
Każdy, kto choć raz mnie czytał wie, że przynajmniej raz do roku muszę napisać jakiś pean pochwalny na temat hokejowych bójek. W ciągu kilku ostatnich lat mówiłem o wzroście lub utrzymującej się ich liczbie (pandemia przekręciła znowu wajchę w moją stronę). W połowie obecnego sezonu w NHL mogę jednak mówić już nie tylko o rosnącej liczbie, ale także rosnący znaczeniu pojedynków nie tylko w NHL, ale i w niższych (albo o wiele niższych) ligach.

Za nami niezwykle emocjonująca 22. kolejka 1. ligi. Doszło bowiem w niej do konfrontacji Opole United z Fudeko GAS Gdańsk, w której sędziowie nałożyli aż 10 kar meczu!

W NHL stoczył prawie 100 walk na pięści i otrzymał ponad 1 000 karnych minut. Był znany z zadziorności i poczucia humoru. Nie żyje wielki twardziel najlepszej ligi świata.

Platforma Polski Hokej - oprócz zestawienia najładniejszych goli, asyst i interwencji bramkarskich - opublikowała również kilka ciekawych pojedynków na pięści. Jest na co popatrzeć.

Od 3 bójek w pierwszych 9 sekundach meczu zaczął się ostatniej nocy w Montrealu hokejowy klasyk między reprezentacjami Kanady i USA na Turnieju 4 Narodów. A później Amerykanie pokonali swoich sąsiadów z północy i zapewnili sobie awans do finału imprezy.

Jedna z europejskich lig chce pilotażowo przetestować nowe przepisy gry w hokeja. Proponuje m.in. dopuszczenie bójek, ale także rewolucyjną zmianę w zasadach obowiązujących w dogrywkach.

Do teraz rezonuje mi w głowie stwierdzenie Johna Scotta, emerytowanego ochroniarza m.in. Chicago Blackhawks czy Buffalo Sabres, który powiedział, że obecnie bójki są beznadziejne bo… jest w nich za dużo defensywy. Rzeczywiście, zawodnicy więcej się zasłaniają niż walczą. I kiedy myśleliśmy, że tak już zostanie, cały na biało do ligi wjechał Matt Rempe z New York Rangers, który zdawał się zostać nawiedzonym przez ducha lat 80. i 90., pokazując nam jak to się robiło kiedyś. Wśród zachwyconych tym fenomenem stałem również ja. Jednak z czasem, o ile wciąż czekam na powrót tych pięknych hokejowych czasów, o Rempego zaczynam się bardzo mocno martwić. Bardzo boję się, że właśnie jesteśmy świadkami powtórki historii Dereka Boogaarda.

Nie zabrakło emocji w ostatniej minucie meczu Texom STS Sanok z GKS-em Katowice (0:3). W ruch poszły pięści, ale sprowokować nie dał się doświadczony Grzegorz Pasiut. Jak ocenił ten mecz kapitan GieKSy?

Rzucając rękawice przeciwko niemu, wielu zawodników musiało zrewidować swoje przekonania i przewartościować kariery. To trochę tak, jakby po oglądaniu "Power Rangers" za dzieciaka sprawdzić, co tam słychać u bohaterów pierwszego sezonu. W tym momencie dowiemy się, że jeden z nich ma na koncie próby grania w filmach dla dorosłych, drugi wpadł na pomysł sprzedaży koszulek z cytatami pewnego malarza z Austrii, następny popełnił samobójstwo, a kolejna zginęła zmiażdżona w wypadku komunikacyjnym. Daniel "Diamond Hands" Amesbury zapewnia podobne przeżycia rywalom. Chcesz sprawdzić jak mają się twoje umiejętności pięściarskie przeciwko niemu i okazuje się, że ten okręt nie tylko odpłynął, ale przepłynął po tobie, utopił a na koniec przemielił śrubą napędową. To najgroźniejszy ochroniarz w obecnym hokeju i nie ma co zapraszać do dyskusji.

Na lodzie stoczył setki bójek i zbierał najwięcej karnych minut w ligach, w których występował. Swoją życiową walkę przegrał z uzależnieniem od narkotyków, zażywając śmiertelną mieszankę zaledwie 5 dni po przyjęciu na terapię. Dziś ujawniono szczegóły śmierci byłego hokeisty i trenera.

Każdy, kto zna mnie choć trochę wie, że jestem gigafanem ochroniarzy, enforcerów, najtwardszych na lodzie i najzabawniejszych poza lodem, a także najgorzej opłacanych zawodników w drużynie. Przez kilka sezonów obserwujemy wzrost liczby pojedynków pięściarskich, co mnie oczywiście cieszy. Nie było jednak tej „iskry”, która pojawiła się w tym sezonie, a w zasadzie kilka tygodni temu. Nie było tej iskry w THL, ale to głównie ze względu na ułomny przepis o karaniu dyskwalifikacjami za rzucenie rękawic. W obu przypadkach jednak pojawiła się jutrzenka nadziei. W NHL ostatni tydzień to podróż do lat 90. i pojedynków, z którymi dzisiejszy kibic wręcz nie umie sobie poradzić. Co się stało?

W środę odbyło się spotkanie władz związku z przedstawicielami klubów. Debatowano na nim o kwestiach związanych z najbliższym sezonem. Padło kilka propozycji zmian, a te najważniejsze dotyczyły terminu zamknięcia okienka transferowego, obowiązkowych kamer na liniach niebieskich i braku zawieszeń za bójki.

W ostatnich dniach, ba – przez ostatni rok, przetoczyła się przez hokej na świecie fala „usiłowania zabójstw” w wykonaniu niektórych zawodników. Co więcej, w innych ligach także wzrasta poziom tej zupełnie niezdrowej agresji, która z hokejem nie ma absolutnie nic wspólnego. Ataki zupełnie kretyńskie, zupełnie niedyktowane przebiegiem gry, podszyte zwykłą wściekłością – to wszystko serwują nam zawodnicy w ostatnich tygodniach. Co się stało, że niczym w „The Walking Dead”, niektórzy zawodnicy zamieniają się w istoty chcące jedynie krwi rywala?

Potwór, monstrum, bestia - to tylko niektóre z przydomków naszego bohatera. Tak określali go zawodnicy drużyn przeciwnych. Kibicom znany był jako „Boogyman”. Złośliwy, zawsze wściekły, nieskazitelnie brutalny i chętny do draki jak co drugi dres w latach dziewięćdziesiątych. Potencjalni rywale nie spali po nocach, dostawali depresji i napadów lęku na myśl o tym, że przyjdzie im skrzyżować z nim rękawice. Jeden z najbardziej brutalnych ochroniarzy, jeden z najłagodniejszych ludzi poza lodem. Wreszcie najtragiczniejsza postać i powód, dla którego rozmowy o encefalopatii w hokeju nabrały tempa jak nigdy przedtem.

Po dziś dzień rywalizuje z kilkoma innymi twardzielami o niepisany, umowny pas mistrzowski organizacji NHL. Nie budził respektu. Budził absolutne przerażenie. Uśmiechał się, gdy wiedział, że wybijała godzina skrzyżowania pięści z kimkolwiek z ekipy przeciwnej. Szczerzący się coraz bardziej zdziesiątkowanym uzębieniem napastnik powodował dosłownie sensacje żołądkowe u wielu twardzieli z ekip przeciwnych. Wymieniany w jednej linii z Davem Schultzem, Davem Semenko, Tiem Domi czy Martym McSolrey’em. Od tej wesołej gromadki odróżniają go dwie rzeczy. Po pierwsze, jako jedyny z powyższych, Bob zapominał i wkurzał się na wszystko po zakończeniu kariery. Po drugie, jako jedyny nie żyje.

Dwóch zawodników zostało zawieszonych za bójki w piątkowym meczu Marmy Ciarko STS-u Sanok z Zagłębiem Sosnowiec w ramach 13. kolejki TAURON Hokej Ligi. Kogo nie zobaczymy w następnych meczach?

Bójki, sześć kar meczu oraz dziesięć goli zobaczyli kibice zgromadzeni w sanockiej Arenie. Hokeiści Marmy Ciarko STS Sanok po fatalnej grze zostali rozbici przez Zagłębie Sosnowiec aż 2:8. Sędzia nałożył aż 201 minut karnych.

Hokeiści, którzy specjalizują się w bójkach i ostrej grze umierają średnio o 10 lat młodziej niż inni zawodnicy - pokazuje najnowsze badanie naukowców.

Większość hokejowych ekspertów oraz „ekspertów” stwierdzi, że hokejowe bójki to coś, co odchodzi do lamusa i jest ustawicznie tępione. Wstrząsy mózgu (których nędzny odsetek wywoływany jest przez pojedynki pięściarskie), brutalność (tego argumentu nie warto nawet komentować w kontekście hokeja na lodzie) czy nieużyteczność zawodników parających się tą dziedziną hokejowego rzemiosła (o tym za chwilę) to tylko niektóre argumenty podnoszone przez istoty ewidentnie oglądające tę dyscyplinę od jakiegoś miesiąca. PHL nie kojarzy się specjalnie z wieloma takimi incydentami (w każdym razie nie tymi rejestrowanymi przez kamery), ale ten stan rzeczy może się zmienić. Ten stan rzeczy powinien, a nawet musi się zmienić. Dla dobra wszystkich zainteresowanych tym sportem. Dlaczego?

Hokeiści Marmy Ciarko STS-u Sanok przegrali we wtorkowym meczu towarzyskim z GKS-em Tychy 0:3. Gospodarze razili nieskutecznością, a goście lepiej wykorzystali swoje okazje. Nie zabrakło też hokejowych bójek.