W starciu Unii Oświęcim z KH Energą Toruń urazu nabawił się Roman Diukow. Białoruski defensor został rzucony na bandę i długo nie podnosił się z lodu. – Jest ryzyko, że nasz zawodnik w tym sezonie już nie zagra – wyjaśnił Mariusz Sibik, prezes biało-niebieskich.
Do zdarzenia doszło w 12. minucie. Jakub Lewandowski twardo potraktował pod bandą Romana Diukowa. Białoruski twardziel próbował, ale finalnie nie dokończył pierwszego meczu ćwierćfinałowego.
Sędzia Bartosz Kaczmarek, choć był blisko sytuacji, nie dopatrzył się przewinienia. Mimo próśb Villego Heikkinena, zastępcy kapitana biało-niebieskich, nie skorzystał też z analizy wideo.
– Dziwię się, że arbiter międzynarodowy nie zauważył tego ewidentnego przewinienia – powiedział nam Mariusz Sibik, prezes TH Unia Oświęcim, a następnie dodał: – Stało się to przy wyniku 0:0, a po tym nieprzepisowym wejściu rywala Roman Diukow nabawił się urazu. Jest ryzyko, że nasz zawodnik w tym sezonie już nie zagra.
Szefostwo oświęcimskiego klubu tuż po sobotnim meczu zgłosiło sprawę do komisarza rozgrywek, domagając się przeanalizowania tej sytuacji.
– Dziś otrzymaliśmy informację, że doszło do przeoczenia faulu, ale zawodnik toruńskiego klubu nie zostanie zawieszony – poinformował Sibik.
Roman Diukow w tym sezonie rozegrał 35 meczów, zdobywając w nich 4 bramki i notując 9 asyst. W klasyfikacji plus/minus wypadł na +20, a sędziowie nałożyli na niego 27 minut karnych.
Czytaj także: