Zanim na dobre ruszyła rywalizacja hokejowa w Mediolanie, kibice zastanawiali się, jak zostanie pokazany bogaty w gwiazdy powrót zawodników NHL na Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Okazało się, że nie sama obecność gwiazd dzieli widzów a sposób transmisji już to zrobił.
Telewizja Polska potwierdziła, że w TVP Sport pokaże 16 meczów turnieju hokeja mężczyzn – fazę grupową, ćwierćfinały, półfinały i finał. Na papierze brzmi to solidnie. Problem w tym, że warto jasno powiedzieć jedno: TVP nie ma pełnych praw do igrzysk. Ma sublicencję.
A to zasadnicza różnica.
Pełnym dysponentem praw w Europie jest grupa Discovery, do której należy między innymi Eurosport oraz platformy streamingowe pokroju Discovery+ czy Max. To Discovery zarządza sygnałem, decyduje o dystrybucji, harmonogramach, priorytetach antenowych i pakietach sublicencyjnych. TVP może pokazać tylko to, co obejmuje umowa - określoną liczbę transmisji, w określonym zakresie i w ramach narzuconych zasad.
W praktyce oznacza to również, że nadawca publiczny koncentruje się przede wszystkim na występach reprezentantów Polski oraz najważniejszych wydarzeniach dnia. To naturalny kierunek przy ograniczonym pakiecie praw. Pełna, wielokanałowa oferta - wszystkie areny, wszystkie mecze i równoległe transmisje - pozostaje po stronie właściciela praw.
I tu zaczynają się schody. Kibice narzekają, że na antenach Eurosportu – spotkania startują "od połowy drugiej tercji", bo wcześniej kończy się inna dyscyplina.
Pełne wydarzenie, interesujące nas i wielu kibiców, trafia do płatnych serwisów streamingowych. I tak kręci się biznes. A że cierpi na tym kibic. To sprawa drugorzędna.
Problem globalny, nie tylko polski
W USA kibice narzekają na chaos wokół transmisji NBC i platform streamingowych. W Wielkiej Brytanii widzowie BBC skarżą się na przełączanie między dyscyplinami. W Australii krytyka dotyczy jakości komentarza i selekcji wydarzeń.
Schemat jest podobny: prawa skoncentrowane w jednej grupie medialnej, dystrybucja rozdrobniona, widz zmuszony do żonglowania kanałami i aplikacjami.
To nie jest już prosta relacja "nadawca – widz". To skomplikowany system praw, sublicencji, priorytetów antenowych i modeli subskrypcyjnych.
Kibic chce jednego
Kibice hokeja nie oczekują cudów. Chcą obejrzeć mecz w całości, na żywo, bez przeskakiwania między platformami i bez polowania na nocne powtórki. Chcą emocji w czasie rzeczywistym.
I tu pojawia się kluczowa refleksja: jeśli coś nie działa, trzeba patrzeć na strukturę praw. Discovery jako właściciel europejskich praw olimpijskich ma realny wpływ na to, jak wygląda dostępność turnieju. TVP – mająca jedynie sublicencję – operuje w ramach ograniczeń.
Można krytykować realizację, można dyskutować o ramówce. Ale jeśli system jest zaprojektowany tak, że pełna kontrola znajduje się w jednym miejscu, to tam należy kierować pierwsze pytania.
Bo dziś największym przeciwnikiem kibica nie jest rywal na lodzie. Jest nim model dystrybucji praw, w którym sport stał się układanką zamiast wspólnym, spójnym przeżyciem.
Czytaj także: