W ramach 29. kolejki TAURON Hokej Ligi zmierzyły się ze sobą drużyny GKS Katowice oraz GKS Tychy. Od początku tempo rozgrywania akcji narzucali gospodarze mając w pamięci bolesna porażkę z ostatniego starcia w Tychach. W starciu nie brakowało bezpośrednich starć i bramek, jednak w tej ważniejszej statystyce zdecydowanie przeważali zawodnicy GieKSy.
Grunt to dobrze wejść w mecz
Gospodarze rozpoczęli spotkanie na wysokiej intensywności, co rusz próbując swoich sił w tercji tyszan. Pierwsze groźniejsze ataki katowickiej ekipy pojawiły się za sprawą dwóch pierwszych formacji. Swoje szanse mieli Fraszko oraz Verveda, jednak wynik spotkania otworzył Patryk Wronka. Polak dość niespodziewanie znalazł się w sytuacji oko w oko z Fučíkiem, ale pewnie wykorzystał szansę wprawiając w euforię zgromadzonych kibiców. Chwilę po stracie bramki kary obejrzeli Walli i Kerkkänen oraz Dupuy. Pierwsza w tym meczu przewaga nie przebiegała po myśli katowiczan, aż sprawy w swoje ręce wziął Grzegorz Pasiut. Fraszko dograł do swojego kapitana, a ten uderzeniem z prawego skrzydła przymierzył pokonując tyskiego bramkarza.
Gospodarze nie myśleli zwalniać tempa dalej forsując wysokie tempo, które ewidentnie nie sprzyjało przyjezdnym. Szanse na lodzie postanowił wyrównać Jean Dupuy traktując ostro na bandzie Kakkonena, za co obejrzał karę dwóch minut. Tyszanie przewagi nie wykorzystali, a pod koniec tercji otrzymali kolejny prezent od Koivusaariego, który faulował Alana Łyszczarczyka. Oznaczało to, że goście rozpoczną kolejną odsłonę w liczebnej przewadze.
Grunt to skuteczna defensywa
Wraz z rozpoczęciem drugiej tercji tyska ofensywa przypuszczała atak za atakiem, jednak katowiccy defensorzy byli czujni lub świetnie interweniował Eliasson. W 29. minucie kapitalną szansę na zdobycie bramki kontaktowej miał Kerkkänen, jednak krążek po jego próbie nie znalazł drogi do bramki. Gra zdawała się wyrównywać po pierwotnej przewadze na początku odsłony ze strony gości, znowu pomocną dłoń do byłego zespołu wyciągnął Dupuy otrzymując karę za natarcie. Podczas gry w przewadze tyszanie mieli sytuacje na złapanie kontaktu, ale kapitalnie spisywał się Eliasson. GieKSa obroniła osłabienie, ale nie minęła minuta, a przyszło im ponownie grać jednego mniej za sprawą kary dla Zacka Hoffmana.
Wydawało się, że w końcu musi paść gol kontaktowy, niemniej na lodzie obejrzeliśmy kolejne starcie, za które podwójną karą mniejszą został ukarany Pociecha oraz pojedynczą karą mniejszą Verveda. Przez minutę graliśmy 4 na 4 i przyszła kolej na minutową przewagę gospodarzy. Przewagę, którą koronkowo rozegrali Monto, Anderson i sfinalizował McNulty strzałem z pomiędzy bulików. Gra nieco zwolniła, a kolejne okazje pojawiały się przed graczami katowickiego GKS-u. Jedną z takich okazji na lewym skrzydle miał Błażej Chodor, który nie omieszkał jej nie wykorzystać. Na przerwę tyszanie zjeżdżali z czterobramkową stratą.
Kara za karą
W trzeciej tercji tempo gry zdawało się nie spadać, a dobrą okazję do podwyższenia prowadzenia mieli Anderson i Fraszko, dwukrotnie klasę w bramce pokazał Fučík. Pierwsza kara w ostatniej odsłonie pojawiła się dopiero w 46. minucie. Przewagę próbowali wykorzystać katowiczanie sprawnie rozgrywając krążek, lecz znowu na posterunku był reprezentant polski. Upłynęły dwie minuty gry i na ławki kar powędrowali Koivusaari oraz Komorski, obaj za ostrość. Tyszanie ledwo zdążyli stworzyć składną akcję, a na gospodarzy została nałożona kolejna kara za spowodowanie upadku przeciwnika. W osłabieniu dobrze bronili się katowiczanie, próbując również uruchomić w kontrze Andersona. Kiedy zestawienia personalne się wyrównały kapitalną akcję dwójkową popisali się gospodarze. Lewym skrzydłem pognał Wronka i nagrał wzdłuż bramki do niepilnowanego Pasiuta, który oddał strzał. Jeszcze lepiej w bramce zachował się Fučík przewidując intencje katowickich napastników odbił krążek lecący do bramki.
Kolejne ataki gospodarzy kończyły się na blokowaniu strzałów przez obronę lub były zatrzymywane przez Fučíka. W 56. minucie dwie kary obejrzeli gospodarze, znowu na ławkę powędrował Dupuy, do którego dołączył Michalski. Momentalnie podwójną przewagę wykorzystali tyszanie za sprawą Henriego Knuutinena. W odpowiedzi na tego gola karę złapał Verveda, co oznaczała ponownie podwójne osłabienie. W ostatnich minutach paradami popisał się dobrze dysponowany dzisiaj Eliasson blokując drogę do katowickiej bramki.
GKS Katowice - GKS Tychy 4:1 (2:0, 2:0, 0:1)
1:0 Patryk Wronka - Ian McNulty (08:23)
2:0 Grzegorz Pasiut - Bartosz Fraszko (09:59, 5/4)
3:0 Ian McNulty - Stephen Anderson, Joona Monto (36:03, 5/4)
4:0 Błażej Chodor - Bartosz Fraszko, Patryk Wronka (39:25)
4:1 Henri Knuutinen - Bartłomiej Pociecha (55:16, 5/3)
Sędziowali: Paweł Breske, Marcin Polak (główni) - Sławomir Szachniewicz, Michał Gerne (liniowi)
Minuty karne: 22-12
Strzały: 35-28
Widzów: 1430
GKS Katowice: J. Eliasson (2) - A. Runesson, J. Lundegård, P. Wronka, G. Pasiut, B. Fraszko - K. Maciaś, T. Verveda (4), M. Michalski (2), S. Anderson, J. Dupuy (8) - B. Chodor, Z. Hoffman (2), M. Bepierszcz, J. Monto, J. Koivusaari (4) - A. Hornik, M. Dawid, D. Olifirczuk, I. McNulty, J. Hofman.
Trener: Jacek Płachta
GKS Tychy: T. Fučík - O. Bizacki, B. Pociecha (4), J. Kerkkänen (2), H. Kuru, R. Heljanko - O. Kaskinen, V. Kakkonen, A. Łyszczarczyk, F. Komorski (2), H. Knuutinen - O. Viinikainen (2), M. Bryk, M. Viitanen, M. Ubowski, M. Gościński - J. Walli (2), K. Sobecki, J. Janik, S. Kucharski, B. Jeziorski.
Trener: Pekka Tirkkonen
Czytaj także: