GKS Katowice pewnie pokonał STS Sanok na własnym lodzie 7:2. Wynik spotkania otworzył Kacper Maciaś, zdobywając swoją pierwszą bramkę w sezonie. Poprosiliśmy młodego obrońcę o komentarz do spotkania z sanoczanami, a także do wydarzeń z Pucharu Kontynentalnego.
HOKEJ.NET: – Jak podsumujesz dzisiejsze spotkanie?
Kacper Maciaś: – Jednostronne widowisko z naszej strony, dużo bramek strzelonych, ale moim zdaniem o dwie za dużo stracone. Nie powinniśmy dopuszczać do takich sytuacji, trochę na własne życzenie dostaliśmy te dwie bramki.
Jak wspomniałeś było to jednostronne widowisko, a STS jest w dole tabeli. Jak się zmotywować na takie spotkanie?
– Z szacunku do całej organizacji, kolegów z drużyny, naszych kibiców i szacunku do przeciwnika. Po prostu sport jest taką dziedziną życia, że każdy chce się zaprezentować jak najlepiej. Wiemy, że Sanok ma trudną sytuację organizacyjną. Nikomu nie sprawia radości z nimi wygrywać wieloma bramkami, ale z szacunku do nich staramy się zmotywować i zaprezentować jak najlepsze widowisko.
Wspomniałeś o straconych bramkach. To wina gry obronnej czy braku koncentracji?
– Myślę, że brakowało koncentracji. Widzimy w tabeli jesteśmy drużyną, która jest w czołówce tabeli jeśli chodzi o niewielką ilość straconych bramek. Tak więc uważam, że zawiodła koncentracja i jeśli się nie mylę to dopiero dwie pierwsze stracone bramki z Sanokiem w tym sezonie. Szkoda, że na to pozwoliliśmy, trzeba wyciągnąć wnioski i patrzeć do przodu - na kolejne spotkania.
Wracając do wydarzeń z Nottingham. jak podsumujesz wasz występ w Pucharze Kontynentalnym?
– Moim zdaniem jest niedosyt. Wiadomo, że po pierwszym meczu mieliśmy już mecze w strefie medalowej zapewnione. Mecz z Nottingham był bardzo ciężki, ale najbardziej szkoda, że do medalu zabrakło utrzymania wyniku lub strzelenia kolejnej bramki. Herning jest bardzo klasowym zespołem - byliśmy na podobnym poziomie, a karne to jest loteria. Boli, że nie utrzymaliśmy prowadzenia, które było na początku trzeciej tercji.
Jak tobie się grało na arenie międzynarodowej?
– Na arenie międzynarodowej w GKS-ie gram co roku, w reprezentacji też występuję, więc trochę tych meczów już zagrałem. Jeśli chodzi o samą arenę to lodowisko w Nottingham było bardzo dużych rozmiarów, było sporo miejsca i dziwnie się tam grało. Gdy przeciwnik potrafił dobrze krążkiem operować, to ciężko było mu go wziąć.
Rozmawiał: Karol Pankiewicz
Czytaj także: