W meczu 37. kolejki TAURON Hokej Ligi pomiędzy Unią Oświęcim a Comarch Cracovią sędziowie aż trzykrotnie musieli sięgać po analizę wideo. Analiza jednej sytuacji miała ogromny wpływ na dalszy przebieg spotkania i wywołała sporo emocji wśród zawodników, jak i kibiców.
Ekipa z Chemików 4 wygrała 7:6 po dogrywce, choć po meczu nie brakowało opinii, że powinna odnieść pewne zwycięstwo po regulaminowym czasie gry. Stworzyła sobie więcej okazji i na początku ostatniej tercji mogła posłać rywala na łopatki.
Po raz pierwszy, w 12. minucie, o challenge poprosił kapitan gospodarzy Krystian Dziubiński. Zakwestionował on prawidłowość bramki Erika Ahopelto na 2:2, sugerując, że poprzedził ją spalony. Po obejrzeniu powtórek sędziowie zaliczyli trafienie biało-niebieskich i oddalili protesty sztabu szkoleniowego Pasów.
Niezwykle emocjonująca była końcówka spotkania. W 59. minucie trener Krystian Dziubiński zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza, a do odbitego krążka dopadł Mika Partanen i umieścił go w siatce. Wydawało się, że gol na 7:4 rozstrzygnie o losach spotkania.
Arbitrzy znów udali się na analizę wideo i skupili się na sprawdzaniu zdarzenia z udziałem Reece’a Scarletta, do którego doszło kilkadziesiąt sekund przed tym, jak Oświęcimianie zdobyli siódmego gola.
Kanadyjczyk próbując zablokować Fabiana Kapicę uderzył go kijem w okolice krocza i otrzymał za to karę większą i został odesłany do szatni. Gola Partanena anulowano, a grająca w przewadze ekipa spod Wawelu dwa razy wycofała bramkarza i doprowadziła do wyrównania. Igora Tyczyńskiego pokonali Sean Montgomery i Henry Karjalainen.
Z taką interpretacją sędziów nie zgadzał się trener Robert Kaláber, który przekonywał, że atak Scarletta miał charakter wybloku, a nie faulu kwalifikującego się na tak surową karę.
– Dla mnie to była kara na dwie minuty, bo ten ruch nie był od spodu do góry, a sam zawodnik chciał zablokować kij rywala. Dla mnie jest to niemożliwe, żeby za takie zagranie była kara pięciominutowa – kręcił głową 56-letni szkoleniowiec.
Kaláber sam skorzystał z challenge'u, argumentując, że przy trafieniu na 6:6 Taavi Tiala zagrał gumę do Eetu Mäkiego ręką. Po gruntownej analizie protest szkoleniowca Unii oddalono, a bramkę zaliczono.
Czytaj także: