Nie żyje były hokeista NHL. Miał 86 lat
Smutne wieści napłynęły z Kanady. W wieku 86 lat zmarł Eddie Joyal, były napastnik NHL, który przez dziewięć sezonów występował w barwach Detroit Red Wings, Toronto Maple Leafs, Los Angeles Kings i Philadelphia Flyers.
Napastnik zadebiutował w NHL 24 stycznia 1963 roku w barwach Detroit Red Wings. Już w pierwszych sezonach był partnerem legendarnego Gordiego Howe'a, a w 1964 roku pomógł zespołowi awansować do finału Pucharu Stanleya.
To właśnie w piątym meczu finałowej serii z Toronto Maple Leafs zdobył zwycięskiego gola, dając Red Wings wygraną 2:1 i prowadzenie 3:2 w rywalizacji do czterech zwycięstw. Ostatecznie jednak "Czerwone Skrzydła" przegrały dwa kolejne spotkania i nie sięgnęło po mistrzowski tytuł.
– Powinniśmy byli wygrać tę serię, ale ją roztrwoniliśmy – wspominał po latach "The Jet", bo taki pseudonim nosił Eddie Joyal.
W 1965 roku został wymieniony do Toronto Maple Leafs, a dwa lata później trafił do Los Angeles Kings w drafcie rozszerzeniowym NHL. To właśnie w Kalifornii rozegrał najlepszy okres swojej kariery, ustanawiając rekordy życiowe – zdobył 57 punktów w sezonie 1967/1968 oraz strzelił 33 gole w rozgrywkach 1968/1969.
Ostatnim klubem Joyala w NHL była Philadelphia Flyers, dla której wystąpił w sezonie 1971/1972. Później kontynuował karierę w lidze WHA.
Łącznie rozegrał 465 meczów sezonu zasadniczego NHL, zdobywając 262 punkty za 105 bramek i 157 asyst. W fazie play-off wystąpił 50 razy, notując 19 punktów (11 goli i 8 asyst).
W rodzinnej Albercie był niezwykle cenioną postacią. W 2016 roku zorganizowano "Eddie Joyal Day", a jedna z ulic w miejscowości St. Albert nosi nazwę Joyal Way, upamiętniając rodzinę byłego hokeisty.
Czytaj także:
- Weteran z wielkim CV w Dallas Stars. Ma pomóc w walce o Puchar Stanleya
- Jedziemy do Dallas i Chicago! NHL na stadionie dla ponad 100 tysięcy widzów!
- Od treningów w domowej piwnicy po gwiazdę NHL. "Uwielbia grać i wygrywać"
- Rekordowy kontrakt w Detroit! Aż 91 milionów dolarów
- Sensacyjny powrót legendy NHL? Rangers chcą ratować sezon. 40-latek znów założy sprzęt?

Komentarze