Dwory Unia Oświęcim oraz Wojas Podhale Nowy Targ potrzebują już tylko po jednym zwycięstwie aby spotkać się w tego rocznym finale Mistrzostw Polski w hokeju na lodzie. Unia pokonała tyski GKS a Podhale gdańskiego Stoczniowca, oba mecze miały bardzo dramatyczny przebieg. Stoczniowiec Gdańsk - Podhale Nowy Targ 1:2 (0:1,0:0,1:1)
Gdańsk 24.02.2004
Już przed rozpoczęciem spotkania wiadomo było że zapowiada się niezwykle ciekawy pojedynek, 3000 widzów zgromadzonych w hali "Olivi" właśnie takie spotkanie obejrzało. Mecz sędziowany dziś przez WIĘCKOWSKIEGO Leszka - KRYŚA Sebastiana - SMURE Mariusza był zacięty i niezwykle dramatyczny. Pierwszą bramke już w 4 minucie spotkania zdobył Marcin Ćwikła, wprowadzenie krążka do tercji obronnej Stoczniowca podanie od Dariusza Łyszczarczyka i strzał z pod bandy po lodzie wpada do bramki Tomasza Wawrzkiewicza. Do końca I tercji mecz był wyrównany, obie drużyny miały szanse na zdobycze bramkowe jednak ich nie wykorzystały. Trzeba przyznać że bramkarze spisywali się bez zarzutu. II odsłona spotkania to ataki gospodarzy i groźne kontry Nowotarżan. Bramek jednak nie było, znowu ze świetnej strony pokazał się Waha i Zbora, warto wspomnieć że są to dwaj kandydaci do reprezentacyjnej bramki na MŚ które odbędą się właśnie w Gdańsku. A więc po II tercji na tablicy wyników cały czas widniał napis: G K S - Podhale 0:1. Gdańscy kibice gorąco wierzyli że "Stocznia" pokaże na co ją stać i niekorzystny rezultat zmieni się. Początek decydującej odsłony spotkania zdecydowanie zdominowała drużyna Stoczniowca, głośny doping swoich kibiców spowodował że ich pupile zaczeli grac na tyle dobrze iż goście skoncentrowali się na obronie i co jakiś czas wyprowadzali kontry. Około 40 minuty doszło do przepychanki pomiędzy zawodnikami obu drużyn, posypały się kary wszystko to jednak bez konsekwencji, wynik nie ulegał zmianie. I w końcu w 46 minucie meczu Bartosz Leśniak otrzymuje 2 minutową kare za zachaczanie, Podhale obejmuje tymczasową przewage jednak ogromny szum "wytworzony" przez kibiców nie pozwala im na skonstruowanie dokładniejszej akcji. Tak mineły kolejne 2 minuty i właśnie wtedy kibice podnieśli się z miejsc bo dokładne podanie od Bartłomieja Wróbla otrzymuje Zdenek Jurasek wjeźdza do tercji obronnej górali i w sytuacji sam na sam strzałem w długi róg pokonuje po raz pierwszy dziś Krzysztofa Zborowskiego. A więc nadzieje kibiców spełniają się ! jest 1:1 i mecz rozpoczyna się od nowa. Pozostało 12 minut do końca regulaminowego czasu gry a Stoczniowiec wyraźnie podbudowany bramką i świetnym dopingiem swoich kibiców rusza do zdecydowanego ataku. Niestety nie poradność napastników nie przynosiła efektu w postaci gola. Końcówka spotkania to cały czas przewaga "biało-niebieskich", pan Leszek Więckowski popisał się świetnym wyszkoleniem i zamiast podyktować kare dla Podhalan klaszcze w ręce i pokazjue "gramy dalej", nie mija pare chwil i sytuacja powtarza się jednak kary oczywiście podyktować nie można bo albo zepsuł się gwizdek albo po poprostu "sędziowie nie zauważyli" nie dopuszczalnego zagrania jednego z zawodników Podhala. Gdy na 30 sekund przed końcem regulaminowego czasu gry zapowiadało się na dogrywke fatalny błąd popełnia Tomasz Wawrzkiewicz. Wrzucenie krążka do tercji obronnej Gdańszczan, krążek leci w strone bramki Wahy ten jednak niespodziewanie odbija go tak niefortunnie że odbija się od nogi Jarosława Różańskiego i wpada do bramki. Wielki zawód na trybunach, najwierniejszym kibicom poleciały łzy... było tak pięknie i jedno zagranie popsuło wszystko. Zostało niecałe pół minuty do końca meczu, trener Stoczniowca Marian Pysz poprosił o czas. Kibice nie wierząc w to co sie stało prubóją jakoś się otrząsnąć, kilka mocnych uderzeń w bęben, wyskandowane nazwisko TOMKA WAWRZKIEWICZA i nadzieja na cud. Nic jednak takiego sie nie stało... a szkoda, miało być tak wspaniale a było tak okrutnie. Najwierniejsza grupa kibiców podziękowała zawodnikom za wspaniałe emocje, bramkarz Gdańszczan ze spuszczoną głową schodził do szatni jednak kibice go zapewne zrozumieli i wybaczyli, wiedzą że taki błąd mógł się przydarzyć każdemu a WAHA nadal może na nich liczyć !!! Duże brawa należą się również Krzysztofowi Zborowskiemu który w tym meczu obronił aż 37 strzałów. Sytuacja Stoczniowca zdaje sie być beznadziejna jednak przy dużej mobilizacji i ambicji są w stanie powalczyć w piątek w Nowym Targu. Wtedy przy stanie 1:2 Nowotarżanie znowu zagoszczą w Gdansku i kto wie co się wydarzy. Trzeba być dobrej myśli bo młoda drużyna Stoczniowca napewno podejmie walke. Nie pozostaje nam nic jak udać się do Nowego Targu i liczyć że tym razem szczęście będzie sprzyjać "Stoczni".
GKS Tychy - Unia Oświęcim
1:1(0:1,1:0,0:0,0:0) 1:3 po karnych
Bramki:
0:1 Klisiak
1:1Sarnik
Widzów
3000
Sędziowie
ZAWADZKI Krzysztof-KĘPA Przemysław-ROKICKI Jacek
STAN RYWALIZACJI
2:0 dla Unii
Filip Ostrowski
Czytaj także: