Hokej.net Logo

Oświęcimska odyseja w Pucharze Europy. Na finał jechali dwa dni!

Oświęcimska odyseja w Pucharze Europy. Na finał jechali dwa dni!

Jesienią i zimą 1992 roku mistrz Polski znad Soły spisywał się fenomenalnie w starciach z najmocniejszymi europejskimi drużynami. Jak równy z równym walczył z późniejszym triumfatorem, a w całych zmaganiach zaszedł wyżej od mistrza Czechosłowacji.

Unia Oświęcim, jako mistrz Polski, po zdobyciu pierwszego w swej historii, pamiętnego tytułu w sezonie 1991/92, w pierwszej fazie rozgrywek Pucharu Europy trafiła do grupy F. 19 zespołów przystępujących do rywalizacji na tym poziomie, podzielono na 6 grup. 6 pozostałych ekip, mistrzowie Francji, Włoch, Niemiec, Rosji, Szwecji i Szwajcarii, było rozstawionych w kolejnej rundzie. Dobór rywali nie okazał się dla oświęcimian przerażająco trudny, ani też nie oznaczał spacerku. Słaba Energija Elektrenai z Litwy i zdecydowanie mocniejszy Sokił Kijów przyjechały do Oświęcimia w październiku 1992 roku i wszelkie przedturniejowe dywagacje się potwierdziły.

Debiut biało-niebieskich na międzynarodowej arenie wypadł lepiej niż okazale. Kibice nie zawiedli, a podopieczni Stanisława Małkowa zmietli z tafli Litwinów. 8:1 było już po pierwszej odsłonie, a finalnie Unia wygrała 16:1. Jedną czwartą goli dla oświęcimian strzelił Andrzej Kotoński, po dwa trafienia dorzucili Sławomir Wieloch, Wojciech Tkacz, Piotr Sadłocha i Michaił Szostak, dziś zapisywany Mihails Šostaks, a po jednym: Marek Cholewa, Sławomir Czerwik, Tomasz Gryzowski i Waldemar Klisiak. Tylko po nazwiskach strzelców bramek nie sposób opędzić się od wrażenia, że Unia, jak na tamtejsze realia, "miała pakę".

Gdy następnego dnia Sokił Kijów rozbił Energiję 16:3, stało się jasne, że o awansie do kolejnej fazy zadecyduje polsko-ukraińskie starcie. W niedzielne, późne popołudnie Hala Lodowa przy Chemików pękała w szwach. W prasie napisano, że mecz oglądało 3500 kibiców, choć naoczni świadkowe tam tych wydarzeń nie mają wątpliwości, że publika była liczniejsza. Zaczęło się źle dla biało-niebieskich. Wadim Kułabuchow, dobry hokeista, który pogra później trochę w Sparcie Praga, a następnie, przez wiele lat, będzie występował na taflach zaplecza niemieckiej ekstraklasy, dał prowadzenie Sokiłowi.

Reklamował... dziurę w siatce

Wyrównał, w drugiej odsłonie, Sławomir Wieloch. Pochodzący z Jastrzębia-Zdroju napastnik sprytnie, w swoim stylu, zmieścił krążek w krótkim rogu bramki ukraińskiego zespołu. Młodziutki, 19-letni bramkarz, Aleksander Wjuchin, zareklamował jednak, że guma wpadła do bramki przez dziurę w siatce! Nie było wówczas wideo i czechosłowaccy sędziowie, organoleptycznie, musieli stwierdzić, czy rzeczywiście tak było. Uszkodzenia w siatce się nie dopatrzyli, gola uznali i zrobiło się 1:1. Wjuchin zrobi później piękną karierę, na najwyższym poziomie w Rosji, również w KHL, rozegra 734 mecze. Na kolejny nie dotrze. 7 września 2011 roku zginie w katastrofie wraz z całą drużyną Lokomotiwu Jarosław.

Kijowianie nie dowierzali trochę, że Unia może im zrobić krzywdę. Atakowali z furią i... popełniali błędy. Jeden z nich, pod koniec II tercji, wykorzystał Waldemar Klisiak. A w trzeciej odsłonie na 3:1 podwyższył Szostak. To był znakomity hokeista, choć do Unii trafił już w wieku bardzo dojrzałym, grubo po trzydziestce, z Dynama Ryga. Ale ponad 100 goli na poziomie radzieckiej ekstraklasy, a także dwa złote medale mistrzostw świata juniorów, mówiły same za siebie. Grał w jednym zespole m.in. ze Sławą Fietisowem czy Siergiejem Makarowem.

Sokił, przegrywając dwiema bramkami, natarł z jeszcze większym animuszem, ale oświęcimianie bohatersko się bronili, choć i im trudno było sobie wyobrazić, że są o włos od wygrania meczu z zespołem, który w sezonie 91/92 i 92/93 rywalizował jeszcze w najwyższej lidze Związku Radzieckiego. Ale wiary dodawał im nie kto inny, jak specjalista od niemożliwych wyników, Gabriel Samolej. Najlepszy polski golkiper swoich czasów, nazwany swego czasu przez prasę zza Oceanu "Archaniołem Gabrielem", trafił przed sezonem 92/93 do Unii z Polonii Bytom. I został jednym z bohaterów starcia z kijowianami.

To nie Moskwa, ale...

Sokił w końcówce meczu strzelił kontaktowego gola, do siatki trafił Jewgienij Alipow, który na sezon 93/94 zawita do Tychów, ale na więcej nie starczyło Ukraińcom czasu. Po meczu oświęcimianie przyznawali, że wygrali głównie dzięki świetnemu Samolejowi, a także odrobinie szczęścia, ale nie umniejsza to im w żadnym wymiarze, że dokonali niesamowitej rzeczy. Bo choć Sokił nigdy nie był tak mocnym ośrodkiem na hokejowej mapie ZSRR, jak kluby moskiewskie, to medal mistrzostw Związku Radzieckiego wywalczył. W 1985 roku, brązowy. W całej historii zmagań o mistrzostwo tego kraju na podium stanęły tylko dwa zespoły z innych republik niż rosyjska. Sokił Kijów właśnie i Dinamo Ryga.

Wygrana Unii 3:2 oznaczała awans do półfinału Pucharu Europy. Losowanie okazało się w miarę przyzwoite. Oświęcimianie trafili do grupy ze szwedzkim Malmö IF, francuskim HC Rouen i drużyną z Łotwy, HK Saga Kekava Ryga. Ostatni z wymienionych zespołów był wprawdzie mistrzem swojego kraju, ale trzeba podkreślić, że jego skład nie stanowili najlepsi gracze na Łotwie. Ci, w barwach Dinama Ryga, które występowało w tamtych latach pod nazwą Stars Riga, a następnie Pardaugava Riga, rywalizowali w lidze radzieckiej, a następnie rosyjskiej. Już pierwszy mecz Łotyszy we Francji pokazał, że będą dostarczycielem punktów. Z Rouen Saga Kekava przegrała... 0:13.

Tymczasem oświęcimianie, wspierani przez liczną grupę kibiców, którzy wybrali się w epicką i niewolną od przygód podróż do Francji, rozegrali znakomity mecz przeciwko mistrzowi Szwecji. Gdyby pod koniec spotkania, przy prowadzeniu Malmö 6:5, Wojciech Tkacz wykorzystał znakomitą sytuację, byłby remis. Napastnik Unii trafił jednak w poprzeczkę! Po drugiej stronie tafli stanęło wielu zawodników, którzy wcześniej lub później, osiągali znakomite sukcesy. Zdobywali medale olimpijskie, mistrzostw świata, występowali w NHL. Biało-niebiescy, mimo iż przegrali, zaprezentowali się znakomicie.

Jelcz się zepsuł, było zimno

I na drugi dzień, w rywalizacji z Rouen, nie mieli zbyt wiele do powiedzenia. Przegrali 1:8, ale ciągle mieli szanse, by awansować do turnieju finałowego, bo z każdej z trzech grup przechodziły dalej po dwa zespoły, a także dwie z trzech najlepszych drużyn z trzecich miejsc. Warunek był jeden; trzeba było bardzo wysoko pokonać zespół z Łotwy i łowić na każdy możliwy sposób, w erze bez internetu, informacje z innych turniejów, licząc na korzystne dla Unii rozwiązania. Podopieczni trenera Stanisława Małkowa ze swojego założenia wywiązali się bez zarzutu.

Wygrana 11:1 dała oświęcimianom dodatni bilans bramek – 17:15. Tymczasem na turnieju w Mediolanie sensacyjnie słabo zaprezentował się mistrz Czechosłowacji, Dukla Trenczyn, która nie dość, że zajęła dopiero trzecią lokatę, to dodatkowo z bilansem bramek 8:11. W Helsinkach miejscowy Jokerit też był dopiero trzeci, bramki: 10:11, i takie rozstrzygnięcia oznaczały, że Unia znalazła się w gronie ośmiu najlepszych drużyn w Europie. Był to drugi przypadek, że mistrz Polski awansował do finału Pucharu Europy. Po Polonii Bytom, która dobrnęła do decydującej rozgrywki w sezonie 1984/85.

Düsseldorf otrzymał organizację zawodów, a oświęcimianie awans do finału przypłacili... brakiem Świąt Bożego Narodzenia. Otóż w podróż do Nadrenii-Północnej Westfalii musieli wyruszyć w wigilijny wieczór. Wiadomo, że ponad 1000-kilometrowa podróż wysłużonym Jelczem nie należała do najbardziej komfortowych, ale nie byłoby tak najgorzej gdyby nie to, że po drodze autobus się zepsuł! Trzeba było czekać wiele godzin w szczerym polu na dotarcie kolejnego pojazdu, który wysłano z oświęcimskich zakładów chemicznych. Było zimno, na szczęście udało się załatwić otwarcie położonej kilka kilometrów od miejsca awarii restauracji.

Szwedzi zdobyli Puchar

Miast 25 grudnia Unia dotarła do Düsseldorfu w drugi dzień świąt, czyli na zaledwie kilka godzin przed rozpoczęciem pierwszego spotkania. Nieomal z autokaru wyszli na lód i zagrali z Malmö. Wynik był do przewidzenia, tym bardziej, że Szwedzi tym razem nie zlekceważyli mistrza Polski. Wygrali 5:0, ale na pewno, w związku z przygodami oświęcimian po drodze, nie można powiedzieć, że oba zespoły miały równe szanse.

Unia pokazała bowiem w następnym meczu na tafli słynnej hali przy Brehmstrasse, gdzie wcześniej trzykrotnie goszczono mistrzostwa świata grupy A, że potrafi grać w hokeja. Pokonała 2:1 SC Berno. O tym, jak był to dobry zespół niech świadczy fakt, że Helweci w grupie półfinałowej nieznacznie ulegli Dynamu Moskwa 1:3, a także pokonali fiński Jokerit. To jeszcze nie wszystko, bo rok wcześniej ekipa ta grała o trzecie miejsce w Pucharze Europy. Gdy następnie okazało się, że Szwedzi odnieśli drugie grupowe zwycięstwo z Lion Mediolanum Milano i praktycznie zapewnili sobie finał, stawką meczu oświęcimian z włoskim przeciwnikiem był mecz o trzecie miejsce w Pucharze Europy!

Tego spotkania zespół znad Soły nie wytrzymał jednak fizycznie. O ile przed dwie tercje z bardzo ostro grającym rywalem z Włoch, w którego barwach nie brakowało hokeistów włoskiego pochodzenia zza oceanu, Unia jeszcze się trzymała, o tyle w trzeciej odsłonie nasz zespół pękł. Porażka 3:8 spowodowała, że Unia została sklasyfikowana na miejscach 5-6 w Europie, wraz z niemieckim Düsseldorfer EG. Z perspektywy czasu nikogo nie trzeba przekonywać, jak znakomity wynik udało się osiągnąć biało-niebieskim.

Satysfakcja w obozie oświęcimian była tym większa, ponieważ w finałowym starciu zespół Malmö IF pokonał po rzutach karnych Dynamo Moskwa. A nieco ponad miesiąc przed finałem Unia była dosłownie o włos od tego, by ze szwedzką ekipą nie przegrać. W składzie tego zespołu znajdowali się m.in. Raimo Helmimem, dziś absolutna legenda fińskiego hokeja, Mats Näslund, który za nieco ponad rok zdobędzie z reprezentacją Szwecji złoty medal olimpijski, a także Róbert Švehla, który rozegra niemal 700 meczów w NHL, a medale największych imprez zdobywał zarówno w barwach Czechosłowacji, jak i zdobędzie w reprezentacji Słowacji.

Czytaj także:

Liczba komentarzy: 15

Komentarze

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zaloguj się do swojego konta!
Lista komentarzy
  • Krynio1971
    2025-12-24 22:03:03

    Piękne czasy.

  • KuzynKSU
    2025-12-25 07:47:05

    Tak piękne czasy.
    W meczu z Sokolem ludzie siedzieli po dwóch na krzesełku ja na schodach.
    Mówiło się o 6000 tys.

    • J_Ruutu
      2025-12-25 11:24:40

      6000 tys czyli 6 milionów :D

    • Andrzejek111
      2025-12-25 12:30:22

      6000 tyś.🤣to było według Tempa albo Sportu na ostatnim meczu finałowym z Janowem.

  • jackoka
    2025-12-25 10:48:34

    Gratuluję autorowi, świetnie się czyta i wspomina, myślę że to nie tylko moja opinia, oby więcej takich opowieści innych klubów i z innych lodowisk :)
    🤍 💙 🤍 💙

  • pepe1980
    2025-12-25 10:53:11

    I to była Unia!!!.Grająca z pasja i zaangażowaniem,charakteru też Im nie można odmówić i woli walki.A teraz co gwiazdki kasa a gra to woła o pomste do nieba

    • KOS46
      2025-12-25 11:20:27

      Lepiej tak nie generalizować, bo tak jak teraz, też były różne momenty we wspomnianym sezonie... PE to był sukces a potem w finale Play off gładkie 0-5 i 0-10 od Podhala i detronizacja raczej w kiepskim stylu... Zgadnij co wtedy mówiono? Lepiej nie szafować skrajnymi opiniami.

    • KOS46
      2025-12-25 11:27:20

      Pamięć jest wybiórcza. Pamięta się dobre rzeczy i dobrze, ale wyciąganie daleko idących wniosków na podstawie wybiórczych informacji, prowadzi do tworzenia półprawd, stereotypów itp. Polecam np. artykuł że Sportu "Gdzie Dusseldorf, gdzie Oświęcim"

  • Uruk_Hai
    2025-12-25 11:56:21

    Trzeba pamiętać, że zanim S. Małkow objął Unię Unia dostawała baty w lidze. I oto nagle przyszedł trener, który dawał taki wycisk na treningu że zawodnicy wracający z niego wyglądali jakby byli pijani. Dzi

    • whiteandblue46
      2025-12-25 13:29:47

      O Szostaku też na początku myślano, że za kołnierz nie wylewa bo miał taką specyficzną wiecznie czerwoną twarz:-). Oczywiście nie chlał a jego przyjście zrobiło największą różnicę w grze drużyny. Poza reprezentantami kraju doszedł też bardzo dobry obrońca Aleksejew plus oczywiście jak wspominasz trener Małkow. Dwory zbudowały wtedy mocną ekipę, która potrafiła wygrać z mistrzem Szwajcarii czy Sokołem z ligi ZSRR. Uczciwie też trzeba pamiętać, że nadal mieliśmy wtedy duży kompleks Podhala. Zmienił to dopiero w mentalności trener Sidorenko i zaczęliśmy z tym Podhalem wkońcu wygrywać:-). Dla tej uczciwości to też trzeba przyznać, że rok temu Unia w LM bardzo dobrze reprezentowała polski hokej (może oprócz meczu z Czechami:-).

  • rycho1973
    2025-12-25 12:09:36

    Byłem na meczu z Sokołem. Był to najlepszy mecz Uni na jakim byłem, atmosfera cud.

  • Uruk_Hai
    2025-12-25 12:23:19

    Warto pamiętać że Małkow przejął Unię gdy ta była chłopcem do bicia. W dwa lata stworzył drużynę która w trzeciej tercji niszczyła wszystkich. Płatek, Wieloch, Klisiak to były postacie wielkiego formatu. Słowacja, która zaczęła iść do Elity bała się potwornie tego ataku. Pamiętam jak w tv Bratislava trener uczulał swoich zawodników by nie lekceważyli tego ataku bo go widział i wie co potrafi. Niestety to nie Małkow był trenerem kadry więcej skończyło się jak zwykle.

    • narut
      2025-12-25 22:54:29

      na mś w Bratysławie w 95 roku ? wtedy była dotkliwa wtopa 10-0 ... pamiętam ten mecz bardzo dobrze.. nóż w kibicowskie serce... później jeszcze porażka była z Łotwą - z tych nieprzyjemnych rzeczy... i chyba 3 miejsce na koniec...

  • mario.kornik1971
    2025-12-25 20:00:22

    Dzięki

  • narut
    2025-12-25 22:51:03

    niezłe skalpy wzięła wtedy Unia - Sokół Kijów (oni nie tylko że zdobywali te medale ZSRR wówczas ale i rozgrywali nie raz mecze z drużynami z NHL - nawet filmy są na youtube stare z tymi sparingami) i Berno to na prawdę były wówczas marki.. a Włosi cóż - oni już wówczas ściągali tych Kanadyjczyków włoskiego pochodzenia... i mocno zaczęli nam na poziomie reprezentacyjnym odjeżdżać... no i te nazwiska unickie ówczesne - Tkacz, Cholewa, Wieloch czy Klisiak - nawet ja jako kibic wówczas tylko naszej Reprezentacji je bardzo dobrze znałem...

© Copyright 2003 - 2026 Hokej.Net | Realizacja portalu Strony internetowe