
Mike Babcock ponownie będzie pracował w NHL. Edmonton Oilers oficjalnie ogłosili zatrudnienie jednego z najbardziej utytułowanych, ale i najbardziej kontrowersyjnych szkoleniowców ostatnich dwóch dekad.

To miał być jeden z największych trenerskich powrotów ostatnich lat w NHL. Zamiast tego zrobiła się afera, która jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem może wywrócić całą operację do góry nogami. Według północnoamerykańskich mediów Edmonton Oilers są bardzo blisko zatrudnienia Mike'a Babcocka. Problem w tym, że nazwisko legendarnego szkoleniowca wciąż wywołuje w lidze skrajne emocje.

Świat NHL stracił jedną ze swoich najbardziej wyrazistych postaci. Claude Lemieux, czterokrotny zdobywca Pucharu Stanleya i jedna z ikon play-offów lat 90., zmarł w wieku 60 lat. Według medialnych doniesień przyczyną śmierci miało być samobójstwo, co wywołało falę reakcji w hokejowym środowisku.

Od wielkiej kontrowersji zaczęła się rywalizacja Vegas Golden Knights z Anaheim Ducks w drugiej rundzie play-off NHL. Trener drużyny z Anaheim nie mógł się pogodzić z decyzją sędziów, która poprzedziła decydującego gola.

Pierwsze dwa spotkania półfinałowe pomiędzy ECB Zagłębiem Sosnowiec a GKS-em Tychy przyniosły kibicom ogrom emocji. Nie brakowało pojedynków pięściarskich oraz jak to bywa w meczach o najwyższą stawkę - kontrowersji wobec decyzji arbitrów. Po zakończonym spotkaniu postawę sędziów doceniał trener Matias Lehtonen. Gesty fińskiego szkoleniowca w trakcie spotkania mogły sugerować coś innego.

Powrót Pucharu Świata w hokeju w 2028 roku już wywołuje ogromne emocje, ale jeszcze zanim turniej na dobre wróci do kalendarza, już pojawiają się poważne kontrowersje. Największa dotyczy potencjalnego udziału Rosji. I wiele wskazuje na to, że ta decyzja może podzielić środowisko hokejowe.

KH Energa Toruń odniosła się do listu otwartego TH Unii Oświęcim dotyczącego poziomu sędziowania w ćwierćfinałowej serii play-off. Władze "Stalowych Pierników" podkreśliły, że kontrowersje są naturalną częścią hokeja, ale publiczne wyliczanie błędów arbitrów w trakcie rywalizacji nie służy ani sportowi, ani atmosferze wokół ligi.

Martin Kasperlík nie dokończył środowego meczu KH Energa Toruń – Unia Oświęcim (2:1). Napastnik biało-niebieskich opuścił taflę z podejrzeniem poważnej kontuzji kolana, a działacze ekipy z Chemików 4 mają sporo zarzutów do arbitrów prowadzących mecze ćwierćfinału play-off.

Już pierwsze mecze fazy play-off przyniosły ogromne kontrowersje związane z postawą arbitrów. W meczu pomiędzy GKS-em Tychy a JKH GKS-em Jastrzębie uwadze sędziów umknął fakt, że na lodzie ponownie pojawił się Olli-Petteri Viinikainen, na którego chwilę wcześniej została nałożona kara meczu.

W starciu Unii Oświęcim z KH Energą Toruń urazu nabawił się Roman Diukow. Białoruski defensor został rzucony na bandę i długo nie podnosił się z lodu. – Jest ryzyko, że nasz zawodnik w tym sezonie już nie zagra – wyjaśnił Mariusz Sibik, prezes biało-niebieskich.

W ćwierćfinale hokejowego turnieju Zimowych Igrzysk Olimpijskich doszło do sytuacji, która po meczu wzbudziła szerokie kontrowersje. W 53. minucie gry Ondřej Palat zdobył bramkę, która dała Czechom prowadzenie 3:2. Powtórki i analizy wideo jasno pokazują, że w momencie zdobycia tego gola na lodzie znajdowało się sześciu czeskich zawodników z pola. Mimo tego sędziowie nie odgwizdali przewinienia, a gol został uznany.

Kanadyjczycy, mocno sfrustrowani postawą swojego niegdysiejszego idola, mają dla Wayne’a Gretzky’ego, z okazji jego urodzin, przede wszystkim sporo gorzkich słów.

W meczu 37. kolejki TAURON Hokej Ligi pomiędzy Unią Oświęcim a Comarch Cracovią sędziowie aż trzykrotnie musieli sięgać po analizę wideo. Analiza jednej sytuacji miała ogromny wpływ na dalszy przebieg spotkania i wywołała sporo emocji wśród zawodników, jak i kibiców.

Hokej na lodzie to niezwykle wymagająca dyscyplina, w której o ostatecznym sukcesie decyduje zarówno eksplozywna siła mięśni, jak i żelazna kondycja każdego zawodnika. Mecz to seria bardzo intensywnych zrywów przeplatanych krótkim odpoczynkiem, co wymusza na organizmie pracę na najwyższych obrotach przez długi czas. Dlatego też mądre przygotowanie motoryczne poza lodowiskiem odgrywa tak istotną rolę w budowaniu optymalnej i stabilnej formy sportowej.

Sędziowie główni wtorkowego finału Pucharu Polski stanęli przed wyjątkowo trudnym zadaniem. Ponad 13-minutowa analiza wideo nie wpłynęła jednak na decyzję Pawła Kosidły, który od samego początku wskazywał na pozycję spaloną w polu bramkowym i nie uznał gola wyrównującego dla Zagłębia Sosnowiec. Jak się później okazało, była to kluczowa sytuacja całego spotkania. Jastrzębianie zwyciężyli 4:1 i sięgnęli po Puchar Polski.

Na ustach wielu kibiców wciąż wybrzmiewają okoliczności spotkania pomiędzy GKS-em Tychy a KS Unią Oświęcim. "Święta Wojna" prowadzona była na wysokiej intensywności, a hokeiści nie szczędzili sobie twardych pojedynków na granicy obowiązujących przepisów. Efektem wydarzeń na lodzie były aż cztery kary meczu i 130 minut karnych. Nie zabrakło również kontrowersji wokół decyzji podejmowanych przez arbitrów.

W swoim czwartym meczu w tegorocznej edycji Hokejowej Ligi Mistrzów GKS Tychy przegrał na własnym lodzie z Luleą HF 2:3. Trójkolorowi zostawili na tafli sporo zdrowia i do samego końca walczyli o wyrównującego gola. Finalnie pełną pulę punktów zgarnęli mistrzowie Szwecji.

Hokej to sport, w którym liczą się nie tylko gole, ale także osobowość, charakter i historia. Żaden hokeista nie udowadnia tego lepiej niż Aleksander Owieczkin - człowiek, który zapisał się w historii hokeja nie tylko rekordową liczbą bramek, ale także swoim wyjątkowym życiorysem, pełnym kontrastów, dramatów i fascynujących zwrotów akcji. To nie jest historia o bramkach czy "raszan maszin newer brejks".

W drugim meczu półfinału play-off GKS Katowice pokonał Re-Plast Unię Oświęcim 2:1 po dogrywce. W spotkaniu nie zabrakło sędziowskiej kontrowersji, a zawodnicy biało-niebieskich mieli spore pretensje do Bartosza Kaczmarka.

W trakcie pierwszego spotkania półfinałowego pomiędzy GKS-em Katowice a Re-Plast Unią Oświęcim arbitrzy podejmując kluczową dla losów spotkania decyzję o nieuznaniu bramki Christiana Mroczkowskiego, wspomagali się zapisem wideo. Choć, jak już wiemy sędziowie prawidłowo zinterpretowali zachowanie Jeana Dupuy jako przeszkadzanie bramkarzowi, to okazuje się, że duet Paweł Breske - Krzysztof Kozłowski nie miał prawa w tej sytuacji posiłkować się zapisem wideo.