuje strzały, gra twardo przy bandach. To nie jest typowy "late bloomer", który nagle zaczął zdobywać punkty. To zawodnik, który przez lata był solidnym rzemieślnikiem, a teraz stał się kluczowym elementem mistrzowskiej układanki.
Jego progres to efekt doświadczenia, pracy nad sobą i idealnego dopasowania do systemu Avalanche. Trenerzy Colorado wiedzą, jak wykorzystać jego mocne strony – nie oczekują od niego spektakularnych rajdów, ale wymagają stabilności, odpowiedzialności i gotowości do gry fizycznej. Manson daje im to wszystko, a dodatkowo wnosi do szatni spokój i pewność siebie, które są bezcenne w długim sezonie NHL. System "Lawin” sprawdza się w "Lawinach", ale niekoniecznie poza nimi. Mikko Rantanen zdaje się bywać troszkę "sierotką" próbującą być lwem odkąd przeniósł się do Dallas.
Co dziś? Co dalej?
Dziś Manson gra w pierwszej formacji z Cale’em Makarem, co samo w sobie jest ogromnym wyróżnieniem. Tacy zawodnicy jak on rzadko spędzają całą karierę w jednym lub dwóch klubach, ale wszystko wskazuje na to, że Manson może być jednym z wyjątków. W Colorado jest uwielbiany – zarówno przez kibiców, jak i przez kolegów z drużyny. Oczywiście, jeśli Avalanche zdobędą Puchar Stanleya, pojawi się pytanie o przyszłość. Czy Manson zostanie, czy skusi go większy kontrakt gdzie indziej? Na razie jednak nic nie wskazuje na rozstanie. W Denver znalazł swoje miejsce, a jego rola w drużynie jest nie do przecenienia. Wydaje się, że jest typem zawodnika, który bardziej ceni stabilność i atmosferę niż pogoń za pieniędzmi, choć w NHL nigdy nie można być pewnym czegokolwiek.
Josh Manson to przykład zawodnika, który w dojrzałym wieku potrafił odnaleźć nową energię i znaczenie w NHL. W czasach, gdy ofensywni obrońcy dominują w gazetach, on pokazuje, jak ważna jest równowaga między atakiem a obroną. Bez niego Cale Makar miałby słabsze, jeśli nie dużo słabsze, statystyki +/- i nie mógłby rozwijać się na następnym dla siebie poziomie (o ile da się jeszcze bardziej).
Czytaj także: