Okiem Kojota. Gdy bójki będą ważne, to nic nie powiem, ale będą znaki
Każdy, kto choć raz mnie czytał wie, że przynajmniej raz do roku muszę napisać jakiś pean pochwalny na temat hokejowych bójek. W ciągu kilku ostatnich lat mówiłem o wzroście lub utrzymującej się ich liczbie (pandemia przekręciła znowu wajchę w moją stronę). W połowie obecnego sezonu w NHL mogę jednak mówić już nie tylko o rosnącej liczbie, ale także rosnący znaczeniu pojedynków nie tylko w NHL, ale i w niższych (albo o wiele niższych) ligach.
Kojot, weź ty już...
...nie, nigdzie się nie oddalę w tempie przyspieszonym. “Cudowne” lata 20, kilkadziesiąt lat temu braci Tkachuk dało początek rywalizacjom, wredocie i chamstwu na lodzie, za którym tęskniłem niezwykle mocno. Już ostygnął nieco najnowszy wynalazek ligi, Matt Rempe, czyli olbrzym, który bójką na otwartym stadionie rozpoczął swoją karierę w NHL. Jeszcze w 2018/2019 roku na pytanie o to, kto się w NHL jeszcze bije, odpowiedź brzmiała “Deslauriers” i na tym lista regularnych bijoków się kończyła.
Obecnie jednak symptomy zwiększającej się istotności tego aspektu hokeja widać nieco jaskrawiej niż w poprzednich latach. Pozostając jeszcze przy samej NHL to coraz mniej “widowiskowych” bójek mamy okazję oglądać, kiedy to panowie dogadani godzinę wcześniej mozolnie rzucają rękawice, poprawiają ochraniacze, szelki, gacie, sprawdzają tiktoka i umawiają się na operację korekty płci, zanim faktycznie skrzyżują pięści.
W lidze w dalszym ciągu spory postrach budzi “WiFi” czyli Arber Xhekaj, który jest typowym ochroniarzem reaktywnym czyli takim, który bawi się w hokejowego policjanta i w razie ataku na kolegę z drużyny, nie będzie czekać dwóch miesięcy na spotkanie rewanżowe. Zresztą jego istnienie spowodowało, że Kurtis MacDermid znalazł pracę w Ottawa Senators (choć w porównaniu z innymi ochroniarzami gość ledwo jeździ na łyżwach). Wcześniej ten sam gość zawitał na moment w New Jersey, bo tam brylował wspomniany Matt Rempe.
Wróciliśmy do liczenia nieoficjalnego rekordu, przyznawania nieoficjalnego pasa organizacji NHL. Od dwóch lat niepokonanym zostaje niewysoki, ale z doświadczeniem pięściarskim Mathieu Olivier (21 zwyciężonych bójek z rzędu). Dzięki jego uprzejmości, na moment znowu rozbłysła gwiazda Ryana Reavesa, będącego już przed 40tką napastnika czwartej linii, któy teoretycznie od dwóch lat nie ma w lidze czego szukać. Doskonale jednak dogaduje się on z młodą turbo-gwiazdą Sharks, Maclinem Celebrinim i to młodzian również przyczynił się do angażu “Revo”.
Ale ok, dosyć już o NHL. Możemy wymienić kontrowersyjnych bijoków z różnymi wynikami jak Curtis Douglas czy Liam O’Brien, ale warto spojrzeć na niższe ligi a nawet na zmagania najmłodszych adeptów sztuki hokejowej.
Celebracja przy spuszczaniu wpier....
Liga SPHL słynie z tego, że z niczego nie słynie. To taka hokejowa wieś położona głównie w stanach południowych, gdzie najlepsi gracze zarabiają średnio 250 dolców za spotkanie. Nietrudno więc domyślić się, że z reguły nikt nie będzie nadstawiał karku za pieniądze, które w skali rocznej przekładają się na gażę pracownika supermarketu.
Oto jednak cały ma biało (w sensie w białym stroju) wjeżdża czarnoskóry Divyne Apollon, który zaczyna niemiłosiernie tłuc Willa van der Veena z okazji zbliżającej się Gwiazdki. Will nie ma dużych szans zbierając baty co Apollon wykorzystuje... i zaczyna wymachiwać rękami w triumfalnym geście trzymając biednego oponenta w klinczu. Potem kończy taniec kilkoma prostymi i zjeżdża do boksu kar. Do tego momentu musiałem znajomym tłumaczyć, że bójki z “Wróżki zębuszki” z Rockiem Johnsonem nie mogłyby się wydarzyć w prawdziwym życiu. Apollon pokazał mi i reszcie hokejowego Internetu, że myliliśmy się bardziej niż osoba poselska twierdząca, że graniczymy z Węgrami.
Bójka całych drużyn... ale to dzieci!
Internet był wniebowziętym wydarzeniem, które nazwano “mites on ice”, a które wydarzało się 12 stycznia roku pańskiego bieżącego. “Kruszynki” na lodzie rzeczywiście stanowiły najmłodszych hokeistów, z których najstarsi nie mieli skończonych... 8 lat. W pewnym momencie dwie drużyny wchodzące w skład Amerykańskiego Amatorskiego Stowarzyszenia Hokejowego zaczęły okładać się pięściami. Po chwili do akcji wkroczyli nawet bramkarze. Dla dorosłych widzów (których było na meczu kilka tysięcy) wyglądało to trochę jak pojedynek mini figurek z klocków Lego. Dla dzieciaków jednak było to prawdziwe wyzwanie i kwestia osobista.
Nie milkły głosy jakoby liga ustawiła wydarzenie w nadziei na darmową reklamę w sieci. Reklama przyszła bardzo szybko, ale hokejowi eksperci (w tym emerytowany zawodnik Rangers, Bryan Mullen) stwierdzili, że z całą pewnością wszystko było generyczne i naturalne. Co prawda sędziowie nie przerywali pojedynków, ale nikomu nic się nie stało a młodzi zawodnicy byli uzbrojeni w całą masę ochraniaczy.
Bójka roku w niższej lidze
Setki tysięcy wyświetleń zaliczyła bójka Yanicka Turbotta z Tylerem Bauerem w lidze AHL. Spotkanie Wolves kontra Crunch miało być jednym z wielu, ale starcie krewkich hokeistów przyćmiło większość pojedynków z ligi którejkolwiek. Panowie okładali się pięściami przeszło minutę, co można spokojnie porównać do 12-rundowego pojedynku w boksie. Co więcej, absolutnie pozbawione defensywy postawy, tłuczenie się raz lewą raz prawą ręką, odmawianie zaprzestania wymiany, w końcu krew cieknąca z twarzy oobu Panów. Jeśli ktoś tęskni za standardami lat 90 to mógł przez chwilę przenieść się do czasów gdy Britney Spears tańczyła w seksownych strojach z tancerzami a nie z nożami i w babcinych gaciach.
Czy to coś zmienia?
Bardzo wiele. Coraz więcej bójek odbywa się w reakcji na to co dzieje się na lodzie. Dyscyplina przyspieszyła jeszcze bardziej, więc sędziowie nie dają rady gwizdać wszystkich przewinień i coraz częściej ekipy decydują się na samosądy przy pomocy swoich twardzieli. Coraz częściej na pytanie “co ten gość robi w NHL?” odpowiedź brzmi “pilnuje porządku” a nie “on się tylko bije i nic więcej”.
Cieszmy się i radujmy się, bracia i siostry, albowiem liga w której chodziło tylko o prędkość i bramki była równie ciekawa co posiedzenie komisji ds. Nordic-walkingu.
Czytaj także:
- Weteran z wielkim CV w Dallas Stars. Ma pomóc w walce o Puchar Stanleya
- Jedziemy do Dallas i Chicago! NHL na stadionie dla ponad 100 tysięcy widzów!
- Od treningów w domowej piwnicy po gwiazdę NHL. "Uwielbia grać i wygrywać"
- Rekordowy kontrakt w Detroit! Aż 91 milionów dolarów
- Sensacyjny powrót legendy NHL? Rangers chcą ratować sezon. 40-latek znów założy sprzęt?

Komentarze
Lista komentarzy
kurp
Bójki w NHL to [****]ny zwyczaj i ukłon w stronę plebsu. Dziękuję za uwagę.