Siedem klubów i 16 sezonów czekania. W końcu spełnił swoje największe marzenie
Dla Taylora Halla był to moment, na który czekał przez całą zawodową karierę. Po 16 sezonach spędzonych w NHL kanadyjski skrzydłowy w końcu mógł wznieść nad głowę Puchar Stanleya.
Jeszcze kilka lat temu wielu zastanawiało się, czy Taylor Hall kiedykolwiek będzie miał okazję walczyć o Puchar Stanleya. Dziś odpowiedź zna już cały hokejowy świat. Po 16 sezonach w NHL i grze dla siedmiu klubów kanadyjski skrzydłowy wreszcie spełnił największe marzenie.
– To wydaje się nierealne – przyznał Hall, stojąc na lodzie T-Mobile Arena w otoczeniu rodziny i kolegów z zespołu po wygranym 3:0 szóstym meczu finału z Vegas Golden Knights. – Kiedy jesteś młody, myślisz, że będziesz miał wiele takich szans. Z czasem zaczynasz rozumieć, jak trudno znaleźć się w tym miejscu.
Taylor Hall i długa droga po Puchar Stanleya
34-letni napastnik został wybrany z numerem pierwszym przez Edmonton Oilers w drafcie NHL w 2010 roku. Już wtedy wróżono mu wielką karierę. Indywidualnie spełnił wiele oczekiwań – pięciokrotnie wystąpił w Meczu Gwiazd, a w 2018 roku zdobył Hart Trophy dla najbardziej wartościowego zawodnika sezonu zasadniczego po znakomitych występach w barwach New Jersey Devils. Brakowało jednak tego najważniejszego.
Przez lata Hall zmieniał kluby w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca. Występował w Edmonton Oilers, New Jersey Devils, Arizona Coyotes, Buffalo Sabres, Boston Bruins i Chicago Blackhawks. Do play-offów docierał sporadycznie, a sukces drużynowy pozostawał poza jego zasięgiem.
Co ciekawe, musiał czekać aż dziewięć sezonów, by po raz pierwszy wystąpić w fazie play-off NHL. Kiedy jako młody zawodnik rozpoczynał karierę, wydawało się, że walka o Puchar Stanleya będzie dla niego czymś naturalnym. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna.
– Nigdy nie wiesz, jaki obrót przybierze twoje życie. W pewnym momencie zaczynasz się zastanawiać, czy to w ogóle się wydarzy – przyznał.
Transfer do Carolina Hurricanes okazał się przełomem
Przełom nastąpił dopiero po transferze do Carolina Hurricanes. Hall szybko odnalazł się w systemie Roda Brind'Amoura i zaakceptował rolę, która różniła się od tej, do której przywykł jako gwiazda i lider ofensywy.
– Od pierwszego dnia czułem, że tutaj pasuję. W tej drużynie nie chodziło o indywidualności. Każdy był gotowy poświęcić się dla wspólnego celu – podkreślił Kanadyjczyk.
W sezonie zasadniczym 2025/26 rozegrał 80 spotkań, zdobywając 18 bramek i notując 30 asyst. Łącznie zgromadził 48 punktów, a jego doświadczenie okazało się niezwykle cenne dla jednej z najlepszych drużyn Konferencji Wschodniej.
Statystyki Taylora Halla w play-offach NHL 2026
Jeszcze większą wartość miał jednak jego wkład w fazie play-off. Hall stworzył niezwykle skuteczną formację z Loganem Stankovenem i Jacksonem Blake'em, a ich linia należała do największych atutów Hurricanes podczas drogi po mistrzostwo.
Kanadyjczyk zakończył play-offy z dorobkiem 19 punktów, zdobywając 7 bramek i notując 12 asyst w 19 meczach. Dodatkowo wypracował imponujący bilans +14, a jego postawa została doceniona również w głosowaniu na zdobywcę Conn Smythe Trophy. W klasyfikacji dziennikarzy ustąpił jedynie kapitanowi Hurricanes Jordanowi Staalowi.
W całych play-offach Hall średnio zdobywał dokładnie punkt na mecz, będąc jednym z liderów ofensywy zespołu z Raleigh.
Gol Taylora Halla w finale Stanley Cup
Tak było również w decydującym spotkaniu finału. Już w 4. minucie meczu Hall wykorzystał znakomite podanie Jaccoba Slavina, uciekł obrońcom Vegas i precyzyjnym strzałem pokonał Cartera Harta, otwierając wynik spotkania. Dla Hurricanes był to gol, który pozwolił uspokoić grę i obrać kurs na drugi w historii organizacji Puchar Stanleya.
W całej serii finałowej skrzydłowy Caroliny zdobył trzy punkty, zapisując na swoim koncie dwa gole i asystę.
– Patrzę na swoją drogę i jestem z niej dumny. Były kontuzje, transfery, rozczarowania i trudne chwile. Nigdy się jednak nie poddałem. To sprawia, że ten moment smakuje jeszcze lepiej – powiedział Hall.
Od Hart Trophy do mistrzostwa NHL
Dla byłego zdobywcy Hart Trophy mistrzowski tytuł jest zwieńczeniem jednej z najbardziej krętych dróg do sukcesu wśród współczesnych gwiazd NHL. Numer jeden draftu. MVP ligi. Siedem klubów. Szesnaście sezonów oczekiwania.
W sezonie 2017/18, gdy sięgał po nagrodę dla najbardziej wartościowego zawodnika NHL, zdobył 93 punkty za 39 bramek i 54 asysty w 76 spotkaniach. Wówczas wydawało się, że największe sukcesy drużynowe są tylko kwestią czasu. Musiał jednak czekać na nie niemal dekadę.
Wreszcie może powiedzieć to, o czym marzył od dziecka: – Jestem zdobywcą Pucharu Stanleya.
Czytaj także:
- Gwiazda Colorado Avalanche z nowym kontraktem? Padła konkretna deklaracja
- Islanders bez kapitana. Jest kilku kandydatów, a wśród nich 18-letni obrońca
- Piłkarski gigant łączy siły z NHL! Bayern Monachium rozpoczyna wieloletnią współpracę
- NHL zawita do Niemiec. W tych miastach zagrają Oilers i Bruins
- Niepokojące wieści w sprawie gwiazdora NHL. Musiał przejść operację

Komentarze