Hokej.net Logo
SIE
31

Podium biało-czerwonych nie jest porażką [KOMENTARZ]

Podium biało-czerwonych nie jest porażką [KOMENTARZ]

Za rok w mistrzostwach będziemy jeszcze silniejsi niż w Katowicach - deklarowali hokeiści po ostatnim meczu z Japonią.

Przestańmy spekulować - tak mówili hokeiści po wygranym meczu z Austrią, choć do końca mistrzostw świata Dywizji IA w katowickim „Spodku” każdej drużynie pozostał jeszcze jeden mecz. Wówczas zaczęły się spekulacje, co musi się stać, by biało-czerwoni znaleźli się na premiowanym awansem miejscu. Optymistyczny scenariusz się nie ziścił, ale występu zespołu trenera Jacka Płachty nie można rozpatrywać przez pryzmat braku awansu. Turniej, wbrew niektórym głosom, był dla polskiej ekipy udany i potwierdził jej postęp.

W ubiegłym roku w Krakowie hokeiści byli również blisko awansu, bo trzeba było „tylko” wygrać z Madziarami (1:2). Wówczas zajęliśmy trzecie miejsce z 6 pkt., ale w towarzystwie - naszym zdaniem - nieco słabszym niż tym, obecnym w Katowicach. Teraz skala trudności była większa, bo przecież Słowenia i Austria regularnie występują w Elicie. Korea Płd. już od dwóch lat solidnie przygotowuje się do igrzysk olimpijskich w Pjongczangu w 2018 r.

W kuluarach mistrzostw powstało wiele teorii o słabości biało-czerwonych w pierwszych dwóch meczach turnieju. Jedyni przekonywali, że trenerzy zbyt intensywnie przygotowywali zawodników i zbyt późno zeszli z dużych obciążeń. Inni twierdzili, że zawodnicy mieli za mało czasu na wypoczynek między play offem ligi i zgrupowaniem kadry. Byli i tacy, którzy upierali się, że ostatnie mecze kontrolne powinny być rozgrywane nie co dwa, lecz cztery dni. Pewnie tajemnicy tej niemocy nie poznamy, ale najważniejsze, by to szkoleniowcy wiedzieli, gdzie tkwi przyczyna.

Został popełniony błąd w sztuce i to nie ulega wątpliwości, ale zespół w niezwykle trudnym momencie odpowiednio zareagował. Zwycięstwa nad Słowenią oraz Austrią mają swoją wartość i przekonują, że nastąpił kolejny jakościowy skok. Hokeiści sami sobie doskonale zdają sprawę, że konsekwentna gra od pierwszej do ostatniej minuty może przynieść sukces w meczu. Ostatnie spotkanie z Japonią jest tego świetną ilustracją. Wygranie I tercji 6:1 sprawiło, że koncentracja w kolejnych odsłonach spadła i wszystko skończyło się wynikiem 10:4. A przecież mogło jakimś rekordem bramkowym...

Mecz z Japonią na pewno przejdzie do historii z jednego powodu. Na 41 sek. przed końcem na lodzie pojawił się Patryk Wajda, który z wtorku na środę przeszedł operację złamanej szczęki. Na 12 sek. przed końcem obrońca Cracovii rodem z Nowego Targu zdobył gola. To niebywały wyczyn.

- Nie widzę w tym nic wyjątkowego, bo przecież wszyscy się poświęcają, każdy wkłada w grę serce i swoje zdrowie. Gdy w meczu z Austria siedziałem na trybunach, czułem się nieswojo i musiałem być z kolegami w boksie. Strzeliłem gola i to mnie bardzo cieszy. Trzecie miejsce na pewno nie jest naszą porażką, lecz sukcesem. Z tego turnieju wyciągniemy wnioski i będziemy jeszcze silniejsi - powiedział Patryk Wajda, niewątpliwie jeden z bohaterów zakończonych mistrzostw.

Włodzimierz Sowiński - Dziennik Sport

Czytaj także:

Liczba komentarzy: 0

Komentarze

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zaloguj się do swojego konta!
© Copyright 2003 - 2025 Hokej.Net | Realizacja portalu Strony internetowe