Zaczną finał NHL od nowa! Przesądził niezwykły gol [WIDEO]
Po rozegranym w nocy z wtorku na środę meczu numer 4 finał Pucharu Stanleya zaczyna się od nowa, ale już tylko do 2 zwycięstw. O wyrównaniu stanu rywalizacji przesądził niezwykły gol kapitana Carolina Hurricanes, który popisał się historycznym osiągnięciem.
"Huragany" z Raleigh tej nocy doprowadziły do remisu w najważniejszej rywalizacji hokejowego świata, odnosząc wyjazdowe zwycięstwo 5:3 w 4. spotkaniu przeciwko Vegas Golden Knights. Przykładem jak nikt inny w drużynie Hurricanes świeci w tym finale kapitan Jordan Staal. W T-Mobile Arenie w Paradise nieopodal Las Vegas strzelił 2 gole, w tym tego, który przesądził o wygranej jego drużyny. W 47. minucie spotkania wszystko zaczęło się od fatalnej straty obrońcy Golden Knights Shea Theodore'a, który zza własnej bramki podał krążek wprost do stojącego przed nią gracza rywali Setha Jarvisa. Trener gospodarzy John Tortorella po meczu powiedział jednak, że to nie strata zdenerwowała go najbardziej, bo Carter Hart zatrzymał Jarvisa. Popularny "Torts" był wściekły na swoich zawodników za to, co zdarzyło się później, bo nie potrafili powstrzymać rywali przed ponowieniem tej akcji. Nikolaj Ehlers podał do Staala, a ten w niezwykłych okolicznościach, padając już na lód, strzałem z bekhendu trafił do bramki, mimo rozpaczliwej próby interwencji Harta. A później wykonał "cieszynkę", która pewnie przejdzie do historii, gdy leżąc z twarzą zwróconą w stronę lodu tylko lekko potrząsał rękami.
Staal dał wówczas swojej drużynie prowadzenie 4:3, którego ta już nie oddała, więc jego gol okazał się być zwycięskim. Wcześniej trafił także do siatki na 3:1 jeszcze w pierwszej tercji. Kapitan "Canes" strzelał gole we wszystkich 4 meczach serii finałowej. By znaleźć poprzedniego gracza, który wpisał się na listę strzelców w pierwszych 4 spotkaniach finału, trzeba się cofnąć aż do 1982 roku. Jeden z najlepszych snajperów w historii hokeja Mike Bossy zdobywał wtedy gole we wszystkich meczach wygranego przez New York Islanders 4-0 finału z Vancouver Canucks. Zanim ostatniej nocy Staal trafił po raz pierwszy, jego zespół już miał na koncie 2 gole. Ba, uciszył publiczność strzelając 2 razy w ciągu pierwszych 4 minut. Wynik otworzył w 2. minucie Logan Stankoven, a 2 minuty później na 2:0 podwyższył jego partner z najgroźniejszej w tym play-offie ofensywnej formacji Hurricanes Jackson Blake. Działo się to chwilę po zakończeniu kary Theodore'a. Ale dwubramkowe prowadzenie to w tej serii niewiele. Pierwszy raz w historii finału Pucharu Stanleya zdarzyło się, że w 4 meczach z rzędu drużyny traciły przewagę co najmniej 2 goli. Jeszcze na zdobytego z kontry kontaktowego gola kapitana Golden Knights Marka Stone'a odpowiedział Staal, który odnowił 2-bramkowe prowadzenie, ale w drugiej tercji gospodarze doprowadzili do remisu.
W 25. minucie William Karlsson trafił bez przyjęcia na 2:3, a asystę zaliczył Mitch Marner, który w play-off przewodzi klasyfikacji punktowej (29) oraz "asystentów (19). Z kplei w 38. najlepszy strzelec play-off Brett Howden wyrównał swoim 14. golem w tegorocznych rozgrywkach postsezonowych. Obaj pokonali stojącego w bramce gości Brandona Bussiego. 27-latek, przejęty tuż przed sezonem przez klub z Karoliny Północnej z listy graczy odrzuconych przez Florida Panthers, w swoim pierwszym sezonie w NHL wygrał w bramce Hurricanes 31 z 39 meczów. Przed play-off trener Rod Brind'Amour zapowiadał, że zamierza rotować nim i znacznie bardziej doświadczonym Frederikiem Andersenem, ale Duńczyk bronił na tyle dobrze, że Amerykanin w poprzednich seriach przyglądał się jego grze tylko z boksu. Wszedł jednak do bramki w sobotę od początku trzeciej tercji finałowego meczu numer 3. I choć gol decydujący o porażce jego drużyny padł po rykoszecie od bandy za bramką, a następnie od niego samego, Bussi dostał ostatniej nocy szansę pierwszego w karierze występu od początku meczu play-off. Dość niespodziewanie Andersen, który wczoraj nie brał udziału w treningu, nie był nawet jego zmiennikiem. Brind'Amour powiedział później, że po rozmowie z trenerem bramkarzy doszedł do wniosku, że lepiej dać duńskiemu weteranowi wolny dzień.
A Bussi obronił 18 z 21 strzałów i został pierwszym bramkarzem od 1961 roku, który ze zwycięstwa w swoim debiucie w podstawowym składzie w play-off cieszył się akurat w meczu finałowym. Wygraną jego drużyny przypieczętował w ostatniej minucie meczu Nikolaj Ehlers. Asystujący wcześniej dwukrotnie kolegom Duńczyk zdobył gola, który pokazał, że tego dnia przysłowiowi "hokejowi Bogowie" byli po stronie "Canes". Z własnej tercji chciał tylko wystrzelić krążek rollingiem po bandzie, ale "guma" odbiła się tak, że poleciała prosto do bramki, z której miejscowi wycofali już Harta. Dla Hurricanes to 7. wygrana w 8 wyjazdowych meczach tegorocznej fazy play-off. Teraz jednak, przy stanie 2-2 w serii, obie drużyny wracają do ich hali Lenovo Center w Raleigh. To tam, w nocy z czwartku na piątek polskiego czasu, odbędzie się mecz numer 5. Nikogo nie trzeba przekonywać, jak ważny, ale warto wspomnieć, że w historii NHL 82,2 % drużyn prowadzących 3-2 wygrało cały finał.
Vegas Golden Knights - Carolina Hurricanes 3:5 (1:3, 2:0, 0:2)
0:1 Stankoven - Chatfield - Blake 1:06
0:2 Blake - Hall - Ehlers 3:28
1:2 Stone - Theodore - McNabb 7:22
1:3 Staal - Gostisbehere - Aho 12:48 (w przewadze)
2:3 Karlsson - Andersson - Marner 24:22
3:3 Howden - Sissons - Karlsson 37:06
3:4 Staal - Ehlers 46:32
3:5 Ehlers 59:05 (pusta bramka)
Strzały: 21-28.
Minuty kar: 8-8.
Widzów: 18 939.
Stan serii: 2-2. Piąty mecz w nocy z czwartku na piątek w Raleigh (Karolina Północna).
Czytaj także:
- Gwiazda Colorado Avalanche z nowym kontraktem? Padła konkretna deklaracja
- Islanders bez kapitana. Jest kilku kandydatów, a wśród nich 18-letni obrońca
- Piłkarski gigant łączy siły z NHL! Bayern Monachium rozpoczyna wieloletnią współpracę
- NHL zawita do Niemiec. W tych miastach zagrają Oilers i Bruins
- Niepokojące wieści w sprawie gwiazdora NHL. Musiał przejść operację

Komentarze